piątek, 11 października 2019

Kandydatka wzięła mnie za księdza

Znów przeglądam listę kandydatów z komitetów niemiłych memu sercu, przyjaznych i obojętnych… Kolejność przypadkowa. Kogoś wybiorę.

Ten, 25 lat temu, po zadaniu niewygodnego pytania, życzył, bym nie był całe życie dziennikarzem.
O, a ta wzięła mnie kiedyś za księdza.
Z tym siedziałem wspólnie w kościelnej ławie na koncercie Pendereckiego.
A ten słał mi niegdyś maile, z których się śmiałem, zupełnie nieserdecznie.
Ten przez wiele lat wydawał mi się prostakiem, co potwierdziło się przy osobistym spotkaniu.
Z tym studiowałem, ale wyciągnęliśmy z tego różne wnioski.
Ten udzielał mi wywiadu w majtkach, a po latach zajrzał na mój koncert.
Do tego mam telefon w komórce, ale nie pamiętam skąd.
Ten uścisnął mi rękę, sądząc mylnie, że jestem kimś ważnym na imprezie.
Jeden związany był kiedyś z arcyważnym dla mnie miejscem.
A tę kandydatkę doprowadziłem swego czasu do płaczu.

czwartek, 10 października 2019

Uwierz w Mur

Lubię chodzić po radiach i się wymądrzać. Przed laty konfabulowałem o ekonomii, ostatnio uzewnętrzniam się na tematy muzyczne. Dziś w UWM FM. Ciekawa rozmowa u Michała Napiórkowskiego w audycji Uwierz w Muzykę na temat „The Wall” po polsku i olsztyńskiego koncertu Spare Bricks, który 30 listopada, czyli dokładnie w 40. rocznicę premiery tego albumu.

niedziela, 6 października 2019

Ptak ciągle na wolności

Nie jestem wielkim miłośnikiem (choć też przecież nie przeciwnikiem) southern rocka, ale posłuchać i pograć miło. „Free Bird” Lynyrd Skynyrd to doskonały przykład tego, że coś może być zarazem proste, jak i udane. Utwór kończy debiutancką płytę zespołu z 1973 roku. Na koncertach Ronnie Van Zant, autor tekstu i wokalista zespołu, dedykował utwór zmarłemu tragicznie kilka lat wcześniej Duane’owi Allmanowi, innemu wybitnemu przedstawicielowi southern rocka. Losy Allman Brothers Band i Lynyrd Skynyrd są zresztą bardzo podobne – oba zespoły kilkakrotnie musiały zmierzyć się ze śmiercią swoich członków (dziś zmarł Larry Junstrom, który był basistą Lynyrd Skynyrd w latach 1964-1971, czyli nie doczekał debiutu płytowego), kilkakrotnie schodziły ze sceny i kilkakrotnie na nią wracały. Gdy Ronnie Van Zant zginął 20 października 1977 roku w katastrofie lotniczej, Lynyrd Skynyrd przestał istnieć. Po dziesięciu latach wrócił reaktywowany przez Johnny’ego Van Zanta, młodszego brata Ronniego. Od tamtej pory ptak ciągle na wolności…



Gdy stąd jutro odejdę
Czy pamiętać będziesz mnie?
Być w podróży muszę teraz
Bo zbyt dużo miejsc zobaczyć chcę

Lecz jeśli zostać mam tu z tobą
Już nie może być, jak jest
Bo jak ten ptak jestem wolny
Ptak ten zmienić nie da się
Ptak ten zmienić nie da się
Ptak ten zmienić nie da się
Bóg wie, nie dam się

Żegnam, mała, twą słodką miłość
Uczuć zmienić nie da się
Lecz proszę źle nie bierz tego
Przecież Bóg zna winy me

Lecz jeśli zostać mam tu z tobą
Już nie może być, jak jest
Bo jak ten ptak jestem wolny
Nigdy zmienić nie dam się
I nie zmienisz ptaka, nie
Ptak ten zmienić nie da się
Bóg wie, nie dam się

Panie, pomóż, zmienić się
O, zmienić się
Lecieć chcesz, jak ptak, tak?
Olsztyn, 1-6.10.2019



Nie wiem, czy ktoś to odkrył (może nawet o tym czytałem, nie pamiętam), ale „Whisky” Dżemu jest wyraźnie inspirowane przez „Free Bird”. Żaden plagiat tekstowy czy muzyczny. Oba utwory łączy idea – jest o gościu, który może i ułożyłby sobie z jakąś dziewczyną życie, ale coś mu ciągle w tym przeszkadza. W amerykańskiej wersji chęć bycia wolnym za wszelką cenę, w polskiej, wiadomo, wódeczka. Muzycznie też podobnie – zaczyna się jako niemalże akustyczna ballada, by na finał przyspieszyć i wybuchnąć solówką.


Horacy Tłumacy - na Facebooku
Horacy Tłumacy - na YT
Horacy Tłumacy - lista przetłumaczonych piosenek

czwartek, 3 października 2019

Świnie w kinie (po niderlandzku)

Nie lubię tego kina, ale znów musiałem się do niego dziś wybrać, bo tylko w nim grali film „Roger Waters Us + Them”, czyli zapis jednego z koncertów trasy „Us + Them” z lat 2017-2018. Konkretnie z Amsterdamu, gdzie Waters grał 18 i 19 oraz 22 i 23 czerwca 2018. Co do mnie, to byłem w Krakowie 3 sierpnia zeszłego roku i z rosnącym zdumieniem obserwowałem, jak ludzie, uważający się za fanów Pink Floydów, dostawali szału, gdy odkrywali, że Waters jeździ po świecie, by coś powiedzieć, a nie tylko odegrać robiące ciary kawałki…


No i dobra. Kino jak kino, film jak film, ale:
- można było obejrzeć koncertowe detale, które przegapiłem na żywo,
- można było ponarzekać, że za cicho (bo za cicho),
- można było spotkać dwóch panów doktorów, którzy uświetnią koncert z moimi tłumaczeniami, jaki szykuję na 26 października,
- można było dowiedzieć się, co znaczy varken po niderlandzku,
- można było nie klaskać,
- można było nie wychodzić po końcowych napisach i zobaczyć reportaż zza kulis, z którego jasno wynika, że Waters wie, kto jest największym muzykiem na świecie, ale nie za to go lubimy...

czwartek, 26 września 2019

Pięćdziesiąt lat na przejściu dla pieszych

Była jesień 1980 roku, gdy Jerzy Janiszewski prezentował w Programie Trzecim Polskiego Radia dyskografię The Beatles. Pół strony każdej płyty co niedzielę. W każdy poniedziałek rano lataliśmy po szkole podnieceni, wymieniając uwagi. Szczyt emocji osiągnęliśmy przy prezentacji „Abbey Road”, bo poszła fama, że to płyta najlepsza. Po blisko czterdziestu latach potwierdzam!


11 lat. 2 miesiące. 17 dni. Tyle minęło czasu od pierwszego do ostatniego tłumaczenia z mojej ulubionej płyty Beatlesów. Jednej z 13 moich ulubionych płyt Beatlesów.

„Come Together”


„Something”


„Maxwell's Silver Hammer”


„Oh! Darling”


„Octopus’s Garden”


„I Want You (She's So Heavy)”

„Here Comes the Sun”


„Because”

„You Never Give Me Your Money”


„Sun King”

„Mean Mr. Mustard”

„Polythene Pam”

„She Came In Through the Bathroom Window”


„Golden Slumbers” / „Carry That Weight” / „The End”


„Her Majesty”

Horacy Tłumacy - na Facebooku
Horacy Tłumacy - na YT
Horacy Tłumacy - lista przetłumaczonych piosenek

Jej ukryty majestat

Koniec wieńczy dzieło. A dzieło jest takie, że niespiesznie, w 11 lat, 2 miesiące i 17 dni przetłumaczyłem wszystkie utwory z kończącej dziś pół wieku płyty „Abbey Road”. Beatlesom napisanie i nagranie tej płyty zajęło kilkanaście tygodni.
Koniec wieńczy dzieło. A dzieło jest genialne, wspaniałe i jedyne w swoim rodzaju. Jak zawsze u Beatlesów nie zabrakło smaczków. Choćby takich, tak ukryty, nieopisany na płycie utwór. „Her Majesty” to nie jest monarsza deklaracja polityczna McCartneya, który był już wówczas z kolegami kawalerem Orderu Imperium Brytyjskiego, ale nie miał jeszcze tytułu szlacheckiego. To po prostu kolejna wariacja na temat pożądania…


Królowa ładną dziewczyną jest,
Lecz nie chce mi zbyt wiele rzec.
Królowa ładną dziewczyną jest,
Lecz się zmienia wciąż z dnia na dzień.
Powiedzieć jej chcę, że tak kocham ją,
Lecz najpierw muszę wypić wino do dna.
Królowa ładną dziewczyną jest,
Więc moją stanie się któregoś dnia,
O, tak
Więc moją stanie się któregoś dnia.
Olsztyn, 26.09.2019

Horacy Tłumacy - na Facebooku
Horacy Tłumacy - na YT
Horacy Tłumacy - lista przetłumaczonych piosenek

Zabójczo piękny plastik

Dziś co druga reklama, a banków czy samochodów to już szczególnie, udaje ekologiczną i piętnuje plastik. Beatlesi, jak zawsze, byli pierwsi i zajęli się plastikiem już 50 lat temu, gdy był on na topie i wydawał się przyszłością ludzkości. Konkretnie zainteresowali się polietylenem. Prawdziwym jednak powodem zainteresowania Lennona tym tworzywem sztucznym była ubrana w niego Pam, z którą John nawiązał kiedyś przez kilka upojnych momentów stosunki międzyludzkie. Ot i cała piosenka „Polythene Pam”…

Zobacz, to jest w Plastikach Pam
Wygląda świetnie, ale jak jakiś pan
Zobacz, w co przebrała się, z plastiku torba na grzbiet
Tak, patrz, to jest w Plastikach Pam
Tak, tak, tak

Wysokie buty ma, włożyła kilt
Zabójczo piękna, gdy jest ubrana w tym
Taką dziewczyną jest, że może na wizję wejść
Tak, rzec mógłbyś, że nie brakuje jej nic
Tak, tak, tak
Olsztyn, 22-26.09.2019



Horacy Tłumacy - na Facebooku
Horacy Tłumacy - na YT
Horacy Tłumacy - lista przetłumaczonych piosenek

niedziela, 22 września 2019

Musztarda po piosence

„Mean Mr. Mustard” to przykład klasycznej, ale nie nadużywanej, metody na piosenkę Lennona – społeczna obserwacja (historia z gazety o facecie, który chorobliwie powstrzymywał się przed wydawaniem pieniędzy) plus pure nonsense (pieniądze chowane w nosie). No i jak facet ma na nazwisko Musztarda, to zaraz czuję się jak w powieści Charlesa Dickensa lub Lewisa Carrolla.

Pan Skąpy Musztard śpi w parku w noc
Oszczędza prąd, nawet gdy się goli
Śpi w dziurze na drodze wciąż
Ciuła ciągle, by kupić coś
Trzyma w nosie banknotów sto
Skąpy, stary człek
Skąpy, stary człek

Ma siostrę Pam, co ma swój sklep
Nie robi przerw, zawsze jest do przodu
Wyciąga go na królowej spicz
Jedyne miejsce, w którym raz był
Krzyczy rzeczy obleśne zbyt
Sprośny, stary ten człek
Sprośny ten człek
Olsztyn, 21-22.09.2019



Horacy Tłumacy - na Facebooku
Horacy Tłumacy - na YT
Horacy Tłumacy - lista przetłumaczonych piosenek

piątek, 20 września 2019

Król Słońce półfabrykat

Ciekawe, jak wyglądałaby ta piosenka, gdyby Lennonowi chciało się ją dokończyć. Ale nie chciało, więc półfabrykat posłużył jako budulec czegoś dużo poważniejszego. „Sun King” został dorzucony do składanki na drugiej stronie „Abbey Road”. Jedna z najbardziej lapidarnych piosenek Beatlesów, zwłaszcza jeśli pominąć jej drugą część, która ma tekst niebędącym tekstem a raczej latyńską onomatopeją. A prawda jest taka, że im krótsza i prostsza piosenka, tym tłumaczenie trudniejsze… O ile Lennon i McCartney w drugiej części posłużyli się hiszpańskim i włoskim, to ja przeniosłem akcję na wschód i użyłem rosyjskiego, niemieckiego, bośniackiego, chorwackiego, słowackiego, czeskiego. Tłumaczenie nie ma żadnego sensu, udało się więc doskonale.

Idzie Król Słońce
Idzie Król Słońce
Każdy się uśmiecha
Każdy jest szczęśliwy

Idzie Król Słońce

Kada za veliko meine Liebe kak do štěstí serdce hra
Svijet wsiegda szpiony meine Liebe do cholery sunca lesk
Skolko hvala lepa iz veliko naduwnoj kolotoč
Olsztyn, 19-20.09.2019



Horacy Tłumacy - na Facebooku
Horacy Tłumacy - na YT
Horacy Tłumacy - lista przetłumaczonych piosenek

poniedziałek, 16 września 2019

W jak Wilno

Trzecia wizyta w Wilnie. Poprzednia 14 lat temu. Zmieniło się na pewno wiele. I na pewno nic.


Jest Facebook (tak, w 2005 roku go w zasadzie nie było…) i można łatwo znaleźć wydarzenia, które chce się zobaczyć. Na przykład Jarmark Narodów na prospekcie Giedymina.


A na nim rekordowo dużą gitarę, która wykonał Alidas Jackunas (coś, jak nasz olsztyński megagramofon w amfiteatrze).


Albo duet akordeon plus trąbka w klasycznym repertuarze, np. „Bésame mucho” Consuelo Velázqueza.


Na pobliskim placu Katedralnym w tym samym czasie II Targi Edukacyjne Szkół Polskich w Wilnie. Obowiązkowo z repertuarem kresowym…


…ale nie tylko. Piosenka z repertuaru Edyty Górniak (a w oryginale Céline Dion) śpiewana z pięknym wileńskim akcentem.


Na targach coś dla ducha, ale i coś dla ciała. Po bezczynnych łańcuchach widać, że to wersja naziemna.


Wracając do muzyki – w planie mieliśmy dwa koncerty, ale jazz pierwszego wieczoru poległ z powodu choroby… widza. Natomiast blues się nie dał i trzeci wieczór spędziliśmy w Geltonos Sofos Klubas, czyli Klubie z Żółtą Sofą na koncercie Carvina Jonesa, który przywitał nas na scenie śpiąc na tytułowej sofie.


Ziewania jednak nie było, nawet jeśli na ścianie wisiała bałałajka, a większość publiczności mówiła po rosyjsku.


O muzykę otarliśmy się jeszcze w Republice Zarzecza.


Takie skrzyżowanie naszego Pubu From i Masarni. Plus cmentarzysko fortepianów.


Plus walka o prawa Tybetu.


Skoro już przy polityce jesteśmy, to spójrzmy na pl. Szymona Dowkonta (Simonasa Daukantasa, żeby może jednak nie polonizować nazwiska człowiekowi, który wzniecał płomień litewskiego odrodzenia narodowego w XIX wieku), gdzie znajduje się pałac prezydencki.


Bez barierek, bez zasieków? Bez tłumów agentów ochrony? Bo trudno za ochronę uznać ten patrol, idący zapewne na jakąś symboliczną wartę.


I ta kolumna wjeżdżająca (pod prąd) i wyjeżdżająca ulicą Uniwersytecką (Universiteto) do pałacu prezydenckiego też jakaś niebizantyjska (zależy, kto w środku…).


