niedziela, 20 maja 2018

Hiszpanie widzą to na czarno

Niemiec przyłącza się do hiszpańskiego zespołu koncertującego w Berlinie Zachodnim i pod okiem francuskiego menedżera robią krótką, ale intensywną i zaskakująco utrwaloną w popkulturze karierę dzięki swemu jednemu jedynemu światowemu przebojowi zaśpiewanemu w języku angielskim. Przebój napisany zresztą przez Anglików (Tony Hayes, Steve Wadey, Michelle Grainger) i nagrany w 1966 roku w studio w Rochester niedaleko Londynu. Smakowita i dość prawdopodobna legenda mówi, że w nagraniu wziął udział, jako muzyk sesyjny, średnio jeszcze wówczas znany (oczywiście poza branżą) Jimmy Page. Prawdopodobna, ale czy prawdziwa? Owszem, Page od 1963 roku do czasów Led Zeppelin załapywał się na mnóstwo nagrań studyjnych, nawet tak znanych wykonawców jak Donovan czy The Rolling Stones. Ale na jego oficjalnej liście sesji nie ma Los Bravos.
O tym właśnie zespole warto dziś wspomnieć w 50. rocznicę tragicznej śmierci jego współzałożyciela i klawiszowca. Manuel (Manolo) Fernández popełnił samobójstwo20 maja 1968 roku, nie mogąc otrząsnąć się po śmierci swej żony Loti, która zginęła w wypadku samochodowym, gdy wracali ze ślubu Miguela Vicensa, basisty zespołu. Lo, jak ją czule nazywał, była w ciąży, a małżeństwem byli zaledwie dwa miesiące…
Tłumaczenie tego, przyznajmy, nieskomplikowanego utworu, powstało również z tej okazji, że od kilku tygodni mamy bilety do Sewilli (w której 29 września 1942 roku urodził się Manolo). Poprzedni hiszpański urlop spędzaliśmy dwa lata temu w Katalonii, więc tym razem pora na Andaluzję, do której z przyjemnością wrócę po dziewięciu latach. Z tym większą przyjemnością, że tym razem to będzie komfortowy listopad, a nie piekielnie upalny sierpień. Tłumaczenie zaczynałem zresztą dwa lata temu, z okazji tamtego urlopu, ale porzuciłem je wówczas z niejasnych powodów.


Czerń to czerń, by powróciła chcę
To szare jest, od kiedy nie ma jej, o, o
Cóż zrobić, cóż? Gdy czu-u-u-u-uję się smutny znów

Gdybym tylko mógł, wróciłaby tu już
Lecz czy ona chce widzieć znowu mnie, o, o
Cóż zrobić, cóż? Gdy czu-u-u-u-uję się smutny znów

Wybrać cóż, by nie stracić już
Co sił kocham ją
Gdyby u drzwi stanęła dziś mych
Wybaczyła błąd

Źle mi, źle, gdy smutno wciąż mi jest
Już czas, już czas, bym spokój ducha miał, o, o
Cóż zrobić, cóż? Gdy czu-u-u-u-uję się smutny znów

Wybrać cóż, by nie stracić już
Co sił kocham ją
Gdyby u drzwi stanęła dziś mych
Wybaczyła błąd

Czerń to czerń, by powróciła chcę
To szare jest, od kiedy nie ma jej, o, o
Cóż zrobić, cóż? Gdy czu-u-u-u-uję się smutny znów
Gdy czu-u-u-u-uję się smutny znów
Olsztyn, 1.05.2016, 9-20.05.2018

Teledysk z epoki, a właściwie scena otwierająca film z 1967 roku o adekwatnym tytule „Los chicos con las chicas” (Chłopcy i dziewczyny). Film w reżyserii Javiera Aguirre’a ewidentnie naśladował to, co z Beatlesami zrobił kilka lat wcześniej Richard Lester.


Nie sposób w tym miejscu nie wspomnieć pewnej piosenki Rolling Stonesów i zastanowić się kto ewentualnie dla kogo był inspiracją. „Paint it Black” Stonesi nagrali 6-9 marca 1966roku, a singiel wyszedł 6 maja. Kiedy dokładnie nagrywali pod Londynem Los Bravos nie wiem, ale „Black is Black” wylądowało na 2. miejscu brytyjskiej listy przebojów w lipcu 1966 roku. Zaryzykuję, że to od Stonesów szła inspiracja.
Aha, skoro na początku pojawia się Niemiec, poznajmy jego nazwisko. Nazywa się Michael Kogel i urodził się w Berlinie 25 kwietnia 1944 roku.

Horacy Tłumacy - na Facebooku
Horacy Tłumacy - na YT
Horacy Tłumacy - lista przetłumaczonych piosenek

piątek, 11 maja 2018

Czas nie tyka Bukartyka

Nie wiem, jak to się stało, że Piotr Bukartyk przyjeżdża do Olsztyna częściej niż Antoni ma erupcje swego geniuszu, a ja jestem dopiero drugi raz na jego koncercie. Nie Antoniego. Piotra. I to po dziewięciu latach. Na usprawiedliwienie dodam, że poprzednio, gdy chciałem się wybrać, też do Sowy, artysta musiał odwołać występ z powodu choroby. Swojej. Nie Antoniego.


Koncert, jak to w Sowie tradycyjnie podzielony na dwie części, składał się, niespodzianka, z dwóch części. W pierwszej części była część pierwsza z piosenkami z najnowszej płyty „Ja, wolny człowiek” (czyli vol. 2 „Z czwartku na piątek” z 2010 roku). W drugiej części była część druga z przeglądem płyt, które Piotr B. wydał w ostatnich dwudziestu latach (spóźniony debiucik fonograficzny).


Piotrowi B. od lat towarzyszy Krzysztof Kawałko z Dywit, nie inaczej było dziś.


Przysłuchując się kolejnym piosenkom, w których dobra zmiana dostaje tęgie lanie, zacząłem zastanawiać się nad sensem sprzedawania tych tekstów publiczności składającej się ewidentnie z czołowych przedstawicieli olsztyńskiego gorszego sortu. Podobnie mnie zresztą zastanawia, gdy lepszy sort bawi się przy coraz cieńszych bon motach Ryszarda Makowskiego lub Jana Pietrzaka. Przecież w obu przypadkach widzowie nie dowiadują się niczego, czego by nie wiedzieli lub z czym by się nie zgadzali. Klasyczny efekt potwierdzania.


Piosenki wesołe przeplatały się z niewesołymi, przy czym te pierwsze to w paru miejscach śmiech przez łzy… Na finał piosenka niewesoła, żebyśmy po koncercie poszli pić na smutno.


A tą niewesołą pieśnią było „I nawet mam już ten dom”, czyli wspomnienie Wojtka Bellona. Tym bardziej przygniatająca, że napisana przez faceta, który pił wódkę i rozmawiał do rana z Bellonem w ostatnich dniach jego życia.


No to czekam na kolejny koncert w Olsztynie. Może nie dziewięć lat. Wprawdzie nie zakładam, by koncert Bukartyka AD 2019 różnił się od koncertu Bukartyka AD 2018 czy AD 2009, ale nie oczekujemy przecież by był lepszy, skoro jest świetny. Czas się go nie ima (imak się go nie czesze?)

niedziela, 6 maja 2018

Na śmierć

Umówmy się, że pierwszy (nie znaczy, że pierwszy w ogóle) był Cat Stevens, któremu rozstanie z ukochaną skojarzyło się z jej zgonem. Brian May, przyznajmy, jest jednak bardziej dosadny. Stevens poetycko opisuje domniemane zwłoki, a May wali prosto z mostu już w tytule piosenki. „All Dead, All Dead” to utwór z „News of the World”, chyba mojego albumu Queen, który poznałem z grubsza już w chwili jego ukazania się w 1977 roku (grali w Programie Trzecim Polskiego Radia aż miło).


W tłumaczeniu musiałem być czujny, bo Brian, człowiek bądź co bądź wykształcony (co prawda w matematyce, fizyce i astrofizyce, z której to ostatniej nawet się po latach doktoryzował, co nie dziwi, wziąwszy pod uwagę np. jego utwór „'39”), wcisnął do tekstu tytuł sztuki Williama Shakespeare'a „Wiele hałasu o nic”. Co jeszcze wcisnął, każdy szuka na własną rękę.

Zjawiła się bez forsy
I bez imienia też
Hałasu wiele o nic
To próbowała rzec

Hałasu wiele, słodka
Graliśmy w tyle gier
Przez każde przeszłe lato
Przez każdy cenny dzień

To śmierć, to śmierć
Naszych marzeń kres
I tak myślę, czemu żyję wciąż
To śmierć, to śmierć
Ja, choć sam, trzymam się
Ma słodka jednak nie
To śmierć, śmierć to, to śmierć

To śmierć, to śmierć
Tam, gdzie tęczy kres
Słyszę, pieśń jej słodką wciąż
To śmierć, to śmierć
Przyjmij znowu mnie
Ma przyjaciółka, wiesz
To śmierć, śmierć to

Łączyły nam się drogi
Włóczyłem cały czas
Lecz, proszę, wybacz to mi
Że dziecko w sobie mam

To śmierć, to śmierć
Lecz pocieszam się
Każdego kiedyś spotka to
To śmierć, to śmierć
Lecz nadzieję mam
I nie chcę wierzyć sam
W twą śmierć, śmierć twą
To śmierć, śmierć to
Olsztyn, 4-6.05.2018



Jak się okazuje, na wschodzie też tłumaczą Queen, np. Евгений Суслов, który uważa, że „Всё тлен”. Zaryzykuję, że „wsjo tljen” znaczy mniej więcej „wszystko gnój” albo coś w rodzaju „z prochu powstałeś, w proch się obrócisz”. Niech nas nie myli zwodnicze podobieństwo słów – тлен to nie tlen. Rosjanie nie dorobili się własnej nazwy tego pierwiastka i pozyskują ją tłumacząc, jak znaczna część świata, z łaciny, jako кислород, czyli kwasoród, zupełnie jak my za podszeptem Jędrzeja Śniadeckiego, który wprowadził tę nazwę na kilkadziesiąt lat, zanim Jan Oczapowski w połowie XIX wieku nie zaproponował lepiej brzmiącej nazwy tlen. Co ciekawe, w klasycznym wariancie białoruskiej ortografii (tzw. taraszkiewicy), ukształtowanym około 1918 roku, gdy Białoruś po raz pierwszy próbowała się wybić na niepodległość, tlen to тлен. Ale w zsowietyzowanej w 1933 roku wersji języka białoruskiego tlen to кісларод.
A wracając do rosyjskiego przekładu... Tekst nieco rozpoetyzowany, ale trzymający się z grubsza oryginalnego przesłania.


Horacy Tłumacy - na Facebooku
Horacy Tłumacy - na YT
Horacy Tłumacy - lista przetłumaczonych piosenek

wtorek, 1 maja 2018

Tymon nad kanałem

Nie będę oceniał występu (bo przecież nie koncertu), na który się spóźniłem. Zresztą przecież już dawno nie oceniam, pozwalałem sobie na to pacholęciem będąc, „when I was younger, so much younger than today” („Help!” było, a jakże). Dziś raczej przyglądam się, rejestruję fakty, a oceny uważam za czyny mocno ryzykowne. Nazwijcie to tchórzostwem, jeśli lubicie… oceniać :)


Pierwszomajowy występ Tymona Tymańskiego na Wielkie Otwarcie Sezonu przy moście obrotowym w Giżycku wpisałem sobie do swego kalendarzyka już kilka miesięcy temu. Tym chętniej, że miał grać Beatlesów, a od dawna Tymon zapowiada własną wersję „White Album”, którą nagrywa (nagrał już?) z zaprzyjaźnionymi muzyki. Od wielu miesięcy ogrywa ją na koncertach w Polsce z dużymi składami. Dziś w Giżycku skład był kameralny, co w niczym nie przeszkadzało zagrać kilku utworów Lennona i McCartneya.


W biegu, wpadając znad kładki nad kanałem, usłyszałem więc wspomniane „Help!” (ten młodzieńczy żar w głosie Lennona jest jednak nie do podrobienia), usłyszałem świetną wersję „Come Together”.


Takie plenerowe występy artystów, którzy, jeśli śpiewają o majteczkach, to na pewno nie o tych w kropeczki, ale o takich, na których z przodu jest napisane ROMA, a z tyłu oczywiście AMOR, są dość ryzykowne dla gospodarzy. Ciekawe czy za kilka miesięcy w czasie samorządowej kampanii wyborczej nie pojawi się zarzut, że Tymon na miejskiej imprezie szargał jedynie słuszne wartości. I że ze sceny padło słowo „gówno” (i jeszcze ze świętym przymiotnikiem).


Na koniec było „Strawberry Fields Forever”. Tymon dał publice do wyboru „Hey Jude” lub właśnie „Strawberry Fields Forever”. Gdzie dwie propozycje, tam Polacy mają trzy zdania, więc jeden głos był za „Hey Jude”, jeden za „Strawberry Fields Forever”, a jeden z nienacka za „Helter Skelter”. Tymon wybrał Truskawkowy Plac, za co dziękuję, bo tym, czym dla Lennona był Liverpool, dla mnie jest przecież Giżycko.


Po koncercie zamieniłem z Tymonem kilka zdań, głównie na swój ulubiony temat, czyli polskie wersje niepolskich piosenek. Będę Cię jeszcze, Tymon, dręczył. Widzimy się w Dywitach 4 sierpnia (mam nadzieję, że zdążę wrócić z krakowskiego koncertu Rogera Watersa). Swoją drogą ciekawe co będzie, jeśli w Dywitach, na świętej Warmii, Tymon też zaśpiewa o majteczkach z napisem Roma. Znam jedną zupełnie niepapierową gazetę, której publicyści dostaną piany na ustach.


Nie tylko z kronikarskiego obowiązku odnotuję, że drugą Martwą Gitarą był dziś Marcin Gałązka. Zbieżność nazwisk nieprzypadkowa :)


Facebook podpowiedział mi, że nad Kanałem Łuczańskim było dziś sporo znajomych. Jakoś pod sceną Was nie widziałem… Czyli muzyka była jednak tylko dodatkiem do otwarcia sezonu żeglarskiego, o co Tymon na pewno się nie obraża. Taka karma.

niedziela, 29 kwietnia 2018

Czerń to czerń, a biel to biel

Gdy w marcu 2009 roku powiedziałem koledze z pracy, znającemu się na muzyce niegorzej ode mnie, że za miesiąc w Olsztynie wystąpi zespół Budgie, popukał się znacząco w głowę. Mam nadzieję, że gdy 24 kwietnia tamtego roku ptaszki pojawiły się w klatce na Targu Rybnym, z jednej strony twarzy minę miał nietęgą, a z drugiej (nie wiem, jak to zrobił…) uśmiechał się od ucha do ucha. Ale dlaczego znany z tego, że jest znany w zasadzie tylko w Polsce zespół miałby nie zagrać w Olsztynie, skoro zagrał już do tamtej pory w Bydgoszczy, Gdyni, Szczecinie, Katowicach, Lublinie, Łodzi, Warszawie, Poznaniu, Krakowie, Białymstoku, Opolu, Wrocławiu, Gdańsku, Toruniu... I to w wielu z tych miast kilka razy, począwszy od pamiętnej trasy w 1982 roku.


Dziewięć lat po tym koncercie zabrałem się w końcu za odkładane od dawna tłumaczenie „Parents”. Z najlepszej chyba ich płyty „Never Turn Your Back on a Friend” wydanej w czerwcu 1973 roku, zawierającej m.in. „Breadfan”, „Baby, Please Don't Go” i oczywiście monumentalną, ale nieprzesadnie patetyczną balladę „Parents”. Tekst odkrywczy specjalnie nie jest, ale jak ktoś chce, ciary poczuje. W dowolnym momencie... Że dziecko, zanim się urodzi, i tak jest już w zasadzie trupem. Że czas płynie. Że mądrość przychodzi z wiekiem.

Kiedy miałem kilka lat
To mówili mi
Nie idź bawić się w ten świat
To zły kumpel
Mieli wiarę, dziecko już
Niech urośnie, dajcie mu
Odkryć, jak to jest
Na swoim żyć
Dziś dwadzieścia jeden mam
Za mną już zabawy czas
Teraz wiem
Tak musi być
Dziecko, które w łonie trwasz
Czy masz wolność, czy grób masz?
Daj mi wejść
Czuję, że chcę płakać

O, tam droga jest
O, tam droga jest
Wracać chcę
Chcę

Ręce myj i kładź już się
Grzeczny bądź, bo skończysz źle
Patrz na przejściu
Gdy do szkoły pędzisz
Bogu ufać chcę
Lecz kim jest, czy dowiem się?
Coś mówiła o nim
Mama kiedyś
Może miłość życiem jest, lecz go
Nazbyt dużo nie chcę, nie
Szkoda, że był kiedyś
Mych narodzin dzień
Teraz, kiedy jestem sam
Powiedz, co mam robić, jak
Niech z piosenką znikną
Troski moje

O, tam droga jest
O, tam droga jest
Wracać chcę
Chcę

Ręce myj i kładź już się
Grzeczny bądź, bo skończysz źle
Patrz na przejściu
Gdy do szkoły pędzisz
Czerń to czerń, a biel to biel
Wybrać co, a czego nie
Gdzieś bym został
Może coś polecisz
Okryj mnie i grzej mnie wciąż
Schowaj mnie przed burzą tą
Sen i miłość, by miał
Umysł spokój
Dziś dopiero widzę to
O co mym rodzicom szło
Kocham was i będę
Kochał wciąż

O, tam droga jest
O, tam droga jest
Wracać chcę
Chcę
Olsztyn, 16-29.04.2018



Horacy Tłumacy - na Facebooku
Horacy Tłumacy - na YT
Horacy Tłumacy - lista przetłumaczonych piosenek

środa, 25 kwietnia 2018

Luśka, Luśkinia, luzofonia, czyli grzech nie słuchać Grzecha

Dopadła mnie dziś luzofonia. Spokojnie, to nie jest zakaźne. Najpierw rano, z okazji 44. rocznicy rewolucji goździków, dzięki komiksowi zdobiącemu ścianę toalety przy rua Norberto de Araujo na Alfamie przywołałem sobie historię Lizbony, która nie mogła obyć się bez mojego tłumaczenia „A Lenda d el Rei D. Sebastião", czyli „Legenda o królu Sebastianie” zespołu Quarteto 1111. W historii Portugalii nie może zabraknąć oczywiście wątków brazylijskich (do Brazylii zaraz przejdę). W 1808 roku portugalski książę Jan (jako Jan VI król Brazylii w latach 1816-1822 i w latach 1816-1826 Portugalii jako Jan VI) uciekł z rodziną do Brazylii przed Napoleonem Bonaparte.


A wieczorem… A wieczorem język portugalski, w wersji brazylijskiej, królował w Dorotowie. Grzech Piotrowski tak często gości w tamtejszym hotelu Galery69, że grzechem byłoby w końcu się nie wybrać na jego tam występ. Zwłaszcza że tym razem towarzyszyła mu (a właściwie odwrotnie) Liz Rosa, czyli Brazylijka osiadła w Nowym Jorku. Po naszemu Luśka. Po ichnionaszemu (Bralish, jak wymyślił na gorąco Grzech) Luśkinia.


Lubię koncerty śpiewane po portugalsku, trochę ich zaliczyłem w Lizbonie. Nic nie rozumiem (tzn. tak co pięćdziesiąte słowo – estrela, coração, solidão, amor oraz oczywiście Lisboa i Alfama), ale czasem odnoszę wrażenie, że rozumiem wszystko. Siła muzyki... W zeszłym roku spotkałem na swej drodze nawet śpiewającego Brazylijczyka, ale umówmy się, że Liz, przepraszam – Luśkinia, to inna liga.


Grzegorzinia widziałem poprzednio na koncercie, chwalić się nie ma czym, ponad 25 lat temu. Było to w sali koncertowej Państwowej Szkoły Muzycznej (sali filharmonii jeszcze nie było) w sobotę 3 kwietnia 1993 roku. W mojej relacji do „Gazety Wyborczej” znalazło się takie odkrywcze zdanie: Jednym z bardziej interesujących był występ tria Head Up Acoustic, które wykonało wzruszającą i ciepło przyjętą wersję „Imagine” Johna Lennona, a następnie zagrało improwizowany kawałek oparty na solowych popisach członków zespołu. A więc zanim nastał Alchemik, zanim nastała World Orchestra, był m.in. Head Up Acoustic (czy Head Up, jak mówi o nim dziś Grzech w wywiadach).


Grzech Piotrowski (zastanówcie się dobrze, czemu nie Grzegorz…) nie ogranicza się, jak widać, tylko do saksofonu. Zagra i na metalu, i na kamieniu. Wychodzi z tego całkiem strawny ambient (którego zasadniczo nie znoszę).


Umówmy się zresztą, że to nie był normalny koncert normalnych ludzi dla normalnej widowni. Dziś na scenie mogło zdarzyć się wszystko. Takie koncerty mi grajcie!


Cały dzisiejszy skład, od lewej: Kamil (Kamilinio) Barański – klawisze, Liz (Luśkinia) Rosa – wokal, Grzech (Grzegorzinio) Piotrowski – saksofon i Bartosz (Bartosinio) Wojciechowski – bas.


Sięgałem już dziś we wspomnieniach do 1993 roku, ale przecież mogę sięgnąć i głębiej. W kwietniu 1990 roku biwakowałem na wyspie Herta…


…którą dziś tylko pooglądałem sobie z tarasu hotelu Galery69.


Z kronikarskiego obowiązku dodam, że do biletu była dołączona zupa. Moja gulaszowa nie przypominała w niczym tego, co można zjeść na Węgrzech, raczej bliżej jej było do tego, na co trafimy w drodze nad Balaton, czyli słowackiej kwaśnicy, co nie znaczy, że nie była smaczna. Bo była. Najsmaczniejsza dziś jednak była oczywiście muzyka.

czwartek, 19 kwietnia 2018

Jazzu naszego powszedniego

Mamy w Olsztynie kolejną próbę zainstalowania na stałe jazzu. Jesienią zeszłego roku na Starym Mieście ruszyła Galeria Usługa Jazz Bar. Za przedsięwzięciem stoi Jarek Makowski, który z racji wieku dysponuje zapewne wystarczającym poziomem entuzjazmu, by nie poddać się zbyt szybko. Umówmy się, że z jazzu mogą utrzymać się Leszek Możdżer i Tomasz Stańko, a dla wszystkich innych to raczej hobby. No może jeszcze jazzowy koniec z końcem wiąże Piotr Wojtasik, skoro, jak się pochwalił na dzisiejszym koncercie, nagrywa płyty na Brooklynie. Nowy Jork daleko, a my dziś mieliśmy okazję usłyszeć kwintet Piotra Wojtasika w Olsztynie. Szefowie Galerii Usługa Jazz Bar wykazali się dobrym wyczuciem rynku, skoro uznali, że ich lokal będzie za mały na popyt związanym z tym koncertem. I wykazali się niestandardowym podejściem organizując koncert w sąsiadującym z lokalem kościołem ewangelicko-augsburskim. Parafia protestancka wykazała się z kolei niestandardowym podejściem wpuszczając w swe progi jazzmanów. Koncerty w kościołach to oczywiście żadna sensacja, ale w Olsztynie też nie jakiś chleb powszedni. Brawo dla parafii za odwagę.


Nie będę pisał co zagrali, bo nie mam bladego pojęcia. Zaczęli chyba od „Poisoned Wine”, bo tyle podejrzałem na nutach. Ale skład kwintetu utrwalmy dla potomności. Od lewej: Michał Tokaj – fortepian, Piotr Wojtasik – trąbka, Joris Teepe – kontrabas, Gerard Lebik – saksofon, Kazimierz Jonkisz – perkusja.


Jonkisz synkopujący pod amboną (wiemy, że jeden z najsłynniejszych polskich perkusistów jazzowych, prawda?) to zresztą nagłe zastępstwo, niespodzianka dla publiczności, bo zapowiadany John Betsch utknął na lotnisku w Paryżu.


Prosimy o więcej jazzu. Potrzebujemy go jak chleba.

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Pokutne miny

Ileż to razy byłem blisko zapoznania się na żywo z twórczością dramaturgiczną Bogusława Schaeffera… Dziś się udało.


„Kwartet” objechał pewnie całą Polskę ze trzy razy, aż w końcu po dekadach trafił do Olsztyna.
Michał Grabowski. Jan Frycz. Andrzej Grabowski. Jan Peszek. Kolejność dowolna, ale dla mnie chyba jednak Frycz. Może dlatego, że zobaczyłem go znów na deskach po 31 latach. Poprzednio był to „Letni dzień” Sławomira Mrożka w Teatrze STU w Krakowie, w listopadzie 1987 roku, kilka dni po premierze tej sztuki; partnerowała mu, a jakże, Dorota Pomykała. Nic się nie zmienił. Wybaczam mu wszystkie głupie filmy ostatnich piętnastu lat, bo na scenie wykonał szereg pokutnych min.

niedziela, 1 kwietnia 2018

Słodki kawałek disco w ustach Micka Jaggera

W drugiej połowie lat 70. rockowe dinozaury albo już nie istniały, albo musiały przyjąć do wiadomości istnienie punka i disco. Punk sam wyrąbał sobie miejsce w rockowym mainstreamie, za to rock chętnie sięgnął po kawałek słodkiego tortu disco. Choćby Pink Floydzi („Another Brick in the Wall part II”). Choćby The Rolling Stones...


W 1977 roku Mick Jagger jamując z Billym Prestonem (tym samym, który osiem lat wcześniej odświeżał swoimi klawiszami brzmienie The Beatles) wykombinował sobie melodię „Miss You”. Ale funkowego szlifu nabrała dopiero po dodaniu do niej linii basu, oczywiście przez Billa Wymana, który inspiracji szukał włócząc się po klubach disco. Piosenka wyszła na singlu w maju 1978 roku i pozwoliła im zgarnąć nową falę wiernych fanów, być może niektórych wygarniając z sal z podświetlanym parkietem (bo raczej nie z tych ze undergroundowych klubów, w których grało się na trzy akordy).


Wytrzymałem długo to
Gdy samotnie spałem wciąż
Boże, tęsknię
Z telefonem w dłoniach tkwiąc
Gdy samotnie spałem wciąż
Chcąc całować cię, czasem

Kiedy zaczynałem śnić
Pojawiałaś się w snach mych
Boże, tęsknię tak

I czekałem, taki los,
W korytarzu na twój głos,
Gdy ktoś dzwonił
To tylko kumple mówią mi:

„Hej, człowieku, co z tobą jest?
Wpadniemy o dwunastej, wiesz,
Dziewczyny z Portoryko też,
Szaleją, by poznać cię dziś
Przyniesiemy wino lub dwa
Zróbmy tutaj niezły szał,
No wiesz, tak jak kiedyś”

O, zbyt długo już czekamy wciąż
Kochanie, na co czekasz wciąż?
Chcę cię, już przyjdź! Bądź mą!

Szedłem przez Centralny Park
I śpiewałem nocą tak
Ludzie myślą: wariat
Szlifowałem ulic bruk
Włócząc się po mieście znów
Mówią ludzie „Chłopcze, co z tobą dzieje się, co?”

Czasami chcę sam sobie rzec
Czasami chcę rzec...

U, u, u, u, u, u, u
U, u, u, u, u, u, u
Chcę całować cię tak

Chyba okłamuję się
Że tylko ty a inne nie
Lecz już nie tęsknię tak

Przesłaniałaś mi wciąż świat
Marnowałaś mi mój czas
Boże, tęsknię tak
Olsztyn, 25.03-1.04.2018

Utwór ma kilka wersji (od 3- do 11-minutowych miksów) i odnoszę wrażenie, że w każdej tekst jest nieco inny. Dodam jeszcze, że w jeden z wersji słychać saksofon Mela Collinsa, mającego już wówczas za sobą dwuletnią współpracę z King Crimson (do którego miał wrócić po czterdziestu latach i co ja miałem przyjemność zobaczyć na własne oczy).

„Miss You” weszło do koncertowego repertuaru Stonesów na zawsze i tak zaprezentowali je mnie i kilkudziesięciu tysiącom innych widzów dwadzieścia lat potem w Chorzowie:


A to jest ten moment, który na chorzowskim koncercie rozgrzał cały stadion i jeszcze bardziej Lisę Fischer...


Co ciekawe, pół roku wcześniej, w St. Louis, Lisa musiała się zadowolić tylko przytulankami…


Horacy Tłumacy - na Facebooku
Horacy Tłumacy - na YT
Horacy Tłumacy - lista przetłumaczonych piosenek

poniedziałek, 26 lutego 2018

Przespałem się z rozwódką w Nowym Jorku

Bardzo skomplikowana sprawa z tą piosenką. Ukazała się tylko na singlu, który wyszedł 4 lipca 1969 roku, dzień po śmierci Briana Jonesa. To była zresztą ostatnia, czerwcowa, sesja nagraniowa Stonesów z udziałem Jonesa (w opublikowanej wersji jednak już nie zaistniał, bo zespół miał już nowego gitarzystę, Micka Taylora). Ale pół roku po wyjściu singla „Honky Tonk Women” na płycie „Let It Bleed” znalazła się alternatywna wersja utworu zatytułowana „Country Honk”, ze zmienionym na jeszcze bardziej country’owy aranżem i ze zmodyfikowanym tekstem (zupełnie jak u Beatlesów, którzy podobną rzecz zrobili z „Revolution”, ale oczywiście jako pierwsi).
W treści same smakowitości. Wiadomo, że „honky tonk woman” to pani zupełnie lekkich obyczajów (chociaż panowie Jagger i Richards, autorzy piosenki, używają liczby mnogiej „women”, co nie tylko lepiej brzmi, ale zapewne ma też sygnalizować, że wszystkie kobiety są takie same…). Co do słowa „honky”, to Afroamerykanie już dobrze ponad sto lat temu zaczęli tak pogardliwie mówić na przedstawicieli białej rasy. Uwaga, polski ślad – początkowo, pod koniec XIX wieku, to słowo odnosiło się do węgierskich, polskich i czeskich imigrantów i pierwotnie brzmiało „bohunk”. No tośmy Bohuna usiekli!
Co do nowojorskiej rozwódki, która udostępniła swych wdzięków podmiotowi lirycznemu utworu, to być może chodzi o świętej pamięci Lindę Eastman, która zanim w 1969 roku została żoną Paula McCartneya, zdążyła w 1965 roku zostać już 24-letnią rozwódką. Oczywiście nowojorską. Czy w połowie lat 60. bogata z domu Amerykanka mogła zapodać Jaggerowi przed, po lub w trakcie przez nos jakiś środek, który rozwala mózg? Pytanie retoryczne…


Po co tyle pisania? Bo piosenka krótka, mało tłumaczenia. A tłumaczenie z okazji ogłoszonego właśnie lipcowego koncertu The Rolling Stones w Polsce. I jeśli w 1998 i w 2007 roku byliśmy za każdym razem pewni (czyż nie?), że to ostatnia wizyta Stonesów nad Wisłą, to tym razem jakoś nie chciałbym się zakładać. Chociaż z drugiej strony to będzie ostatni koncert wiosenno-letniej odsłony trasy, która rozpoczęła się jako No Filter Tour, a już nieoficjalnie nazywa się No Stopping. A między latem a jesienią dużo się może zdarzyć w życiu niemalże osiemdziesięciolatków, którzy w niejednym honky tonk robili riki-tiki-tak.

Spotkałem ją przy ginie w barze w Memphis
Na górę chciała zabrać mnie na raz
Musiała sobie mnie przez ramię rzucić
Przecież nie wyglądam na pijanego tak

Te kobiety z barów
Daj mi, daj mi, daj mi jak z baru ten blues

Przespałem się z rozwódką w Nowym Jorku
Musiałem pewną walkę stoczyć tam
A potem obsypała mnie różami
Strzeliła w nos, a później w głowę strzał

Te kobiety z barów
Daj mi, daj mi, daj mi jak z baru ten blues

Te kobiety z barów
Daj mi, daj mi, daj mi jak z baru ten blues

Te kobiety z barów
Daj mi, daj mi, daj mi jak z baru ten blues

Te kobiety z barów
Daj mi, daj mi, daj mi jak z baru ten blues
Olsztyn, 25-26.02.2018



Horacy Tłumacy - na Facebooku
Horacy Tłumacy - na YT
Horacy Tłumacy - lista przetłumaczonych piosenek

piątek, 2 lutego 2018

Czas zmienia tłumaczenia

Słucham Listy Przebojów Trójki i oczywiście szlag mnie trafia z zazdrości cieszę się, że piosenka zespołu Dylan.pl pnie się do góry. Tłumaczenie „The Times They Are a-Changin'” Filipa Łobodzińskiego jest wybitne, ale powstało w 2007 roku, w zupełnie innych, nomen omen, czasach. Ciekawe, jak Filip podszedłby dziś do przekładu powstałej w 1963 roku piosenki zwiastującej rewolucję społeczną? W mojej wersji idzie ku gorszemu. No, ale ja mądrala pisałem ten tekst 17 kwietnia ubiegłego roku. I nic się na lepsze od tamtego czasu, niestety, nie zmieniło... Wręcz przeciwnie. Choćby ostatni tydzień był przykładem tego, co się z naszym światem dzieje. Co się dzieje z naszymi czasami.

Pozwoliłem sobie zestawić z oryginałem z 1963 roku kilka polskich wersji powstałych w różnych czasach. Najpierw Dylan, potem ja z 2017, następnie Duduś z 2007, później Sławek Szweda z 2005, z kolei Apolinary POlek (Paweł Oleszczuk) z nieznanego mi roku i końcu Jacek Korczakowski z 1968 roku.

Come gather 'round people wherever you roam
Zrozumcie to ludzie – czy stamtąd, czy stąd
Słuchajcie mnie wy, jakikolwiek wasz los
Ludzie, zbierzcie się wokół ze wszystkich stron
Hej, ludzie, ludziska, zbierzcie się tu
Czy rzekę w swym biegu zatrzymać się da?
And admit that the waters around you have grown
Że woda po szyję, podnosi się wciąż
Oto fala nadciąga, zaleje ten ląd
I oby nie porwał was rzeki tej prąd
Wszak widzicie, że woda wam sięga do ust
Czy wiatrom zabroni ktoś chmury rozgonić?
And accept it that soon you'll be drenched to the bone
Zalewa was szybciej, niż to dostrzega wzrok
Więc zrozumcie, to koniec, potop zmiecie was stąd
Pogódźcie się z tym, że zmarzniecie na kość
Ten potop nie minie, on wciąż będzie trwać
Czy może znów odżyć liść, który raz spadł?
If your time to you is worth savin'
Za późno ta myśl w głowie staje
Jeśli chcecie ocalić głowy
Jeśli czas taką dla was ma wartość
Więc kto nie chce pójść na dno morza
I czy może zatrzymać się Ziemia?
Then you better start swimmin' or you'll sink like a stone
Czy płyniecie, czy nie – przyszłość wieszczę wam złą
Lepiej uczcie się pływać, bo pójdziecie na dno
Więc nauczcie się pływać, by na dnie gdzieś nie stanąć,
Lepiej niech zacznie pływać lub zacznie się bać
Jeśli nie, czemu czasem dziwimy się tak
For the times, they are a chang - in'
Oto czasy wracają stare
Oto czasy nadchodzą nowe
Bo czasy wciąż, wciąż się zmieniają.
Świat się zmienia i nowy się tworzy
Że i w nas czas wszystko zmienia?

Come writers and critics who prophecies with your pen
Zrozumcie pisarze – wasz profetyzm to śmiech
Słuchajcie, prorocy z gazet i biur
Prorocy, poeci nie szczędźcie swych sił
Dziennikarze, pisarze, papierowi prorocy
Więc patrzymy przed siebie, mniej ważne jest dziś
And keep your eyes wide the chance won't come again
Świat może was zna, wasze wizje już mniej
Nie będzie pożytku już z waszych piór
Nim wszystko rozpłynie się w wietrze jak dym
Miejcie teraz otwarte wasze uszy i oczy
I nieważna jest przeszłość, to, co było - odeszło
And don't speak too soon for the wheel's still in spin
Nie mówcie, że jeszcze, póki świat kręci się
Rzućcie je, taka szansa nie powtórzy się znów
Póki świat się kręci, ty kręć się wraz z nim,
Nie rzucajcie tylko żadnych sądów na wiatr
Dzień po nocy, po burzy słońce musi znów przyjść
And there's no tellin' who that it's namin'
Na próżno szukacie w nim znaczeń
Nie szafujcie już swoim słowem
Otwórz oczy, nie przegap tej szansy
Choć wiadomo jak to się ułoży
Łez dzisiejszych nie wolno przeceniać
For the loser now will be later to win
Wczorajszy przegrany zwycięstwa znów chce
Kto dziś przegrał, jutro odniesie triumf
Ci co teraz przegrali, później jednak wygrają
Ostatni będą pierwszymi, będzie wprost to, co wspak
To, co wczoraj straciłeś, jutro los odda ci
For the times they are a-changin'
Oto czasy wracają stare
Oto czasy nadchodzą nowe
Bo czasy wciąż, wciąż się zmieniają
Świat się zmienia i nowy się tworzy
Bowiem czas, czas wszystko zmienia

Come senators, congressmen please heed the call
Zrozumcie, tam w sejmie, że ustaw nam dość
Słuchajcie, posłowie, uciszcie swój chór
I wy co rządzicie, usłyszcie ten krzyk
Senatorzy, posłowie, prezydenci, premierzy
Gdy nie chce cię widzieć, zamyka ci drzwi
Don't stand in the doorway, don't block up the hall
Nie znajdzie się Rejtan, który powie już „stop!”
I nie tarasujcie już drzwi ani dróg
Nie stójcie tak w drzwiach, by nie mógł przejść nikt
Wojna zmiecie już wkrótce to, co do was należy
Jakaś ważna osoba, której tak się podoba
For he that gets hurt will be he who has stalled
Gdy suweren czeka na swój pełen ryb kosz
Bo kto stoi w miejscu, ten poczuje ból
Bo nic nie wskóracie, gdy złość macie w oczach
Nie blokujcie przejścia, nie stójcie tak w drzwiach
Nie proś w progu, nie czekaj, nie przejmuj się tym
There's a battle outside and it's ragin'
Może wszak posunąć się dalej
Wszystko jest do bitwy gotowe
Już walka na zewnątrz się toczy
Ten, kto zwleka, pierwszy pójdzie pod noże
Wróć do domu, nie okaż zdziwienia
It'll soon shake your windows and rattle your walls
Jeśli ich dziś nie znajdzie, niejeden zapłonie stos
I polecą wam szyby, i się skruszy wasz mur
Wnet zadrżą okna i zatrzęsą się ściany
Bitwa toczy się już, na nic spryt, na nic strach,
Kiedy ważna osoba zjawi się u drzwi twych
For the times they are a-changin'
Oto czasy wracają stare
Oto czasy nadchodzą nowe
Bo czasy wciąż, wciąż się zmieniają
Świat się zmienia i nowy się tworzy
Bowiem czas, czas wszystko zmienia

Come mothers and fathers throughout the land
Zrozumcie, rodzice, grzech także to wasz
Słuchajcie, rodzice, przemija wasz czas
Ojcowie i matki przybądźcie dziś tłumnie
Ojcowie i matki ze wszystkich stron
Ojcowie i matki, jeśli trudno jest wam
And don't criticize what you don't understand
Że nikt nie rozumie, jak zmienia się świat
Dajcie porwać się albo jesteście bez szans
Niech nikt nie potępia, gdy nie może zrozumieć
Dziś krytyka to wasza jedyna jest broń
Sprawiedliwie osądzić waszych dzieci poglądy
Your sons and your daughters are beyond your command
Już synów i córki nienawiści żre rak
Synowie i córki nie słuchają już was
Wasze dzieci już własną odnalazły drogę,
Wasze dzieci nie mogą podlegać już wam
To wspomnijcie, że z wami był też problem ten sam
Your old road is rapidly agin'
Nie zawrócą z tej drogi raczej
Świat nie myśli już jednakowo
Zrozum to, że nic już zrobić nie możesz
Starą szosą nie pomkną ich wozy
Wszystkie znały go już pokolenia
Please get out of the new one if you can't lend a hand
Czy pora czy nie rękę w końcu im dać
Potępiacie to, czego nie pojmiecie i tak
Szczęśliwi i mądrzy, którzy dłoń im podają
Niech usunie się z drogi ten, kto pomóc nie może
Nie próbujcie z tym walczyć, bo daremny to plan
For the times they are a-changin'
Oto czasy wracają stare
Oto czasy nadchodzą nowe
Bo czasy wciąż, wciąż się zmieniają
Świat się zmienia i nowy się tworzy
Bowiem czas, czas wszystko zmienia

The line it is drawn the curse it is cast
Czy już linię przekroczył, czy nie świat nasz
Już znak został dany, już nowy ma sens
Wytyczono linię i klątwę rzucono
Już zaklęcie rzucone, wytyczony już trakt
Z roku na rok, niestety, nie ubywa nam lat
The slow one now will later be fast
Czy tylko pędzi, czy już całkiem gna
Wzwyż pofrunie ten, co dziś leży jak śmieć
Co dziś jest powolne, to jutro popędzi,
Co jest dzisiaj wspaniałe, jutro będzie nie w smak
Lecz przynajmniej po części się stajemy mądrzejsi
As the present now will later be past
Kto przeszłość zapomniał, ten w przyszłość wpadł
Z tyłu zostanie ten, co dziś szybko mknie
To co teraz jest ważne, już za chwilę nie będzie
Będzie w bród tego, czego jeszcze dzisiaj nam brak
Mało mądrych jest jednak, mało mądrych aż tak
The order is rapidly fadin'
Stary ład zwrócą nowe fale
Bo dawny ład staje na głowie
Szybko zmienia się porządek świata
Nie powstrzymasz i nie pomożesz
Żeby miało to dla nich znaczenie
And the first one now will later be last
Ten, co dziś wierzy w równość, jutro w czystość ras
Będzie ostatnim ten, co dziś pierwszy jest
Ten co właśnie jest pierwszy, zaraz pójdzie na koniec
Temu, czegoś nie widział w najdziwniejszych swych snach
Że swą wagę utraci każdy ważny dziś fakt
For the times they are a-changin'
Oto czasy wracają stare
Oto czasy nadchodzą nowe
Bo czasy wciąż, wciąż się zmieniają
Świat się zmienia i nowy się tworzy
Bowiem czas, czas wszystko zmienia

Bob Dylan, wrzesień-październik 1963
Robert Zienkiewicz, 17.04.2017
Filip Łobodziński, maj 2007
Sławek Szweda, 16/17.06.2005
Apolinary POlek (Paweł Oleszczuk)
Jacek Korczakowski, 1968

wtorek, 30 stycznia 2018

Od Niemena do Zalefa

Najwyższa była pora zawiesić Pana Czesława po przeprowadzce. Okazje ku temu były dwie. Ja przytargałem do domu przyklejane gwoździe, żona przyniosła świeżo zakupioną płytę „Zalewski śpiewa Niemena”. W związku z taką koincydencją nie pozostało nic innego, jak wyciągnąć zafoliowanego od 6 tygodni Niemena. Więc Krzysztof Zalewski śpiewał z płyty, a gdy nam było mało, to i z You Tube’a, ja wieszałem obraz Marioli, a żona fotografowała.


Nie wiem jak sprawdzi się przyklejany gwóźdź, ale płyta jest świetna. Oczywiście nie ma pewności, że pokochałbym ją tak samo od pierwszego przesłuchania, gdyby to nie były utwory Czesława Niemena. Ale nie posądzajcie mnie o mamonizm. Nie w tym momencie. Mamy tu dojrzałego wokalistę, fantastyczny zespół, intrygujące staroświecko-nowoczesne aranżacje, czujny chór sióstr Przybysz, no i niebanalny wybór repertuaru. Dziękuję, że nie ma tu takich zajechanych na śmierć piosenek, jak „Wspomnienie”, „Sen o Warszawie” czy „Pod Papugami”. Są za to takie, których z pamięci nie wymieniłbym spontanicznie nawet ja, wielki fan Niemena. Nie przyznam się, o które chodzi, bo nie będę się wystawiał na pośmiewisko jeszcze większych miłośników Czesława.

1. „Doloniedola”. Już pierwszy utwór wyjaśnia nam, że to nie będzie płyta w poetyce programu „Jaka to melodia”. Piosenka z ostatniego albumu Niemena „spodchmurykapelusza”. Z trudnym i gorzkim tekstem, niefestiwalowym.

z wielkich karier małe nic
gdy epigoni pysznią się paradnie

2. „Przyjdź w taką noc”. Słusznie to nagranie stało się już przebojem. Mam ochotę otworzyć drzwi i potańczyć na naszym kilkudziesięciometrowym korytarzu...

3. „Dziwny jest ten świat”. Co to jest synkopa? Jan Ptaszyn Wróblewski wyjaśnił kiedyś, że synkopa jest wówczas, gdy słuchaczom wydaje się, że orkiestra zwalnia, a ona rzeczywiście zwalnia. Za to kocham tę wersję.

4. „Status mego ja” z płyty „Terra Deflorata”, która w 1989 roku przeszła zupełnie niezauważona, w końcu były ważniejsze sprawy na tym łez padole. Myśmy obalali komunę, a Niemen taki jakiś niewesoły... Na podstawie różnych wypowiedzi Zalewskiego mogę mieć pewność, że wie, o czym śpiewa.

ja nie podpisany z lewej ani prawej
uprzejmie nie proszę, zażaleń nie wnoszę

5. „Począwszy od Kaina”. Jeszcze jedna „Terra Deflorata”. Jeśli gdzieś Zalef brzmi jak Niemen, to w niektórych momentach tego utworu. Zaleta to czy wada? Jeśli tylko w niektórych, to zaleta, jak najbardziej.

6. „Kwiaty ojczyste”. Można kochać ojczyznę i nie być z jedynie słusznej partii patriotów? Można. Piękny tekst, piękna melodia i piękne wykonanie. Siostry Przybysz miały tu nie mniej trudne zadanie od Krzysztofa, bo musiały zmierzyć się z legendą Alibabek. Mnie przekonały.

7. „Jednego serca”. I jeszcze jeden fragment z „Enigmatic”. Już sobie poczytałem w internecie, że Zalef nie krzyczy tak samo jak Niemen, więc mógłby sobie darować. Ktoś mógłby sobie darować komentarze...

8. „Pielgrzym” z płyty „Niemen Aerolit”, w pierwszej trójce moich ulubionych albumów Czesława Niemena. A na płycie Zalefa mój ulubiony moment. Historia chyba zatoczyła koło... Swego czasu Chemical Brothers pożyczyli fragment „Pielgrzyma” do swego utworu „The Test”. A tutaj wyczuwam delikatną nutę „Galvanize” z płyty „Push the Button” Chemicznych Braci.

9. „Spojrzenie za siebie”. Tym sposobem „Terra Deflorata” stała się najliczniej reprezentowana na płycie Zalewskiego. Świetnie, dzięki temu ta najmniej znana ludożerce twórczość Niemena zyska na popularności. A to jeszcze nie koniec, jeśli chodzi o tę płytę…

10. „Domek bez adresu”. Najlżejsza treściowo piosenka na płycie. Nie samą wielką poezją żyje człowiek.

11. „Outro”. To dzieło Jerzego Zagórskiego zainspirowane utworem „Blue Community” z rozszerzonej kompaktowej wersji płyty „Terra Deflorata”. Nowoczesność w domu i zagrodzie :)

Potem następują jeszcze trzy wersje koncertowe („Dziwny jest ten świat”, „Począwszy od Kaina” i „Status mojego ja”), z czego wynikają dwie rzeczy:
- płyta nie tylko mnie wydała się za krótka, więc należało ją jeszcze wydłużyć choćby w ten sposób (nie będę marudził, że na „Czerwonym Albumie” czy „Marionetkach” też jest sporo niezbyt znanych szeroko, a genialnych utworów),
- koncertowe wersje w niczym nie ustępują studyjnym (tym bardziej, że podobno płyta nagrana została na setkę), więc rozglądajcie się za koncertami Zalefa, bo lepszych wersji Niemena raczej obecnie nie usłyszycie, z całym szacunkiem dla Stanisława Soyki czy Janusza Radka…

Jeszcze słówko o pomysłowej okładce. Zastosowana w niej trójwymiarowość ma w końcu sens, a nie jak w wielu przypadkach służy samemu efektowi.

poniedziałek, 29 stycznia 2018

Ptaszek czy pszczółka?

O tej podstępnie niepozornej piosence można powiedzieć wszystko. I faktycznie, wszystko się mówi. Że to o dzieciach, które nie żyją, ale nie dają spokoju zrozpaczonej matce. Że to metaforyczne przedstawienie ambiwalencji seksualnej autora, który nie wiedział czy woli ptaszki czy pszczółki. Że to po prostu klasyczna purenonsense’owa opowiastka robiącego sobie z nas jaja Lennona.


Jak to u Beatlesów, smaczków nie brakuje. Na koniec wcisnęli jeszcze kilka linijek niepowstałej chyba nigdy piosenki McCartneya o nieoficjalnej nazwie „Can You Take Me Back”. Tak to już jest, gdy cię talent rozpiera i nie możesz się z nim pomieścić nawet na podwójnym albumie... No właśnie, „Biały Album” kończy w tym roku pięćdziesiąt lat. Z tej okazji jesienią ma się ukazać płyta przygotowywana (i ogrywana na koncertach od dwóch lat) przez Tymona Tymańskiego z udziałem m.in. Natalii Przybysz, Natalii Grosiak i Krzysztofa Zalewskiego, o ile jestem dobrze zorientowany. Doczekać się nie mogę. W końcu ktoś w Polsce zagra Beatlesów na poważnie (Tymański i poważnie, do tego doszło).

Płacz, dziecko, płacz
Wzdycha matka twa
Ma dość już lat, by coś wiedzieć

Śniadanie w kuchni robił król Nagietek
Dla królowej, smaczne czyż?
Królowa na pianinie w swym salonie
Dzieciom króla, grała im

Płacz, dziecko, płacz
Wzdycha matka twa
Ma dość już lat, by coś wiedzieć
Więc płacz, dziecko, płacz

W ogrodzie król ciął kwiaty, bo przyjaciel
Miał przyjść znów wziąć udział w grze
Królowa w sali zabaw malowała
Na wakacje dzieciom rzecz

Płacz, dziecko, płacz
Wzdycha matka twa
Ma dość już lat, by coś wiedzieć
Więc płacz, dziecko, płacz

Z Kirkcaldy księżna zawsze uśmiechnięta
Na herbatę spóźnia się
Zaś książę z wiadomością miał wciąż problem
Ptak czy pszczoła, nie wie gdzie

Płacz, dziecko, płacz
Wzdycha matka twa
Ma dość już lat, by coś wiedzieć
Więc płacz, dziecko, płacz

Spotkanie o północy, stół okrągły
Seans zaraz będzie trwać
Wtem słychać, ktoś by przysiągł, głosy znikąd
Dzieciom udał się ten żart

Płacz, dziecko, płacz
Wzdycha matka twa
Ma dość już lat, by coś wiedzieć
Więc płacz, dziecko, płacz

Płacz, płacz, płacz
Wzdycha matka twa
Ma dość już lat, by coś wiedzieć
Więc płacz, dziecko, płacz

Czy mnie weźmiesz znów stąd z powrotem, czy mnie weźmiesz stąd?
Czy mnie weźmiesz znów stąd z powrotem, bracie, czy mnie weźmiesz stąd?
Czy mnie weźmiesz stąd?
Czy mnie weźmiesz znów stąd z powrotem, czy mnie weźmiesz stąd?
Olsztyn, 27-29.01.2018

Horacy Tłumacy - na Facebooku
Horacy Tłumacy - na YT
Horacy Tłumacy - lista przetłumaczonych piosenek

czwartek, 25 stycznia 2018

Staś rozebrał Kasię, Polskę Katarzyna

Dwa lata temu, na 1050-lecie państwowości polskiej, planowałem przygotować liczącą 1050 wersów interpretację naszych dziejów. Zacząłem w 2013 roku, w 2016 roku miałem zamiar skończyć, ale dotrwałem tylko do potopu szwedzkiego. W 100-lecie odzyskania niepodległości pora na dokończenie mojej wizji losów Polski.
Teraz część siódma, czyli upadek Rzeczypospolitej.

Historia Polski w 1050 wersach - część VII (1572-1795 - vol. 2)


eACD
W głowie ci wciąż piszczy obywatel Piszczyk
eACD
Bo polska historia to żadna teoria
eACD
Żeby ją zrozumieć, musisz dać się uwieść
Ae
Swojej wyobraźni, choć to może drażnić

eACD
„Matko Boska, ratuj!” – prosił król we Lwowie
eACD
Trochę obiecanek przy tym nie zaszkodzi
eACD
„Matko Boska, ratuj!” – monarcha po prośbie
Ae
Bobola napisał, Kazimierz wygłosił

eACD
Madonna jest Czarna, lecz i chmury czarne
eACD
Rzeczypospolitej już skrywają słońce
eACD
Elektor okazję wykorzystał właśnie
Ae
Prusy są Książęce, będzie tu Ostpreußen

eACD
Dla królestwa nieszczęść początek to znaczy
eACD
Zabory przewidział monarszy Kasandra
eACD
Potopu nie wyczuł, chociaż to krewniacy
Ae
Oddał swą koronę, zanim sama spadła

eACD
Korona spaść mogła, bo król zachciał reform
eACD
Lecz się Lubomirski wiedział jak zachować
eACD
Nie da Jan korony za życia następcom
Ae
W Polsce prawo tworzą zastępy rokoszan

eACD
Michał został królem, ktoś w nim ujrzał Piasta
eACD
Ojciec był skutecznym na Kozaków młotem
eACD
Syn wiele nie zdziałał, bo ojczyznę zastał
Ae
W opłakanym stanie, nie rzucajcie błotem

eACD
Turcja była mocna, my jak dziecko słabi
eACD
Tutaj regaliści, a tu malkontenci
eACD
Sam Wołodyjowski Polski nie ocali
Ae
Buczacz podpisany, niech nas wszyscy święci

eACD
Polska poszła w lenno i pod zimny prysznic
eACD
Znajdą się pieniądze, znajdzie się mąż stanu
eACD
Król wieczorem umarł, może bitwę wyśnił
Ae
Pod Chocimiem dusza leczy z hańby rany

eACD
Chocimiem Sobieski elekcję wygrywa
eACD
Pod Wiedniem Mustafę kara sroga dotknie
eACD
Bo Lwa Lechistanu pojawia się grzywa
Ae
Który Marysieńce listy pisze sprośne

eACD
Burbon czy też Wettyn weźmie tron po Janie
eACD
Francuz zebrał głosy, ale się nie stara
eACD
Kto szybszy, ten lepszy, ten królem zostanie
Ae
August w rękach Mocny, lecz Polska już słaba

eACD
Wojska prawie nie ma, Litwa w domów wojnie
eACD
Jest Fryderyk III pierwszym królem w Prusach
eACD
Temu się Sas August przygląda spokojnie
Ae
A sam się z Leszczyńskim z tronu wzajem zrzuca

eACD
Szwecja się do Polski po dwóch wiekach wlewa
eACD
Potem na Bałtyku traci swoją rolę
eACD
Lepiej nam z Olafem czy z Iwanem przegrać
Ae
Dostać od wikingów czy od Ruskich gorzej

eACD
Jeszcze Polska żyje, nie widzą agonii
eACD
Sejmu, armii nie ma, król zajęty sztuką
eACD
Więc za króla Sasa używaj do woli
Ae
Skutecznych sposób za późno już szukać

eACD
Stanisław na tronie, nie wie, że to meta
eACD
Rosji protektorat, tak się już upadło
eACD
Od swych poprzedników dostał marny etat
Ae
Czy to jego wina, że ma zgasić światło

eACD
Szlachta nie chce reform pod carskim przewodem
eACD
Prawa kardynalne nie wszystkim smakują
eACD
Zawiążą powstanie w Barze narodowe
Ae
Hasło generalne: Jezusie Maryjo

eACD
Choć nigdy z królami nie będą w aliansach
eACD
To konfederatom nic się nie udaje
eACD
Mogli porwać władcę, była na to szansa
Ae
Zostanie garść mitów, zostanie „Ksiądz Marek”

eACD
Cóż więc teraz zrobić z Rzecząpospolitą
eACD
Co żyć nie potrafi, ale nie chce śmierci
eACD
Można zacząć skrajać, jak rzecz z wierzchu zgnitą
Ae
Będzie Polska mniejsza, będzie rozbiór pierwszy

eACD
Czterech lat za mało, by wieki naprawić
eACD
Czarny marsz, reformy, pora się obudzić
eACD
Konstytucja w maju, Jan chce syna zgładzić
Ae
Będzie Targowica, będzie rozbiór drugi

eACD
Na rynku przysięga, na sztorc stają kosy
eACD
Niejedno powstanie trzeba będzie wzniecić
eACD
Bo już przesądzone są wolności losy
Ae
Będzie rzeź na Pradze, będzie rozbiór trzeci

eACD
Za późno to wszystko, o wiek lub dwa wieki
eACD
Lecz się ta historia dopiero zaczyna
eACD
Nie wchodzi się nigdy do tej samej rzeki
Ae
Staś rozebrał Kasię, Polskę Katarzyna

eACD
W głowie ci wciąż piszczy obywatel Piszczyk
eACD
Bo polska historia to żadna teoria
eACD
Żeby ją zrozumieć, musisz dać się uwieść
Ae
Swojej wyobraźni, choć to może drażnić
Olsztyn, 26.01-11.04.2013, 19.01.2014, 8.06.2014, 26.10.2014, 1.02.201, 18.01.2018, 21-23.01.2018

* Wersy 593-668.
* Kilka dat: 1656, 1.04.1656, 1657, 1661, 1665, 1668, 1669, 1672, 1673, 10.11.1673, 11.11.1673, 1674, 21.05.1674, 1683, 12.09.1683, 1697, 27.06.1697, 1700, 1701, 18.01.1701, 1721, 10.09.1721, 1733, 1764, 7.09.1764, 1768, 24.02.1768, 29.02.1768, 1771, 3.11.1771, 1772, 5.08.1772, 1789, 2.12.1789, 1791, 3.05.1791, 1792, 27.04.1792, 1793, 21.01.1793, 1794, 24.03.1794, 4.09.1794, 1795, 1795-10-24.
* Kilka nazwisk i wydarzeń: abdykacja Jana Kazimierza, August II Mocny, August III Sas, bitwa pod Chocimiem, czarna procesja, Franciszek Ludwik Burbon-Conti, Fryderyk I Pruski, Fryderyk Wilhelm I, Henryk Sienkiewicz, I rozbiór Polski, II rozbiór Polski, III rozbiór Polski, Initium Calamitatis Regni, insurekcja kościuszkowska, Jan II Kazimierz Waza, Jan III Sobieski, Jan Suchorzewski, Jeremi Wiśniowiecki, Jerzy Michał Wołodyjowski, Jerzy Sebastian Lubomirski, Kara Mustafa, Karol X Gustaw, Katarzyna II Wielka, konfederacja barska, konfederacja targowicka, Konstytucja Trzeciego Maja, Krystian Kalkstein-Stoliński, Marek Jandołowicz, Maria Kazimiera d’Arquien, Michał Korybut Wiśniowiecki, O skutecznym rad sposobie, obrona Pragi, odsiecz wiedeńska, pokój w Buczaczu, pokój w Nystad, porwanie Stanisława Augusta Poniatowskiego, potop szwedzki, prawa kardynalne, Prusy Książęce, Prusy Wschodnie, przepowiednia Jana Kazimierza, rokosz Lubomirskiego, Sejm Wielki, Stanisław August Poniatowski, Stanisław Konarski, Stanisław Leszczyński, stronnictwo malkontentów, stronnictwo regalistów, Śluby lwowskie, św. Andrzej Bobola, Traktat wieczystej przyjaźni pomiędzy Rosją a Rzecząpospolitą, Traktaty welawsko-bydgoskie, vivente rege, wojna domowa na Litwie.
Horacy Pisaty - lista moich piosenek

piątek, 19 stycznia 2018

Dr Misio zagra wszystko

Ten koncert był spóźniony o jeden dzień. Święto misia było przecież wczoraj. Nie Kubuś Puchatek przyjechał dziś jednak do Olsztyna, lecz żywiący się mentolowymi papierosami krwiożerczy niedźwiedź. W dodatku skrywający się pod niewinną ksywą Dr Misio.


No dobra, skoro już wiemy, że niedźwiadek jest nieprawdziwy, przepracujmy temat autentyczności Jakubika. Ja wiem, od dawno minionych czasów bycia abonentem Canal+, że Arkadiusz Jakubik to zdolny aktor. W związku z tym muszę nieustająco zwalczać w sobie podejrzenie, że rockandrollowy bunt buchający ze sceny to kreacja. Wyrazista, niepokojąca, wyciągająca flaki mentalne na zewnątrz, ale kreacja. W końcu skoro można zagrać sapera, notariusza, pracownika PGR-u, to czemu nie podstarzałego punka.


My, na widowni, też coś tam sobie kreujemy, aktorzymy w tym współczesnym dramacie, niekoniecznie w reżyserii Warlikowskiego. Podgrywamy choreografią i mimiką, że nas też dręczy Mordor, przeraża nas pedagogika wojny i że nie pamiętamy laski sprzed trzydziestu lat.


Mordor srordor. Bohaterstwem wieczoru było przebicie się na drugą stronę barierki i taniec pod czujnym okiem ochroniarza (na wszystkich koncertach świata w takich sytuacjach faceci natychmiast wylatują z klubu, a dziewczyny bujają do woli biodrami). Poziom martyrologii osiągnęli ci, którzy zdecydowali się ściągnąć koszulkę i obnażyć swe męskie brzuchy. Trzydziestoletnie, czterdziestoletnie, pięćdziesięcioletnie...


Czy ja zdjąłem koszulkę? Oczywiście, że zdjąłem. Mentalnie. Zdałem ją do szatni razem z kurtką. A po koncercie włożyłem ją ponownie i pojechałem do domu przeżywać, że nie piszę takich nihilistycznych tekstów jak Varga czy Świetlicki.


To może kwadrans z misiem na ukojenie...