piątek, 10 maja 2013

Norwegian Wood

Istota świata tego – byty spotykają się w czasie (np. wtorek) i w przestrzeni (np. Karpacz). Jeden z Norwegii przez Szczecin i Berlin. Drugi z Radomska przez Częstochowę, Kraków, Węgry, Gliwice, Wrocław. 800 lat. 93 lata. Zmarły kilka dni temu Tadeusz Różewicz zgodnie ze swoją ostatnią wolą spocznie we wtorek na cmentarzu przy kościele Wang w Karpaczu.


Świątynia jest ewangelicka. Nie zaglądając Poecie w duszę, zajrzyjmy mu do testamentu, w którym napisał, że chciałby być pochowany w ziemi łączącej dwa wyznania i dwa narody. Różewicz chciał miejsca cichego, w górach, być może dlatego, że pochowany jest tam jego przyjaciel Henryk Tomaszewski.


Kościół pochodzi z przełomu XII i XIII wieku. Zbudowany został nad jeziorem Vang w Norwegii, w miejscowości o tej samej nazwie.


Potomkowie Wikingów w pierwszych wiekach po przyjęciu chrześcijaństwa budowali świątynie zwane kościołami klepkowymi lub słupowymi, czyli stavkirke. Charakterystyczna cecha tych budowli – konstrukcja ze słupów tworzy szkielet, który pokrywa się deskami.


Gdy w 1841 roku pragmatyczni Skandynawie zapragnęli nowego kościoła, to nie tylko rozebrali stary, ale i sprzedali go, żeby mieć na nowy. Kupił go za 427 marek Fryderyk Wilhelm IV, król pruski.


Podzielona na części drewniana budowla trafiła morzem do Szczecina, a potem do Berlina, gdzie miała zostać umieszczona w muzeum. Zamiast do monarszego skansenu trafiła jednak w 1842 roku na Dolny Śląsk. Poprosiła o to króla jego przyjaciółka hrabina Friederike Karoline von Reden. Dla niej było to spełnienie romantycznej zachcianki, a dla ewangelików z Karpacza i okolic okazja na uzyskania własnej świątyni. Kościół postawiono na zboczu Czarnej Góry.


Rekonstrukcję świątyni na nowym miejscu zakończono w 1844 roku. Budowla jest oryginalna w kilkunastu procentach. Większość zdemontowanych elementów nie dotarła z Vang do Karpacza, zapewne dlatego, że kilkusetletnie ozdoby nie przetrwały rozbiórki. Jak na przykład ten napis runiczny. To tylko XIX-wieczna kopia.


Portal ze smokami z XII wieku. Przy odrobinie wyobraźni można zobaczyć skrzydlate smoki, które rozrywają symbol nieskończoności. Tak oto dobro walczy ze złem.


Inny portal zdobią lwy, również na zewnątrz. Ewidentna XIX-wieczna kopia.


Chrzcielnica z 1740 roku pochodzi z rozebranego kościoła w Dziećmorowicach. Reprezentuje barok śląski.


Najmłodsze elementy kościoła to pochodzące z 1980 roku kandelabry wykonane przez Ryszarda Zająca. Zapalane są tylko na śluby. A małżeństwa tu zawarte są ponoć wyjątkowo szczęśliwe. Krucyfiks stworzył Jakub z Janowic. Krzyż pochodzi z 1844 roku, a postać Jezusa z 1846 roku.


Obok kościoła powstała wieża z kamienia, która osłania drewniany kościółek od silnych wiatrów wiejących ze strony Śnieżki.


Strome, przypominające nieco pagodę, dachy oraz rzeźby smoków i spolszczona z Vang na Wang nazwa – wszystko to powoduje, że kościół w Karpaczu kojarzy się z Chinami. Ale to mylny trop.


Skandynawski styl pewnego kościoła przykuł moją uwagę również w Holandii. Noorse Zeemanskerk przy ul. Westzeedijk w Rotterdamie ma jednak zupełnie inną historię, niż karpacki Wang. Powstał pod koniec XIX wieku w holenderskim mieście portowym na potrzeby norweskich marynarzy. Trochę dla celów religijnych, trochę jako miejsce odpoczynku.