sobota, 13 sierpnia 2011

Boogie Chilli, Colosseum i Alvin Lee

Drugi dzień w Dolinie Charlotty. Dziś Colosseum i Alvin Lee. Nie wyobrażam sobie, że się rozczaruję. Największy dreszcz emocji miałem poczuć przy Alvinie Lee. Artysta zrobił jednak wiele, by zniechęcić do siebie publiczność. Glównie narzekał, żeby nie powiedzieć "marudził", na aparaty fotograficzne. Chemii nie było za grosz (ani mola, jakem były członek koła chemicznego w podstawówce).

No więc Alvin wielkim gitarzystą jest, ale nie teges.

Otóż bardzo teges było Colosseum. Najlepszy koncert w życiu, jaki widziałem. Byłem w bardzo niemęskim stanie emocjonalnym... (co za szowinizm...).

Kącik Tomasza Beksińskiego, który w sierpniu 1995 roku zapraszał na sopocki koncert Colosseum. Nawet rozważałem wyjazd, ale wybrałem zlot w Zegrzu.




Beware the Ides of March


I Can't Live Without You


Lost Angeles


Theme for an Imaginary Western


Valentyne Suite


Walking in the Park

Kicham na ksenofobów

Już kiedyś ubolewałem nad wyniesionym z peerelu przesądem pokutującym w naszym społeczeństwie, jakoby bylibyśmy społeczeństwem jednolitym etnicznie i kulturowo.



Nie wyobrażam sobie jednak, żeby ten przesąd był głęboko zakorzeniony na wszelkich pograniczach. Na Śląsku, na Białostocczyźnie, na Pomorzu, na Suwalszczyźnie wielokulturowość jest chlebem powszednim. Więc ten pogląd był co najwyżej oficjalny.


Komunę można obciążyć wieloma zbrodniami, również takimi, których ofiarami padły całe narody czy grupy etniczne. Czy Bieruta, Gomułkę albo Gierka można obciążyć tym, że Słowińcy przeszli jako naród do historii? Chyba raczej nie. Już w połowie XIX wieku mało kto mówił w dialekcie słowińskim.


Faktem jednak jest, że po II wojnie światowej ostatnie posługujące się tym językiem osoby zmarły lub wyjechały do Niemiec. Za Gierka było już po wszystkim... Prawie jak u nas z Mazurami i Warmiakami.


Uznanie po wojnie Słowińców za Niemców to draństwo, ale właściwie nie dziwi. Nie był to czas na niuanse, trwał czarno-biały podział. Kto by tam pamiętał, że mieszkańcy okolic jeziora Łebsko to Słowianie. I że nie ich winą jest, że Polska straciła wpływ na te ziemie w czasie rozbicia dzielnicowego, a potem ponownie w wyniku pokoju westfalskiego. I tak długo opierali się germanizacji...


Dziś Słowińców już nie ma, ale jest Muzeum Wsi Słowińskiej w Klukach na zachodnim brzegu jeziora Łebsko.


Występująca tu kapela śpiewa po kaszubsku, ale przecież sami Słowińcy mówili na siebie „Lebakaschuben”, czyli Kaszubi łebscy. Nazwę „Słowińcy” wymyślił im w połowie XIX wieku rosyjski etnograf Aleksander Hilferding. Już wówczas była to grupa etniczna na wymarciu...


Kaszubi przetrwali i mają się dobrze. Język (według niektórych dialekt) kaszubski doczekał się nawet uznania za język regionalny, jak na razie jedyny w Polsce. Czekam na kolejne.


A jak komuś się nie podoba, że mamy w Polsce mniejszości etniczne i narodowe chcące pamiętać o swojej odrębności, to kicham na to...



Stawka wyższa niż ćwierć

W filmie „Stawki większej niż śmierć” zagrała między innymi Latarnia Morska Czołpino. Jak jej poszło jeszcze nie wiem, bo nowego Klossa nie widziałem, ale warunki wieża ma. Ponad ćwierć setki metrów wysokości.



Latarnia znajduje się między jeziorami Gardno i Łebsko. Następną latarnią na zachód jest Latarnia Morska Ustka, a na wschód Latarnia Morska Stilo.


Stoi w pobliżu Wydmy Czołpińskiej na terenie Słowińskiego Parku Narodowego.


Jak ktoś chce, i nie chce zresztą też, dociera do niej po ścieżce dydaktycznej „Latarnia”, gdzie staje oko w oko z borem chrobotkowym.


Latarnię oddano do użytku 15 stycznia 1875 roku, a jej budowa trwała aż trzy lata. Powodem była duża odległość od morza, co utrudniało dostawę materiałów. W tym celu wybudowano specjalny pomost od morza do placu budowy. Lądem dostawa byłaby zresztą jeszcze trudniejsza.


W laternie (to ten przeszklony czubek wieży) od 1926 roku służbę pełni francuska soczewka cylindryczna Fresnela o średnicy 1,8 m i wysokości 2,75 m, na którą składają się 43 pierścienie pryzmatyczne. Światło daje żarówka o mocy 1000 watów. Do 1926 roku światło powstawało w lampach olejowych.


Sama wieża ma wysokość 25,2 m, a jeśli dołożymy do niej wysokość pięćdziesięciometrowej wydmy, na której stoi, to światło znajduje się 75 m nad poziomem morza.


Do morza jest stad jeszcze jakiś kilometr.


Po wojnie latarnia wznowiła działalność 7 grudnia 1945 roku. Jak to w komunie, uznana została za obiekt strategiczny, czyli niedostępny do zwiedzania.


Dopiero po remoncie z lat 1993-1994 udostępniono ją dla turystów.


Filmik z 13 sierpnia 2011 roku.


A wieczorem zagrali dla mnie niedaleko Alvin Lee i Colosseum. Ale to zupełnie inna historia...