czwartek, 27 sierpnia 2009

Okno z widokiem na historię

Indianie nie mają nic wspólnego z Indiami. Polsko-ukraińskiej Galicji nie łączy nic z hiszpańską Galicią. Prusaków tyle łączyło z Prusami, że pierwsi wykończyli drugich. Może niedługo Półwysep Iberyjski zamieni się w Bałkany? Oby nie.
Katalonia chce niepodległości. Nie autonomii, bo tę ma od 1979 roku, ale właśnie niepodległości. Nie pierwszy to przypadek w Hiszpanii (Baskowie), nie pierwszy w Europie (włoska Padania). Czy to dobrze czy źle? Myślę, że nam w Polsce trudno to oceniać po pół wieku życia w państwie oficjalnie jednolitym narodowościowo. Po peerelu odziedziczyliśmy taki przesąd, że każdy naród powinien mieć swoje państwo (ba, przyzwyczailiśmy się do tego, że są narody mające po dwa państwa – NRD, Korea, Wietnam, Jemen, Chiny). „Na szczęście” mało wiemy o zróżnicowaniu etnicznym, kulturowym, językowym i historycznym Hiszpanii, więc dążenie Katalończyków do niepodległości odbieramy jako coś niezrozumiałego. Przecież w Hiszpanii mieszkają Hiszpanie, więc o co im chodzi?


Katalonia przez jakieś trzy wieki była samodzielną monarchią, połączoną jedynie z Aragonią, potem kolejne trzy wieki walczyła z hiszpańskimi władcami o niepodległość, aż w końcu 11 września 1714 roku ostatecznie tę walkę przegrała.


Tego dnia upadła Barcelona i był to koniec powstania Katalończyków będącego ostatnim akordem wojny o sukcesję hiszpańską, czyli rozgrywki europejskich dworów o panowanie na Półwyspie Iberyjskim, a może i w całej Europie.


Właśnie ten dzień, gdy Francuzi utopili we krwi Barcelonę, jest świętem narodowym Katalonii. Upamiętnia to ten monument.


Dość nieskomplikowany w formie jak na barcelońskie standardy. Mnie w tym miejscu najbardziej urzekło zespolenie historii z życiem codziennym.


Popatrzcie zresztą sami: