niedziela, 7 września 2008

Dziecięca grobla

Jak dalibyśmy sobie radę bez legend ludowych... Holenderska klechda objaśnia pochodzenie nazwy Kinderdijk. Pierwotnie wieś nazywała się Elshout (Olchowiec). Po powodzi z 1421 roku rolnik znalazł na grobli niemowlę w kołysce unoszącej się na wodzie, którego pilnował kot. By upamiętnić to zdarzenie miejsce otrzymało nazwę Dziecięca Grobla, czyli Kinderdijk. Mniej romantyczna wersja mówi, że do pracy przy wznoszeniu grobli wykorzystywano dzieci. Jeszcze bardziej banalne wyjaśnienie nazwy odnosi się do wysokości wałów, niskich jak dzieci w porównaniu z innymi.


Jakby nie było z nazwą, fakty są takie, że około 1740 roku zaradni Holendrzy postawili po dwóch stronach kanału wiatraki, które chroniły przed zalaniem Nederwaard i Overwaard.


Osiem wiatraków po stronie Nederwaard, ukończonych 1738 roku, ustawiono celowo nie w jednym rzędzie, żeby nie zabierały sobie wzajemnie zachodniego wiatru. Ta wieś chyba była bogatsza, bo wiatraki są murowane.


Po stronie Overwaard, ukończonej w 1740 roku, nie ma tego problemu, bo wiatraki rozmieszczono w większych odstępach. Również osiem. Wiatraki po tej stronie są drewniane, przez co narażone na pożary.


Do szesnastu wiatraków Nederwaard i Overwaard dochodzą jeszcze trzy wiatraki Lekkerland. Razem więc w Kinderdijk można oglądać aż 19 autentycznych wiatraków z XVIII wieku, symbol Holandii.


Możliwe, że ci Amerykanie z Los Angeles są potomkami holenderskich osadników. Wystarczyła krótka rozmowa, by odkryć podobne fascynacje. Panowie byli po 60., więc z zazdrością usłyszałem, że chadzali na koncerty Doorsów.