środa, 19 maja 2010

Wciąż bardziej bliski

Jaromíra Nohavicę zachwyca polskie słowo „wciąż”. Czuje w nim zapewne:
1. metafizyczną głębię tęsknoty
2. tęskną metafizykę głębi
3. głęboką tęsknotę metafizyki.
Czyli mniej więcej ten dreszcz emocji, który przeżywamy nad Wisłą słysząc czeskie słowo „láska”...


Przyznam, że jeszcze pięć lat temu mylił mi się Nohavica z Karelem Krylem (doceńcie, że nie z Karelem Gottem). W ostatnim czasie mocno się jednak podciągnąłem z czeskiej muzyki, a dzisiejszy olsztyński koncert Nohavicy jest wisienką na tym torcie.


Aha, kłaniam się nisko olsztyńskiej publiczności. Śpiewała po czesku! Nohavica dla odmiany śpiewał czasem po polsku...


I tak w miłej atmosferze wzajemnego zrozumienia nikt na pewno nie pomyślał ani o Zaolziu, ani o pilocie Eduardzie Prchalu, ani o operacji „Dunaj”. Muzyka zbliża ludzi. Zazwyczaj.