Polityka to nie tylko tu i teraz. To również tu i wtedy. Na przykład styczeń 1991 roku, gdy Armia Radziecka bohatersko zaatakowała bronioną przez mieszkańców Wilna wieżę telewizyjną. Pamiętam, jak 13 stycznia tamtego roku byłem w SHS „Perkoz” i pracujący w niej wówczas nieodżałowany Kazimierz Bogdan Schütterlỹ wpadł na zajęcia z informacją, że w Wilnie giną ludzie...


Albo, całkiem niedawno, 8 grudnia 2018 roku, gdy nagrobek z tablicą upamiętniającą postać arcybiskupa Jana Cieplaka wrócił na swoje miejsce w katedrze wileńskiej. Dwie linijki na tablicy z fragmentem mówiącym o jego prześladowaniach przez komunistów w Rosji Radzieckiej w latach 1920-1924 były, jak widać, chyba moderowane… Czemu i kiedy nie wiem.


Albo wszystko to, co wydarzyło się 80 lat temu między, powiedzmy, Pirenejami a Wołgą i spowodowało, że po kilku milionach ludzi i kilku tysiącach dzielnic zostały tylko symbole, jak w tym miejscu, które przed wojną nazywało się zaułek Szwarcowy, a dziś Švarco.


Albo cztery wieki temu, gdy Rzeczpospolita Obojga Narodów miała się dobrze, a nawet bardzo dobrze, co widać w kaplicy św. Kazimierza.


Ale może miałaby się jeszcze lepiej, gdyby wzorem trzech rąk świętego królewicza stała się Rzeczpospolitą Trojga Narodów… Wtedy tę pomyłkę malarza moglibyśmy wpisać do zestawu narodowej mitologii.


Mitologię mają narody, mają rodziny. Nasza mówi, zapewne niesłusznie, że na ścianie kościoła św. Teresy przy ul. Aušros Vartų (Ostrobramskiej) to nasz Pociej…


A od tego już krok do zainteresowania pałacem Pociejów przy ul. Dominikonų (Dominikańskiej), niegdyś z numerem 13 a obecnie 11.


Prawo do wczuwania się w Wilno mamy zresztą oboje, skoro zarówno moja babcia, jak i babcia Anity pochodziły z Nowej Wilejki. Ciekawe, czy się znały…


Skoro już padło nazwisko Pociej, to zobaczmy, co u Mickiewicza, który umieścił to nazwisko w „Panu Tadeuszu” (chodzi o Aleksandra hrabiego Pocieja).


Otóż u Mickiewicza bardzo dobrze. Liczba tablic z tym nazwiskiem utrzymuje się na wysokim poziomie, a liczne polskie wycieczki są nimi co krok epatowane. Do tego stopnia, że młode Litwinki przechodząc obok polskiego przewodnika wyszczebiotały „mićkiewić, mićkiewić”, co zapewne brzmi dla nich zabawnie, skoro wiadomo, że chodzi o Adomasa Mickevičiusa. Egzemplifikacja z ulicy Pilies 11 (inne przykłady pozwolę sobie pominąć).


Dla równowagi pod numerem 7 kamienica, w której zginął tragicznie od pioruna kulistego (zamykajcie okna!) ojczym Juliusza Słowackiego, a przy ul. Pilies 24 tablica Kraszewskiego, którego za wieszcza nie uznajemy, ale przecież moglibyśmy, choćby za pracowitość. Norwida nie odnotowano, słusznie, bo z Wilnem nie miał nic wspólnego.


Sekwencję tablic kończę Władysławem Michałem Zaleskim, którego wspomnienie wisi od prawie stu lat tuż obok Ostrej Bramy.


A ostatnie dwie postaci historyczne na dziś to Mendog oraz Giedymin, ojciec Olgierda i dziad Jagiełły. Pierwszy siedzi we własnej osobie, a drugi ma basztę swego imienia, z którą nie ma nic wspólnego, bo powstała po jego śmierci.


Naszą uwagę na powyższym zdjęciu przykuwa jednak elektryczna hulajnoga i tak przechodzimy do współczesności. Owszem, hulajnogi, zupełnie jak w Polsce, walają się po całym Wilnie.


Współczesne aż do bólu jest muzeum MO.


Osiem euro kosztowało nas zrozumienie, że to wszystko gówno prawda…


Zanim jednak nastąpią tak drastyczne skutki, trzeba się czymś posilić. „Czymś” na Litwie może oznaczać tylko cepeliny (kartacze?, pyzy?)…


…oraz placki ziemniaczane. Tak, po to tam pojechaliśmy.


Niektórzy również po to.


Aha, posłuchałem trochę Radia Znad Wilii. Mówią lepiej po polsku niż w większości polskich rozgłośni. Co mówią, to już zupełnie inna sprawa.

niedziela, 15 września 2019

Blues z bałałajką w tle

To nie był banalny koncert, pomijając nawet to, że poszliśmy w Wilnie słuchać bluesa, a nie, jak wypadałoby, polskich lub litewskich etnograficznych atrakcji znad Wilii. Zaczęło się już przy wejściu, a byliśmy oczywiście jak zawsze pierwsi, gdy szefowa najpierw zapaliła kadzidełka, potem postawiła kawę, a na końcu obdarowała nas świeczkami, zapewniając, że są nastojaszczaje. Czyli z prawdziwego wosku, a nie z jakiejś parafiny, jak w sklepie. I w ogóle wszystko to wyglądało przedziwnie, a brzmiało przeważnie po rosyjsku.


Następnie okazało się, że na scenie w sali koncertowej stoi żółta kanapa, co nie powinno dziwić, skoro klub nazywa się Geltonos Sofos Klubas, czyli Klub Żółtej Kanapy.


To samo w sobie też nie jest jeszcze jakimś ewenementem. Natomiast tego, że na kanapie otoczonej rozstawionym sprzętem estradowym będzie smacznie spał bohater wieczoru, naprawdę się nie spodziewałem.


Carvin Jones się wyspał i zagrał koncert, na którym nikt nie ziewał!


A wraz z nim dzielna lokalna ekipa:


Gintas Litinskas z Kłajpedy na basie:


Oraz Viktoras Rubežas na perkusji, też z Kłajpedy:


Carvin, reinkarnacja Wiadomo Kogo, nie tylko efektownie zagrał, ale zastosował też szereg sztuczek, twórczo rozwijając asortyment swego mistrza, począwszy od gry jedną ręką:


Przez grę językiem (w użycie tego organu można wątpić, jeśli weźmie się pod uwagę pierwszą ze wspomnianych technik):


Grę w stylu Paganiniego:


Grę jedną ręką, ale bez trzymanki, nawet ze zmianą progów:


To wszystko jest jednak niczym wobec wspaniałego kontaktu z publicznością. I to dosłownego kontaktu:


Mnie natomiast najbardziej urzekło to, że na ścianie za Carvinem wisiała bałałajka. Niestety, nie znajdowaliśmy się w sztuce Czechowa i trójkątny instrument nie wystrzelił… Tzn. nie zagrał.


Trochę mniejsze wrażenie robiło to, że Carvin czasem się podwajał za pomocą lustra zajmującego całą ścianę (bo już byłem w zeszłym roku na takim koncercie):


To był koncert z przerwą, a jakże. Można było kupić płytę lub koszulkę, dostać autograf…


I nie uszło niczyjej uwadze, że po wypełnieniu obowiązków marketingowych artysta zmienił koszulę (?) z żółtej (?) na niebieską (?), jednakowo wszakże świecącą.


