niedziela, 15 marca 1987

W ciemnym lesie na martwej świni

Chyba najbardziej efektowna ze wszystkich „Wykapek”. Potem trudno było przebić poziom tego wariactwa…


 W piątek wyruszyliśmy z Bartąga do Rusi, gdzie mogliśmy rozsiąść się spokojnie na noclegu, ale nie… Pociągnęliśmy uczestników do ciemnego lasu, gdzie straszyliśmy druhny i druhów wisielcami, nagrobkami usypanymi ze śniegu i wygłaszanymi ponurym głosem fragmentami prozy Edgara Allana Poego. Dołożyłem do tego jakiś swój rymowany dwuwiersz-makabreskę, ale na szczęście nie zachował się.
Rano wyszliśmy kilka godzin przed rajdowiczami, bo było kilka spraw do przygotowania. Najważniejsza była świnia. Kupiona tydzień wcześniej „u chłopa”, sprawiona, oprawiona i przyprawiona centymetrową warstwą pieprzu ziołowego. Zapakowaną w pokrowiec od dychy przywiózł maluchem Bóła. W środek lasu nie wjechał, więc musieliśmy targać sto kilo martwej wagi przez dwa kilometry stromym i ośnieżonym lasem, w drodze na Łynę. W którymś momencie Bóła postanowił wrócić po coś do samochodu i zostawił mnie ze świnią na śniegu. Po kwadransie już na niej siedziałem… Świnia ostatecznie trafiła tam, gdzie jej miejsce, czyli na ognisko w okolicy leśniczówki Muchorowo.

W tym czasie uczestnicy rajdu przeprawiali się przez rzekę, by po drugiej stronie Łyny otrzymać dużo poważniejsze wyzwanie, godne roku 1987, epoki mało ekologicznej.

Każdy patrol musiał zamienić żywą kurę (też kupione „u chłopa”) w pieczyste… O, tak sobie radzą bartoszyczanie.

Dodam, że byłem wyznaczony do oceny tych, pożałowania godnych, wytworów polowej sztuki kulinarnej. Po spróbowaniu kilkunastu porcji czegoś, co trudno nazwać było „pieczystym”, a raczej „gumowo-wędzonym”, po wypiciu kilku litrów surowej wody z Łyny (o upieczonej na skwarkę świni nie wspominając), umierałem wraz ze swoją wątrobą nie tylko na noclegu w Gągławkach, ale jeszcze w domu.
W kwietniowym numerze „Na Tropie” zamieściłem krótką relację:

Kącik formalny, czyli tak wyglądało zaproszenie:

Ta wykapka pojawiła się we wspomnieniach podczas zlotu 40-lecia drużyny:


13-15.03.1987
Rajd 2 OMŚDH „Szarpie” – II Wykapka Kulawego Miśka
Bartąg-Ruś-leśniczówka Muchorowo-Gągławki-Dorotowo

niedziela, 22 lutego 1987

Bałwanki w Iławie

Czemu nie byłem na tych Bałwankach?

Pewnie uczyłem się do matury (kłobuk by się uśmiał). Może gdybym zdawał z geografii Pojezierza Mazurskiego…





21-22.02.1987
XIV Rajd Pieszy Bałwanki HKT 
„Kłobuk”
Iława
(nie byłem, ale się wypowiem)

piątek, 13 lutego 1987

Apokaliptyczne zimowisko

Trwała osiemdziesiąta siódma zima stulecia i zanosiło się, że do Tuławek będę musiał przedzierać się pieszo, co w sumie nie byłoby aż takim wyczynem, bo z Olsztyna jest jakieś 17 km.

Na szczęście bohaterskie PKS postanowiło przebić się przez śniegi i dowieźć mnie na zimowisko drużyny. Inni też dojechali, więc zimowisko frekwencyjnie było udane:
- organizatorzy, czyli „Szarpie”,
- nasza drużyna zuchowa,
- „Kangury” z Morąga,
- „Orion” z Kętrzyna,
- „Takselki” z Kętrzyna.
Programowo też całkiem niezłe. Do historii przeszedł kominek o tematyce pożyczonej z perkozowego seminarium „Koniec miłości – czas samotności”.

Nastrój zbudowała apokaliptyczna scenografia…

…wspierana przez lirycznego Wertepiusza (aż go po latach pokolorowałem).


Wyzwaniem szczególnym była wycieczka z zuchami do Reszla. Niesforne wilczki wymagały specjalnej opieki, dlatego liczba kadry była dwa razy większa niż liczba podopiecznych. Wszyscy opiekunowie wrócili cali i zdrowi.
Była też misja specjalna, czyli wyprawa do Dywit po zaopatrzenie. Wyposażeni w urzędową asygnatę i dwa duże plecaki ruszyliśmy z Adamem Sz. autobusem do gminnej masarni. Po napełnieniu himalajek mięsem i wędlinami, wsiedliśmy do MPK w kierunku Olsztyna. W autobusie komunikacji (pod)miejskiej nie mogliśmy się powstrzymać przed pornograficznym happeningiem, w ramach którego stojąc po środku berlieta otworzyliśmy klapy plecaków i wyciągając powoli ze środka długie zwoje parówek, obwijaliśmy sobie nimi szyje niczym najcenniejszymi kaszmirowymi szalikami…
W ramach ekspiacji za durne żarty, trzeba było potańczyć.

Na kanwie zimowiska - felietonik w marcowym numerze „Na Tropie” (incognito, bo byliśmy na wojennej ścieżce z czapą administracyjną organizacji).

31.01-13.02.1987
zimowisko 2 OMŚDH „Szarpie”
Tuławki