środa, 5 września 2007

Kup pan rynnę

Człowiek jedzie za granicę m.in. po to, by poznać innych ludzi. I zazwyczaj jak już ich spotka, to zapomina języka w gębie...
Język rumuński ma tę cudowną specyfikę, że łączy w sobie pierwiastki romańskie i słowiańskie. Gdybym pana z rynną (o którym za chwilę) spotkał na początku XIX wieku, to może bym się z nim dogadał. W ówczesnym języku rumuńskim ponad 50 proc. słów miało pochodzenie słowiańskie. Dziś jest to tylko 14 proc. Co się stało? Odrodzenie narodowe się stało... Od XIX wieku Rumuni zaczęli walczyć ze słowiańskimi naleciałościami w swym romańskim języku i rozpoczęli proces jego reromanizacji. Załatwiono to w prosty sposób - zamiast słów słowiańskich podstawiono słowa włoskie lub francuskie. A zamiast cyrylicy wprowadzono w 1860 r. alfabet łaciński. I tylko prawosławia nie udało się zastąpić katolicyzmem.
Dragi vizitatori, spójrzcie na to:


Powoli zbliżam się do rynny, ale najpierw tło geograficzne (kulturowe już z grubsza zarysowane). Rzecz dzieje się u podnóża Gór Fogaraskich (Munţii Făgăraş). Monastyr jakich setki w Rumunii:


Monastyr, jak to monastyr, z dala od ludzkich siedzib. W dodatku żeński. Jeden samochód na dzień to wydarzenie. Więc gdy obok naszego zaparkował drugi, a jego pasażerowie opuściwszy samochód rzucili się do bagażnika, moja wyobraźnia podpowiedziała mi, że wyciągną z niego z pewnością kałasznikowa. Wyciągnęli. Rynnę.

Kup pan rynnę:

Sprawa jest oczywista. Jak obok remontowanego monastyru stoi duży facet, to musi być to szef budowy. A niscy panowie wiedzą, że duży może więcej...

Rynny nie kupiłem, odesłałem niskich panów do szefowej monastyru. Musieli przełknąć gorzką pigułkę walki z patriarchalną wizją świata i iść do kobiety:


I na koniec kilka filmików z Szosy Transfogaraskiej:
U wrót doliny


Spojrzenie w przepaść


Wodospad Bâlea Cascadă


To ja jestem Draculescu


Ortodoksyjna anatema


Dla miłośników "Przeglądu Speleologicznego"