Chciałem tylko, żeby gdzieś przekroczyć granicę, wszystko jedno którą, bo ważny dla mnie był nie cel, nie kres, nie meta, ale sam niemal mistyczny i transcendentny akt przekroczenia granicy.
(Ryszard KAPUŚCIŃSKI, „Podróże z Herodotem”)
Jak w iberoamerykańskiej powieści - gorące pożądanie na tle skomplikowanych stosunków społecznych...
E F Zamknięta lodówka nocy
Trwa w oczekiwaniu na światło,
Co wyskoczy nagłym błyskiem
Oczu Murzyna, zębów Pigmeja.
Zawsze zostanie jej jeszcze coś,
Choćby nadzieja.
Języczek (u)wagi zmysłowych zadrażnień
Zawaha się, zadrży, lecz zaraz odważnie
Wyzwoli kochanków nocy z bólu egzystencji.
Polecą przez noc, przez życie
Sobą przejęci, sobą zaklęci, sobą zawzięci.
Zapanoszy się trwoga i strach się rozpanuje,
A mocny w słowach człowiek
Zabiję tę, co w oczy kłuje.
Nieprawda, że nie umiem szukać i odnajdywać.
Jest jedna droga do celu,
A cel co noc odżywa
I ginie z Pigmejem w zębach, z Murzynem w oczach.
Ty biegniesz i biegniesz, już jesteś na zboczach.
Góra wielka i stromość kobieca.
Ty biegniesz i biegniesz, ten bieg cię podnieca.
Nóg dwóch jest za dużo, potykasz się, padasz.
Góra podchodzi, nachyla się, gada.
Nie słyszysz. Choć leżysz, biegniesz wytrwale.
Kamienie wołają, nie słyszysz ich wcale.
Kamienie się toczą, się toczą, się toczą,
A wszystko to we śnie, a wszystko to nocą.
Szamoce się w tobie dusz tysiąc, sto, miliony.
Kamienie są wolne, tyś uwięziony.
Jeńcem swej woli jesteś, a jakże!
W duszy się swojej codziennie babrzesz.
Alter i super. Wciąż walka na słowa.
No nie patrz tak durniu! Zacznijmy od nowa...
Poczekaj więc na mnie za drzwiami rozumu.
Nie mogę tu zostać, tak boję się tłumu.
Poczekaj choć chwilę, poczekaj choć moment.
Sam biec nie potrafię, wystrzegam się mrzonek.
I tylko to oko wysoko nade mną.
A wszystko to we śnie, a wszystko w noc ciemną.
Gdzie jesteś zapomniana historio bohaterów,
Czy trzymasz się wiosła, czy czepiasz się steru?
Nie umiesz, czy nie chcesz zrozumieć tragedii
Słów, co nie mogą wyzwolić się z bredni?
Gdzie szukać jasnego otworu na wolność?
Jest tu, czy nie, ten, co mu wolno,
Ruszać się, uśmiechać, mówić obleśnie?
A wszystko to nocą, a wszystko to we śnie. Olsztyn, 10.06.1990
Jedną z tradycji „Swobodnych Elektronów” było organizowanie osiedlowego Dnia Dziecka. Tak urzeczywistniała się współpraca z Radą Osiedla, dzięki której drużyna miała od początku lat 80. harcówkę przy ul. Skłodowskiej.
Najbardziej spektakularny przebieg miała zabawa zorganizowana w 1990 roku. Odbyła się pod Wysoką Bramą.
A z tej perspektywy patrząc, to na Karolku, czyli na placu Karola Świerczewskiego, który od paru miesięcy był już chyba ponownie Targiem Rybnym (chociaż ryb w widocznych wczesnokapitalistycznych budach to raczej nie sprzedawano).
Od roku „Swobodne Elektrony” i „Szarpie” tworzyły wspólnie 2. Olsztyński Szczep Harcerski, więc Dżozef na pierwszym planie to nie przypadek.
Kędzior dla odmiany już chyba był w ZHR, więc wpadł raczej towarzysko.
Wytęż wzrok i dostrzeż wszystkie zmiany, jakie zaszły w tym miejscu…
1.06.1990 osiedlowy Dzień Dziecka 155 OSDT „Swobodne Elektrony” Olsztyn
Olsztyński koncert Jacka Kaczmarskiego z 30 maja 1990 roku... W ogóle miały być dwa koncerty, drugi następnego dnia. Ale odbył się tylko pierwszy, na drugi zabrakło już artyście sił...
Ja na szczęście kupiłem bilet na pierwszy dzień. „Urania” była pełna. Wyposażony w pożyczony od Dudka dyktafon (dzięki!) zasiadłem tuż pod samą sceną.
1. „Nasza klasa”
Nie jest to moja ulubiona piosenka Kaczmarskiego z dwóch powodów. Po pierwsze zbyt popularna. Po drugie nie idzie mi jakoś na gitarce...
