niedziela, 26 października 2008

Ona nie idzie. Ona pędzi!

Raz staruszek, spacerując w lesie,
Ujrzał listek przywiędły i blady.
I pomyślał: Znowu idzie jesień.
Jesień idzie, nie ma na to rady!


Nad jeziorem Sukiel w Olsztynie.

Może zrobić się chłodno już jutro,
Lub pojutrze, a może za tydzień,
Trzeba będzie wyjąć z kufra futro,
Nie ma rady. Jesień, jesień idzie!


Mówią na to jezioro również Czarne.

A był sierpień, pogoda prześliczna,
Wszystko w złocie trwało i w zieleni.
Prócz staruszków nikt chyba nie myślał
O mającej nastąpić jesieni.


Jaki tam sierpień. Październik, psze państwa... Na ulicy Wodnej, w całym Olsztynie i w Polsce jak długa i szeroka. Nie ma rady.

sobota, 4 października 2008

Harcerskie ABC (10) – D jak Dżozef

Czyli Józinek czyli Wiatr Marzyciel czyli po prostu Dżozef. Obchodziliśmy jego 18 urodziny na podłym polu biwakowym pod Leskiem w 50. rocznicę paktu Ribbentrop-Mołotow. Związku między oboma wydarzeniami nie ma na szczęście żadnego.

19 lat, miesiąc i 11 dni później czyli dziś Dżozef zmienił stan skupienia. Z wolnego przeszedł w parę. Ślub odbył się w fantastycznej cerkwi, dzielącej nota bene świątynię z parafią ewangeliczno-augsburską (więcej w tym zapewne ekonomii, niż ekumenizmu, ale wygląda to sympatycznie).

Dżozefa na tym zdjęciu poznacie po tym, że nie ma okularów (i tak mu zostało do dziś), ale ma zegarek.


Dżozef z tym samym zegarkiem.


Dżozef i enerdowska gitara. Enerdowska gitara i Dżozef. Też mam taką :)


Minęło 20 lat i 10 dni od zrobienia tego zdjęcia. Trzech z nas przybyło dziś, by podtrzymać czwartego na duchu.


A skąd się wziął Wiatr Marzyciel? Widoczna na zdjęciu druhna nazwała tak Dżozefa w przypływie poetyckiej weny. Wydarzyło się to w lipcu 1988 roku w "Nadwarciańskim Grodzie" czyli Centralnej Szkole Instruktorów Harcerskich ZHP w Załęczu Wielkim. Ale to zdjęcie jest z innej szkoły czyli Szkoły Harcerstwa Starszego "Perkoz" koło Olsztynka. Obie szkoły nie istnieją, ale to nie wina Dżozefa. Podobnie jak pakt Rippentrop-Mołotow.

czwartek, 11 września 2008

Dyskretna nutka ekshibicjonizmu

Jak głosi pewien mit, Holendrzy mają szczególne hobby, polegające na udostępnianiu przechodniom widoku wnętrza swoich domostw. Owo słynne niezasłanianie okien ma podobno podłoże religijne (uczciwy człowiek nie ma nic do ukrycia).

Przybyłem, zobaczyłem, zweryfikowałem. Nocą się raczej zasłaniają, za to za dnia – pełna ekspozycja. Jest w tym coś z marketingu – efektownie urządzone okno przyciąga wzrok, aż chce się zajrzeć do środka, gdzie wszystko lśni czystością ku chwale zaradnej (choć z pewnością wyemancypowanej) gospodyni.

A więc:
Otwórzmy więc ich okna...
zajrzyjmy im do wnętrza
tu tyle różnych spraw
nawarstwia się i spiętrza...


W oryginale (saga o rodzinie Poszepszyńskich) była oczywiście mowa o drzwiach, ale nie drzwi są dziś bohaterem.

Malutka miejscowość Goederede w Zelandii:


I jeszcze raz Goederede:


Okienko na rynku w Goudzie:


Miejscowość Westkapelle:


Westkapelle:


Westkapelle:


Westkapelle:


Miejscowość Vlissingen:


Małe miasteczko Arnemuiden:


Kolejna mała mieścina – Veere:


Nawet na kampingach musi być wystawka na oknie. Kamping Witte Raaf koło Arnemuiden:


Miejscowość Kinderdijk to właściwie skansen, ale przy zabytkowych wiatrakach mieszkają ludzie, więc muszą stawić czoła tysiącom turystów dziennie zaglądającym w ich okna:


Miasto Middelburg, ul. Schuitvlot:


Middelburg, ul. Verwereijstraat:


Middelburg, ul. Bleek:


Middelburg, pl. Damplein:


Miejscowość Domburg:


Miasteczko Haamstede:


Haamstede:


Haamstede:


Miejscowość Renesse:


I ostatnie z zelandzkich miasteczek, jakie dziś nawiedzimy, czyli Ouddorp:


Ouddorp:


Ouddorp:


Ouddorp: