sobota, 13 sierpnia 2011

Boogie Chilli, Colosseum i Alvin Lee

Drugi dzień w Dolinie Charlotty. Dziś Colosseum i Alvin Lee. Nie wyobrażam sobie, że się rozczaruję. Największy dreszcz emocji miałem poczuć przy Alvinie Lee. Artysta zrobił jednak wiele, by zniechęcić do siebie publiczność. Glównie narzekał, żeby nie powiedzieć "marudził", na aparaty fotograficzne. Chemii nie było za grosz (ani mola, jakem były członek koła chemicznego w podstawówce).

No więc Alvin wielkim gitarzystą jest, ale nie teges.

Otóż bardzo teges było Colosseum. Najlepszy koncert w życiu, jaki widziałem. Byłem w bardzo niemęskim stanie emocjonalnym... (co za szowinizm...).