niedziela, 7 września 2008

Fast food etnicznie naznaczony

Co piąty mieszkaniec Holandii nie jest Holendrem z matki i ojca. Widać to właściwie jedynie w dużych miastach. Na holenderskiej prowincji nie widuje się imigrantów. Za to w Amsterdamie, Hadze, Rotterdamie czy Utrechcie ulica wydaje się być przez nich zdominowana.
Powierzchowna obserwacja przybysza z zewnątrz mówi mi, że „kolorowi” (użyję tego słowa z braku tak naprawdę lepszego, ale wyzwę na honorowy pojedynek każdego, kto zarzuci mi rasizm) zajmują raczej dolne szczeble społecznej drabiny. Doskonałym tego przykładem są fast fody. Czy to w Rotterdamie czy w Hadze obsługę ich stanowią w większości imigranci z Aruby czy Antyli Holenderskich, z wyglądu w pierwszym zapewne pokoleniu. Co więcej – również klientela KFC, Burger Kinga czy McDonald’sa to przeważnie osoby pochodzenia afrokaraibskiego. Cóż, nie tylko Polaków nie stać codziennie na wizyty w drogich holenderskich restauracjach :) Rodowici Holendrzy wolą zresztą swoje tanie bary rybne.

KFC w centrum Hagi