2. „Litania”
Ten utwór poznałem na tym koncercie i od razu przypadł mi do gustu. Już następnego dnia grałem go sobie, a po kilku latach dorobiłem się własnej, unikatowej wersji z całkiem zmienioną muzyką.
3. „Przejście Polaków przez Morze Czerwone”
Bardzo udana alegoria.
4. „Encore, jeszcze raz encore”
Jedna z ulubionych piosenek mojej żony. Szczególnie w wykonaniu Cezarego Studniaka.
5. „Głupi Jasio”
Jedna z tych piosenek, które na początku lat 90. uświadomiły mi, że Kaczmarski nie będzie do końca życia śpiewał „Obławy”.
6. „Tradycja”
Uwielbiane przeze mnie obrazoburcze podejście do historii Polski. Integryści i ksenofobii szaleją ze wściekłości...
7. „Pan Kmicic”
Sienkiewicz wielkim pisarzem był, ale nie znaczy, że wzorcem osobowym ma być polski warchoł.
8. „Epitafium dla Brunona Jasieńskiego”
Zakochanych w Związku Radzieckim było w latach 30. sporo, nie tylko na Zachodzie, ale również w Polsce. Niestety, nie była to odwzajemniana miłość.
9. „Ballada wrześniowa”
Żeby zaśpiewać taką piosenkę, trzeba mieć niezłą kondycję... Ewentualnie można na niej ćwiczyć kondycję. Co do treści – w szkołach o tym nie uczyli…
10. „Katyń”
O tym też nie było na historii. Tzn. w 1981 roku pani Wlazłowa powiedziała nam w przypływie odwagi (karnawał Solidarności sprzyjał), że w sumie nie do końca wiadomo jak tam było, bo wojska radzieckie i niemieckie przechodziły przez Katyń w tę i z powrotem...
11. „Czołg”
Klasyczna scena z „Czterech pancernych i psa”. Rudy 102 wjeżdża latem 1944 roku na most na Wiśle, już-już by zajął Warszawę, ale razi go faszystowski pocisk. No, nie dało rady, a tak chcieli...
Wdzięczna wykonawczo piosenka. Gdy dręczyłem nią na początku lat 90., nie sądziłem, że będę kiedyś nocował w Jałcie. Mają tam nawet czynny długo w noc McDonald’s. Czyli Stalin jednak przegrał...
13. „Opowieść pewnego emigranta”
Może by sobie tej piosenki posłuchała inkwizycja lustracyjna?
14. „Powódź”
Smutna piosenka o smutnych czasach.
15. „Rozbite oddziały”
Śpiewałem tę piosenkę w Związku Radzieckim. Konkretnie w pociągu na eksterytorialnej trasie z Zagórza do Przemyśla. Nie tylko Maryla Rodowicz i Skaldowie mieli koncerty w ZSRR...
16. „Mury”
Zajechana na śmierć piosenka. A klaskanie publiczności, gdy artysta śpiewa o klaszczących tłumach, to już szczyt perwersji.
17. „Powrót sentymentalnej panny S”
Przepraszam, że wytłumaczę: to o Solidarności. Tamtej oczywiście.
18. „Zmartwychwstanie Mandelsztama”
Jak się zagra tę piosenkę tylko na dwóch stronach basowych, to wychodzi zimna fala, straszny dół. Joy Division normalnie. Wiem, bo tak właśnie ją zawsze wykonuję.
19. „Kara Barabasza”
Nigdy tego nie grałem. Może najwyższa pora.
20. „Lalka, czyli polski pozytywizm”
Też nie grałem. A przecież zawsze wolałem Prusa od Sienkiewicza...
21. „Obława”
Któż nie grał „Obławy”! Moje pierwsze dwa wykonania były bez gitary. Najpierw w marcu 1981 roku w drodze do szkoły z miesięcznikiem „Radar” w ręku. O tym:
Potem w 1983 roku na ognisku w Ustroniu. A potem już z gitarą. Kondycja niezbędna.
22. „Obława II”
Z czterech „Obław”, jakie napisał Kaczmarski, tę lubię najbardziej. Można grać szybko, można grać wolno. Punk, blues, hard rock, marsz. Co kto woli.
23. „Obława III”
Sam Kaczmarski nie wyrobił tempa utworu. Spróbujcie śpiewać na typowej dla Jacka prędkości przez dwie godziny...
24. „Zbroja”
Długie lata sądziłem, że skończyła mi się wtedy taśma, bo mam ten utwór urwany... Archeologiczne badania wśród swego tysiąca kaset magnetofonowych doprowadziły do odnalezienia tego utworu nagranego własnoręcznie na pożyczonym od Dudka stereofonicznym (czego raczej nie słychać) dyktafonie.
Zdjęcia jak z powstania styczniowego....
Kącik „Świata Młodych”, czyli wywiad, jaki przeczytałem 5 marca 1981 roku: