piątek, 18 grudnia 2020

Do trzech McCartneyów sztuka

No i jest nowy McCartney. Sam nie wiem, czy wolę, by mógł koncertować (może tym razem w Gdańsku?), czy żeby zmuszony, z braku innych możliwości, nagrywał płyty. To nie 1964 rok, że Beatlesi dali kilkaset koncertów na całym świecie, nagrali dwie świetne płyty, o singlach nie wspominając. Jest 2020 (!) rok, Paul ma 78 lat z ogonkiem, a leniwe gwiazdy produkują (słowo bardzo adekwatne) płytę raz na kilka lat.

1. „Long Tailed Winter Bird”
Na jednym akordzie. To już znamy z twórczości Beatlesów. Z tym, że tym razem serio na jednym. Tekstowo lapidarność godna Juliusza Cezara. Albo młodszej o ponad pół wieku wersji… Paula McCartneya. Czyżby to była faktycznie piosenka o ptaszku?


2. „Find My Way”
Akordów więcej, słów też nie brak. Najbardziej urzeka mnie powracające kilkakrotnie solo na gitarze. No i jest pełnokrwisty teledysk. Czyli gdyby istniała lista przebojów pewnego zgwałconego i zamordowanego radia, to tam by miała trafić ta piosenka.


3. „Pretty Boys”
Kolejna melodia, którą chce się kochać już w połowie piosenki. Jak on to robi?! I proszę, jeszcze tekst, którego nie powstydziłby się Ciechowski czy inny Dylan – coś o konsumpcjonizmie i coś o miłości. A oba te pożądania przenikają się i nie wiadomo, co jest czym…


4. „Women and Wives”
Czyż ten nieomal moralitet nie brzmi jakby napisał go i zaśpiewał Johny Cash?


5. „Lavatory Lil”
Coś z cyklu „nie wierz nigdy kobiecie”. Podobno to o drugiej żonie. Jak widać nie wszystkie drugie żony są najsłodsze… Ulubiony moment? Gdy McCartney sam sobie robi chór wujów.


6. „Deep Deep Feeling”
Skoro sam Piotr Kaczkowski wybrał tę piosenkę jako najważniejszą z albumu (słyszałem w minioną niedzielę w audycji „Oddam płytę w dobre ręce” w radiu Rock Serwis FM), to nie będę dyskutował…


7. „Slidin'”
No nie, znów muszę porównać. Ten tekst mógłby napisać wyzwolony z Beatlesów John Lennon. A i surowość kompozycji godna momentami „John Lennon/Plastic Ono Band”.


8. „The Kiss of Venus”
Powiem bezczelnie – wykonanie McCartneya bardzo zbliżone do mojej wersji, którą przygotowałem pięć dni temu. To pierwszy i zapewne ostatni przypadek, gdy tłumaczyłem i nagrałem piosenkę PRZED usłyszeniem jej oryginału.


9. „Seize the Day”
Brzmi trochę jak odrzut (Paul, wybacz brzydkie słowo) z „Egypt Station” a może nawet z „New”. Jakże mogę nie pokochać tej piosenki, skoro jej patronem moralnym jest Horacy? Paul jest w takim wieku, że o chwytaniu dnia wie wszystko.


10. „Deep Down”
Skoro są w twórczości Beatlesów płyty najlepsze, to muszą być i najgorsze (bądź mądry i powiedz które). Skoro są na płycie utwory najlepsze, to muszą być i takie sobie. Właśnie. Paradoks polega na że, piosenka „taka sobie” jest i tak świetna. Druga raz się pytam – jak on to robi?! Najlepszy moment, gdy Paul przypomina sobie, że nagrał kiedyś „She’s a Woman”.


11. „Winter Bird” / „When Winter Comes”
Czegóż my tu nie mam! Powraca ptaszek z pierwszego utworu. Powraca głos Paula McCartneya z 1992 roku, gdy nagrał tę nieopublikowaną dotąd piosenkę. Powraca duch George’a Martina, który był wówczas producentem.


Czekam na ciąg dalszy. Może być płyta, może być koncert. Może być w Gdańsku.

Kącik historyczny, czyli wywiad z Paulem, jaki przeczytałem w „Świecie Młodych” 2 sierpnia 1980 roku. Dotyczył wydanej świeżo płyty „McCartney II”. Nie żeby zaraz McCartney rozmawiał z młodzieżową prasą peerelu, to przedruk:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz