poniedziałek, 9 maja 2011

Wit stwoszył nam ołtarz

Nie dam głowy, że tak było, ale w szkole podstawowej wmawiali nam chyba, że Wit Stwosz był Polakiem. Być może to sobie tylko wyobrażam, ale znikąd mi się to nie wzięło. Co mi zostało w pamięci z pierwszych lat szkolnych? Obrona Głogowa, Wanda, co nie chciała Niemca i zawłaszczany przez Niemców Kopernik.


Oczywiście Veit Stoss był z krwi i kości Niemcem, który prawie dwadzieścia lat spędził w Krakowie, gdzie uczynił dzieło swego życia, czyli Ołtarz Mariacki. W tym roku mija 50 lat od premiery filmu „Historia żółtej ciżemki”, który bawiąc uczył i ucząc bawił, czyli opowiadał uciesznie o perypetiach Wawrzka (pierwsza rola 11-letniego wtedy Marka Kondrata), snującego się najpierw pewnie gdzieś na Błoniach lub Krowodrzy, a w końcu terminującego w pracowni Stwosza.


Film popełnił Sylwester Chęciński, ten sam, który potem stworzył trylogię kargulowo-pawlakową, poprawił historią Wielkiego Szu, a w 1991 roku w pewnym sensie zastąpił nieżyjącego od kilku lat Bareję przy reżyserii „Rozmów kontrolowanych”.
W finale filmu Wawrzek wkłada w ręce św. Stanisława pastorał, ratując w ostatniej chwili Stwosza przed kompromitacją w czasie odsłonięcia ołtarza. Św. Stanisław po lewej stronie. Oczywiście z pastorałem.


Nie dostrzegłem w filmie, żeby poruszano narodowość Stwosza, publiczność miała pewnie sądzić, że to Krakus z dziada pradziada.


Ołtarz Wita Stwosza w Kościele Mariackim w Krakowie to tak naprawdę nie ołtarz, a nastawa ołtarzowa, czyli retabulum, spełniająca rolę ozdobną. Tematem dzieła jest Zaśnięcie Najświętszej Marii Panny. Dzieło Stwosza zdobi ołtarz główny bazyliki stojący oczywiście w nawie głównej. Ściągnięty z Norymbergii Wit Stwosz tworzył je w latach 1477-1489, czyli przez prawie cały czas pobytu w Krakowie (1477–1496).


Historia stwoszowego ołtarza sięga w pewnym sensie czasów, gdy nie było go jeszcze na świecie. W 1442 roku w kościele zawaliło się sklepienie prezbiterium, co prawdopodobnie zniszczyło poprzednią nastawę (o ile istniała). Po zgromadzeniu przez kilkadziesiąt lat odpowiednich środków Rada Miasta zdecydowała się ściągnąć do Krakowa rzemieślnika, który podoła zadaniu, ale nie będzie za drogi. Stwosz się nadawał idealnie, był już doświadczony, ale nie miał jeszcze znanego nazwiska, dlatego przyjechał do stolicy rosnącego wówczas w potęgę państwa. Ołtarz i tak kosztował niemało – równowartość rocznego budżetu miasta. Dokładna kwota nie jest znana, być może było to kilka tysięcy florenów. Mieszczanie składali się przez lata.


Po dwunastu latach dzieło było gotowe. Odsłonięcie nastąpiło 15 sierpnia 1489 roku, czyli w dniu Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Data nieprzypadkowa, kościół wszakże Mariacki.


Rozmiary nastawy budzą szacunek, to największa tego typu gotycka rzeźba w Europie. Retabulum ma 11 na 13 metrów, a figury sięgają wysokości 270 cm. Na dzieło składa się ponad 200 postaci. Każda powstała z jednolitego kawałka drewna lipy. Konstrukcję oparto na mocniejszym drewnie dębowym, a za plecami figur widzimy modrzew.


Słynny realizm postaci można dostrzec choćby w twarzach. Kogo unieśmiertelnił w ten sposób Stwosz trudno powiedzieć, ale chyba pretensji nie mają. Nie było Facebooka...


Po środku widzimy (gdy ołtarz jest otwarty) główną scenę, tytułową, czyli Zaśnięcie Marii Panny, wokół której stoją apostołowie. NMP podtrzymuje św. Jan.


Na skrzydłach ołtarza jest tzw. sześć Radości Maryi.


Z lewej strony od góry:
Zwiastowanie


Narodzenie Jezusa


Pokłon Trzech Króli


Z prawej strony od góry:
Zmartwychwstanie


Wniebowstąpienie


Zesłanie Ducha Świętego


Na zewnętrznej stronie, czyli gdy ołtarz jest zamknięty, widać dwanaście scen z życia Chrystusa i NMP, w tym Ukrzyżowanie.


Otwarcie ołtarza odbywa się raz dziennie o godz. 11.50. Spodziewałem się hollywoodzkiego widowiska, ale to przecież Kraków i to, co go stanowi, czyli tradycja. Pewnie tak samo otwierają skrzydła ołtarza długim drutem od stu czy dwustu lat.


I niech tak zostanie.