Muzycznie? Nie ma co gadać, to trzeba posłuchać (no i zobaczyć…). Trzy przykłady. Po pierwsze „Sweet Home Chicago” Roberta Johnsona:


Po drugie „All Along the Watchtower” Boba Dylana (no i przecież troszkę w tej wersji Wiadomo Kogo):


Po trzecie „La Grange” ZZ Top:


I nawet jeśli w drugiej połowie koncertu kilkakrotnie siadło Carvinowi gardło, to wybaczamy, bo zimny wrzesień w Wilnie nam też dał się we znaki…

piątek, 13 września 2019

Męska idylla na trzy głosy, nie licząc pana z hi-hatem

Nigdy się tego nie dowiemy, co Beatlesi mogliby jeszcze osiągnąć, gdyby potrafili (chcieli? mogli?) pracować dalej razem. A przecież potrafili (gdy tylko chcieli, więc jednak mogli…) tworzyć jedność nawet w ostatnich chwilach zespołu. „Because” jest tego najlepszym przykładem. Totalnie na przekór duchowi rozpadu, jaki unosił się nad grupą od kilkunastu miesięcy, nagrali utwór, w którym harmonia ma jednocześnie dosłowne i przenośne znaczenie… Z oczywistych przyczyn śpiewa trzech Beatlesów, ale udział Ringo nie sprowadził się tylko do zaciskania kciuków (w nagraniu nie ma perkusji). Posłużył Georgowi Martinowi, który dublował na elektrycznym klawesynie partię gitary Johna, za żywy metronom, przygrywając mu na hi-hacie w słuchawkach.

W oczekiwaniu na remastering z okazji 50-lecia „Abbey Road” słucham edycji przygotowanej na 40-lecie

A od ponad 20 lat zachwycam się wersją a capella z „Antologii 3”:

Męska idylla jest jednak pozorna. Za plecami Johna Lennona, kompozytora „Because”, stoi Yoko Ono, która zainspirowała go grając „Sonatę Księżycową”. Nie, Yoko nie jest winna rozpadowi zespołu – była tylko akuszerką, dzięki której przyszedł na świat nowy John. Kto wie, czy otwierając Johnowi oczy na fakt, że jest już dorosły, nie uchroniła nas przed czymś naprawdę niedobrym, na przykład albumem wielokroć gorszym niż „Let It Be”.

Melodia, którą przyniósł do studia przy Abbey Road John, jest prosta (żadną miarą nie prostacka), ale ogromny wysiłek, jaki włożyli od 1 do 5 sierpnia 1969 roku Beatlesi w to nagranie budzi szacunek.

Tekst, z którym zmierzyłem się w Wilnie w hotelu przy ulicy Tilto jest prosty (żadną miarą nie prostacki), ale ogromny wysiłek, jaki włożyłem 13 września w piątek wieczorem w jego tłumaczenie i tak nie zostanie doceniony…

Bo świat okrągły jest, to kręci mnie
Bo świat okrągły jest

Bo wiatr tak mocny jest, to burzy mnie
Bo wiatr tak mocny jest

Miłość wciąż, miłość znów,
Wszystkim jest, tobą już

Bo nieba błękit jest, to wzrusza mnie
Bo nieba błękit jest
Wilno, 13.09.2019

A 50-lecie „Abbey Road” już za dwa tygodnie…

Horacy Tłumacy - na Facebooku
Horacy Tłumacy - na YT
Horacy Tłumacy - lista przetłumaczonych piosenek

niedziela, 25 sierpnia 2019

Mieć Bukartyka za sojusznika

To już moje co najmniej trzecie widzenie sceniczne z Piotrem Bukartykiem. W 2009, w 2018 oraz dziś (ale nie dam głowy, czy również nie jakiś zapomniany incydent na Spotkaniach Zamkowych).


Dzisiejszy koncert w Sowie podsumuję krótko - cieszę się, że taki artysta jest po naszej stronie. Bo kogo mamy po tamtej? Makowskiego??? Koń by się uśmiał, gdyby żył. Nie, dziś tego nie było. Repertuar był nieco odmienny, bo tym razem Bukartyk pojawił się z zespołem Ajagore (który widziałem tu rok temu z Grażyną Łobaszewską). Ale „Sznurka” nie zabrakło: