wtorek, 15 października 2013

Gaśnica w proszku

O, z gaśnicą proszkową znam się nie od dziś.



Pierwsze podejście do gaśnicy proszkowej miałem 27 lat temu. A właściwie gaśnica podeszła mnie. Podstępnie, od tyłu, od dołu nawet. Druh Wróbel i druh Tuniek zaatakowali mnie nią, gdy siedziałem w latrynie na obozie w Brzeźnie, niedaleko Dąbrówna. Chcieli sprawdzić czy działa. Działała. Po wyskoczeniu z latryny wyglądałem, niepomny swych niespełna 19 lat, jak sędziwy starzec, przyprószony siwizną w bujnych włosach. Masę uciechy ma Tuniek oraz któryś z Zyźków (ale tradycyjnie - który?).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz