wtorek, 7 kwietnia 2020

Między nami wieśniakami

Utwór w zasadzie Paula McCartneya, ale jeszcze z tych czasów, gdy podział piosenek nie był aż tak oczywisty, a i współpraca spółki Lennon/McCartney przebiegała w niczym nie zmąconej harmonii. Sielanka niczym w tekście tej piosenki. Piosenki zresztą powstałej i nagranej jednego dnia. A było to 8 października 1964 roku. I jeszcze podobno wcisnęli skręta do tekstu (jakoś zobojętniałem na te aluzje, po latach wszyscy widzą je wszędzie). Ogólnie zresztą tekst nie jest mistrzostwem świata (jak się piszę w pięć minut…), chociaż z drugiej strony użycie w ciągle jeszcze niewinnych czasach rock and rolla słowa „wieśniak” w piosence o miłości zasługuje na szacunek za prekursorstwo. Przepraszam, w mojej wersji go nie użyłem (tak na marginesie, słowa „peasant” użył po kilku latach John Lennon w piosence na zupełnie inny temat, a w mojej wersji pojawił się „małorolny”).
Oczekując na zbliżające się imieniny, gram z żoną w ulubioną grę pt. „Jaki prezent kupiłaś/kupiłeś mi na imieniny/urodziny/gwiazdkę…”.

Prezentów nie mam od niej
Nie ma w tym żadnej zbrodni
Niech mi daje wciąż od siebie
Miłość wieczną i na zawsze
Prezentów nie mam od niej
Kręci mnie, gdy sam znów jestem
Ludzie mówią, że w obłędzie
Przez nią, nie mają racji

Nie daje innym szans
Nie cierpi, kiedy łkam
Jest szczęśliwa, gdy mnie słyszy
Gdy jej mówię, że nie rzucę
Nie daje innym szans
Nie obudzi mej zazdrości
Ciągle tyle mam miłości
Od niej, nie pytaj skąd

Jest kobietą, rozumie mnie
Jest kobietą, co kocha mnie

Prezentów nie mam od niej
Nie ma w tym żadnej zbrodni
Niech mi daje wciąż od siebie
Miłość wieczną i na zawsze
Prezentów nie mam od niej
Kręci mnie, gdy sam znów jestem
Ludzie mówią, że w obłędzie
Przez nią, nie mają racji

Jest kobietą, rozumie mnie
Jest kobietą, co kocha mnie

Prezentów nie mam od niej
Nie ma w tym żadnej zbrodni
Niech mi daje wciąż od siebie
Miłość wieczną i na zawsze
Prezentów nie mam od niej
Kręci mnie, gdy sam znów jestem
Ludzie mówią, że w obłędzie
Przez nią, nie mają racji

Jest kobietą, jest kobietą
Jest kobietą, jest kobietą
Olsztyn, 6-7.04.2020



Horacy Tłumacy - na Facebooku
Horacy Tłumacy - na YT
Horacy Tłumacy - lista przetłumaczonych piosenek

niedziela, 5 kwietnia 2020

Jamniemój

Ostatnia piosenka nagrana przez Beatlesów. To zdanie jest prawdziwe, ale nie do końca. Po pierwsze w sesji 3 stycznia 1970 roku nie uczestniczył Lennon, który nieoficjalnie opuścił zespół we wrześniu 1969 roku . Po drugie w tym samym trzyosobowym, z przyczyn oczywistych, składzie zespół spotkał się przecież w studiu w 1994 roku, przygotowując premierowe piosenki do „Antologii”.
Lennon nie uczestniczył w nagraniu piosenki, ale w pewnym sensie przyczynił się do tego, że do jej oficjalnej rejestracji i umieszczenia na albumie „Let It Be” doszło. Gdy w czasie rejestrowanych w obecności kamer filmowych sesji w styczniu 1969 roku Beatlesi próbowali nową piosenkę Harrisona „I Me Mine”, John walcował sobie z Yoko. Tak smakowitą scenę reżyser filmu „Let It Be” postanowił koniecznie w nim umieścić, więc piosenka musiała znaleźć się również na planowanym albumie.
To kolejna (chociażby po „While My Guitar Gently Weeps”) piosenka George’a, w której metaforycznie komentuje sytuację w rozpadającym się zespole, tym razem odnosząc się do filozofii hinduistycznej. „Ja, mnie, mój” – pewnie nasłuchał się tych słów od dwóch liderów zespołów, gdy przynosił swoje piosenki, gdy podrzucał swoje pomysły…

Przez cały dzień
Ja mnie mój, ja mnie mój, ja mnie mój
Przez całą noc
Ja mnie mój, ja mnie mój, ja mnie mój

Teraz boją się rzucić to
Wszyscy splatają to
Mocni chcą ciągle się czuć
Przez cały dzień, ja mnie mój

Ja mnie mnie mój!
Ja mnie mnie mój!
Ja mnie mnie mój!
Ja mnie mnie mój!

Wciąż w uszach mych
Ja mnie mój, ja mnie mój, ja mnie mój
Nawet te łzy
Ja mnie mój, ja mnie mój, ja mnie mój

Nikt nie boi się zagrać w to
Wszyscy wciąż mówią to
Nic nie wstrzymuje nas już
Przez cały dzień, ja mnie mój

Ja mnie mnie mój!
Ja mnie mnie mój!
Ja mnie mnie mój!
Ja mnie mnie mój!

Wciąż w uszach mych
Ja mnie mój, ja mnie mój, ja mnie mój
Nawet te łzy
Ja mnie mój, ja mnie mój, ja mnie mój

Nikt nie boi się zagrać w to
Wszyscy wciąż mówią to
Nic nie wstrzymuje nas już
Przez życie twe, ja mnie mój
Olsztyn, 3.03-5.04.2020



Koniec wieńczy dzieło. To ostatnia piosenka z albumu „Let It Be”, którą przetłumaczyłem. Na podsumowanie poczekam do 8 maja, gdy zapewne nie będziemy świętować 50-lecia tej płyty…

Horacy Tłumacy - na Facebooku
Horacy Tłumacy - na YT
Horacy Tłumacy - lista przetłumaczonych piosenek

Wszystkim jesteś ty

No dobra, o czym jest właściwie ta piosenka? Lennon po dziesięciu latach od jej napisania mówił, że to absurdalne bzdury. Ale mówił też o kilku innych utworach, np. o „I Am the Walrus”, wiązałbym to raczej z późniejszym dystansowaniem się na siłę od swej przeszłości.
Traktując w miarę na serio „Dig a Pony” mamy tu więc egzaltację Lennona, której podmiotem jest oczywiście Yoko Ono. Cała reszta to dodatki. Ważne, ale tylko dodatki. Więc mamy coś o używkach („pony”, czyli powiedzmy mała flaszka), wspomnienie prehistorii The Beatles („Moondogs”), uszczypliwość wobec będących zawsze za Beatlesami o pół kroku Rolling Stonesów, nawiązanie do Boba Dylana (wiejący wiatr).

Obalam małpkę
Świętować możesz więc, co tylko chcesz wciąż
Świętować możesz już, co tylko chcesz wciąż
Szaleję w drodze
Wypełniać możesz więc każde z miejsc, twe są
Wypełniać możesz już każde z miejsc, twe są
Mówiłem to

Wszystkim jesteś ty
Wszystko, tak, jak tylko chcesz, tak właśnie musi być…
Bo dziś…

Stawiam na księżyc
Zaświecić możesz więc wszystkim tym, czymś jest
Zaświecić możesz już wszystkim tym, czymś jest
Kamienie toczę
Małpować możesz więc każdego, znasz go
Małpować możesz już każdego, znasz go
Mówiłem to

Wszystkim jesteś ty
Wszystko, tak, jak tylko chcesz, tak właśnie musi być…
Bo dziś…

Czuję wiatr w żaglach
Wskazywać możesz więc wszystko, co widzisz dziś
Wskazywać możesz już wszystko, co widzisz dziś
Jechałem lorą
Wywłaszczyć możesz więc każdą łódkę swą
Wywłaszczyć możesz już każdą łódkę swą
Mówiłem to

Wszystkim jesteś ty
Wszystko, tak, jak tylko chcesz, tak właśnie musi być…
Bo dziś…
Olsztyn, 5.03-5.04.2020

Piosenka trafiła na płytę „Let It Be” w wersji nagranej 30.01.1969 podczas koncertu na dachu EMI. Czekamy ciągle na najnowszą wersję filmu „Let It Be” (jak rozumiem będzie tam cały koncert?), a tym czasem udana imitacja.


Horacy Tłumacy - na Facebooku
Horacy Tłumacy - na YT
Horacy Tłumacy - lista przetłumaczonych piosenek

sobota, 4 kwietnia 2020

Powracającego do portu poznam

Szanty jeszcze nie tłumaczyłem. Owszem, ze trzy mokre piosenki by się znalazły („Yellow Submarine”, „Octopus's Garden”, „Sailing”), ale „Maggie Mae” to regularna pieśń z portu Liverpool, w dodatku z połowy XVIII wieku. Historia prosta jak seks – portowa prostytutka okrada chłopaka, który wrócił z kasą z morza i zatrzymał się w „domu marynarza”. A zarabiał 2 funty 10 szylingów na tydzień (czyli po prostu dwa i pół funta). To było chyba dużo.
Lennon miał duży sentyment do tego utworu, który grywali jeszcze w czasach The Quarrymen. Ten muzyczny żart (piosenka nagle się urywa) doskonale wpisał się w klimat „Let It Be”, albumu, którego ideą miał być powrót do najgłębszych korzeni. Retrospekcja wyszła tak sobie, ale u Beatles nawet „tak sobie” oznacza coś ciekawego.


O, brudna Maggie Mae
Już zabrali ją stąd gdzieś
Już ulicą Lime nie będzie łazić ciągle
Uznał sędzia winę dziś jej
Za rabunek w porcie ściśle
Tak brudną jest kradziejką Maggie Mae

Gdy do portu Liverpool
Powróciłem statkiem znów
Dwa funty dziesięć w tydzień, to był mój szmal
Olsztyn, 3-4.04.2020

Na filmy o dzielnym piracie z Karaibów nie chadzam, a jak widać powinienem. W części pod tytułem „Zemsta Salazara” pojawia się Paul McCartney, który gra więzienny epizod. Co robi w kazamatach wujek Jack? Oczywiście rżnie w karty i śpiewa „Maggie Mae”.


Horacy Tłumacy - na Facebooku
Horacy Tłumacy - na YT
Horacy Tłumacy - lista przetłumaczonych piosenek

piątek, 3 kwietnia 2020

Pierwsze będą ostatnimi

To jedna z pierwszych i zarazem ostatnich wspólnych piosenek Johna Lennona i Paula McCartneya. Chociaż oczywiście, jak to u Beatlesów, nie do końca. John napisał „One After 909” prawdopodobnie około 1955 roku, dwa lata przed tym, zanim poznał Paula. Ale gdy grywali ją w czasach The Quarrymen, była już ich wspólnym dzieckiem, Paul na pewno coś dołożył od siebie. Czyli jednak pierwsze…
I ostatnie zarazem. To ostatnia na płycie „Let It Be” piosenka, którą można przypisać tej spółce kompozytorskiej (kolejne trzy są dziełami samodzielnymi: „The Long and Winding Road” McCartneya, „For You Blue” Harrisona i „Get Back” McCartneya). Utwór, wydany oficjalnie na płycie 10 maja 1970 r., został zarejestrowany 30 stycznia 1969 r. na żywo podczas koncertu na dachu. I wprawdzie w połowie 1969 roku nagrali jeszcze wspaniały album „Abbey Road”, tworzony wedle zasady „jak za starych, dobrych lat”, to przecież już nie pisali razem… Ta wiązanka na drugiej stronie płyty paradoksalnie wręcz podkreśla ten fakt – utwory są połączone, ale dokładnie widać, gdzie leży miedza…
Wracając do tematu, czyli „One After 909”, piosenka ma nieco banalny tekst, ale trzeba przyznać, że jak na 15-latka ciekawy. Chociażby to zaskoczenie, że bohater miał zły bilet. Na surrealizm poczekamy jeszcze kilka lat.


Ma mała mówi: „Jechać tym po dziewiątej dziewięć mam”
Ja jej: „Ruszaj się, kotku, tą linią też jeżdżę ja”
Mówię: „Ruszaj się” raz, „Ruszaj się” dwa
Nie bądź, mała, zimna jak lód tak
Mówi: „Jechać tym po dziewiątej dziewięć mam”

Błagałem, by została, na kolanach wręcz błagałem ją
„Ty tylko się wygłupiasz, ze mną się wygłupiasz wciąż”
Mówię: „Ruszaj się” raz, „Ruszaj się” dwa
Nie bądź, mała, zimna jak lód tak
Mówi: „Jechać tym po dziewiątej dziewięć mam”

Bagaże w garść, na stację truchtem
Mówią mi: „Masz przecież złą miejscówkę”
Bagaże w garść, znowu dom
Widzę, że na numerze mam błąd, cóż

Mówi: „Jechać tym po dziewiątej dziewięć mam”
Ja jej: „Ruszaj się, kotku, tą linią też jeżdżę ja”
Mówię: „Ruszaj się” raz, „Ruszaj się” dwa
Nie bądź, mała, zimna jak lód tak
Mówi: „Jechać tym po dziewiątej dziewięć mam”

Bagaże w garść, na stację truchtem
Mówią mi: „Masz przecież złą miejscówkę”
Bagaże w garść, znowu dom
Widzę, że na numerze mam błąd, cóż

Mówi: „Jechać tym po dziewiątej dziewięć mam”
Ja jej: „Ruszaj się, kotku, tą linią też jeżdżę ja”
Mówię: „Ruszaj się” raz, „Ruszaj się” dwa
Nie bądź, mała, zimna jak lód tak
Mówi: „Jechać tym po dziewiątej dziewięć…”
Więc mówi: „Jechać tym po dziewiątej dziewięć…”
Więc mówi: „Jechać tym po dziewiątej dziewięć mam”
Olsztyn, 31.03-3.04.2020



Horacy Tłumacy - na Facebooku
Horacy Tłumacy - na YT
Horacy Tłumacy - lista przetłumaczonych piosenek

wtorek, 31 marca 2020

Czeka na nas Marrakesz!

Miałem w tym roku jechać do Maroka. Innym wariantem urlopowym było Los Angeles (pojawiło się bezpośrednie połączenie z Warszawy). I chciałem wrócić do Indii. Wszystko wskazuje na to, że nie będzie ani Maroka, ani Los Angeles, ani Indii. Może będą Chełchy koło Ełku (to metafora znana tylko mnie i żonie).
Napisać mogę wszystko, nikt mnie nie sprawdzi, ale na dowód, że szykowałem się na Maroko, mam pewną piosenkę, którą zacząłem tłumaczyć cztery dni po powrocie z Bolonii, jeszcze bez wizji świata spętanego koronawirusem. Z „Marrakesh Express” Crosby, Stills and Nash poznałem się bliżej i mocno polubiłem w 1994 roku, z okazji powtórzonego wówczas Woodstocku. CSN wystąpili na jubileuszowym festiwalu jako jedna z kilku oryginalnych gwiazd z epoki. I w 1969, i w 1994 roku zagrali m.in. właśnie „Marrakesh Express”. Z tą tylko różnicą, że w 1969 roku było to pierwsze publiczne wykonanie. No, ile piosenek może się pochwalić, że miało premierę na Woodstocku?


Graham Nash napisał ten utwór jeszcze w czasach, gdy był członkiem The Hollies, ale coś nie wyszło zespołowi z nagraniem, istnieje tylko wersja demo z 1968 roku. Gdy Nash przeniósł się do świeżo powstałej supergrupy, miał co zaproponować nowym kolegom.


Nash był na wakacjach w Maroko w 1966 roku (szczęśliwiec). Ruszył pociągiem z Casablanki do Marrakeszu, oczywiście pierwszą klasą. Szybko zrozumiał, że nie po przyjechał do Maroka, by podróżować z klasą średnią z Ameryki i przeniósł się do tańszych wagonów, w których podróżowali lokalsi. Reszta jest historią (muzyki).


Zachód w oczach twych, przez nie patrzę na nasz świat
Marokańskie niebo, pod nim pociąg z nami gna
Kaczek, świń, kurczaków głos
Wagony zwierząt pełne są
Jankeski niskie błękit czczą, i już

Pajęczynę zgarniam, którą w myślach mam
I zabieram się stąd, co znajdziemy tam?
Przyszłe dni, spodziewam się
Wrócą nas do tamtych miejsc
I nie słuchaj tego, co gadają znów

Popatrz czym jedziemy, to jest Marrakesh Express
Popatrz czym jedziemy, to jest Marrakesh Express
Czeka na nas Marrakesz!
Pociąg z nami mknie
Pociąg z nami mknie

Oszczędzałem długo forsę, by tu zabrać cię
Jak ogród pachną włosy twe!

Z Casablanki pociąg, na południe kurs
Puszczam kółka dymu bokiem moich ust
Bawełny barwnej pełno jest
Na placach kobry wdzięczą się
Dżelab w paski w domu dobrze mieć
Cóż, niech usłyszę cię!

Popatrz czym jedziemy, to jest Marrakesh Express
Popatrz czym jedziemy, to jest Marrakesh Express
Czeka na nas Marrakesz!

Popatrz czym jedziemy, to jest Marrakesh Express
Popatrz czym jedziemy, to jest Marrakesh Express
Czeka na nas Marrakesz!
Pociąg z nami mknie
Pociąg z nami mknie
Pociąg mknie
Olsztyn, 23.02-31.03.2020



Horacy Tłumacy - na Facebooku
Horacy Tłumacy - na YT
Horacy Tłumacy - lista przetłumaczonych piosenek

niedziela, 29 marca 2020

Summa Dylaniae

Dawno, a może nigdy, żadna piosenka nie poruszyła mnie tak przy pierwszym przesłuchaniu. Może czas taki… Bob Dylan w piątek niespodziewanie wydał pierwszy od ośmiu lat własny premierowy utwór. Co więcej, Boski Bob pokazał ludzkie oblicze, dołączając do umieszczonej na YT piosenki komentarz z pozdrowieniami dla fanów, w których nie zabrakło słów o bezpieczeństwie (wiadomo z jakiej dramatycznej okazji) i odwołania do Boga. Jak na papieża introwertyków, bardzo ciepłe przesłanie. Może czas taki…
Nie wiadomo, kiedy „Murder Most Foul” zostało nagrane, jest informacja, że „jakiś czas temu”. Najwięksi fani może rozpoznają po niuansach wykonawczych czy to było w lutym tego roku, czy z pięć lat temu, ja się nie podejmuję. Podjąłem się za to tłumaczenia. To jedna z tych premierowych piosenek, które postanowiłem przetłumaczyć już przy pierwszym przesłuchanym wersecie. Tak było na przykład z „Almost Like the Blues” Leonarda Cohena.
Wracając do Dylana… To najdłuższa piosenka, jaką kiedykolwiek nagrał. Prawie 17 minut. Było co tłumaczyć, było nad czym łamać głowę. Dylan bardzo często (z wiekiem zwłaszcza) nie przejmuje się akademicką wersyfikacją, co przy tłumaczeniach bywa katorgą. W tym przypadku jednak ta swobodna melorecytacja, w której ani liczba sylab w wersie, ani liczba wersetów w zwrotce nie trzyma jednego wzorca, była zbawienna. Po złapaniu mniej więcej rytmu poszło jak z płatka, co mnie trochę martwi. Boję się, czy to aby nie złudna wiktoria.


To był ciemny dzień w Dallas, listopad '63
To dzień, który będzie w niesławie żył
Prezydent Kennedy na topie trzymał się
Dobry dzień na życie i dobry dzień na śmierć
Niczym ofiarny baranek prowadzony na rzeź
Powiedział: „Chwilę, chłopcy, czy wiecie kim jam jest?”
„Oczywiście, że wiemy, dobrze wiemy to!”
A potem zdmuchnęli mu głowę, gdy w samochodzie był z nią
Zastrzelony niczym pies w biały dzień
To była kwestia czasu, a czas był właśnie ten
„Masz niespłacone długi, przyszliśmy odebrać je
Zabijemy cię z nienawiścią, bez szacunku wręcz
Szokujemy cię i kpimy z ciebie prosto w twarz
Mamy już kogoś, kto się na twe miejsce zda”
Więc rozwalili w ten dzień mózg króla i
Tysiące patrzyły, nikt nie widział nic
To stało się tak szybko, nagle, zaskoczyli nas
Na oczach wszystkich, ktokolwiek tam stał
Największy pod słońcem magiczny trik
Perfekcyjnie zrobiony, wprost geniuszu błysk
Wolfman, och Wolfman, skowytu głos
Rub-a-dub-dub, to jest ohydny mord

Cisza, dzieciaki, będziecie stać
Beatlesi nadchodzą, za ręce chcą trzymać was
Zjedź w dół po poręczy, idź wziąć swój płaszcz
Płynie prom przez Mersey, do gardła rzuca się nam
Idzie trzech włóczęgów, każdy łach ma swój
Pozbieraj kawałki mózgu i flagi w dół
Wyruszam do Woodstock, Era Wodnika jest
Potem do Altamont, blisko sceny siedź
Wystaw głowę przez okno, czasy dobre są
Za trawiastym pagórkiem szykuje się show
Kładź cegłę na cegle, cement lej
Nie mów, Panie Prezydencie, że Dallas nie kocha cię
Połóż stopę na baku i naciskaj gaz
Potrójne przejście podziemne, drogę znasz
Z czarną twarzą śpiewak, z białą twarzą klaun
Lepiej nie pokazuj swej twarzy, kiedy dzień już zgasł
Dzielnica czerwonych latarni, gliny mają cynk
Życie jak w koszmarze na Elm Street
Kiedy wdepniesz na Deep Ellum, pieniądze do buta włóż
Nie pytaj, co dla ciebie kraj może zrobić twój
Forsa na stół, pieniądze na stos
Dealey Plaza, skręć w lewo stąd
Schodzę na skrzyżowanie, by postawić znak
Miejsce, w którym wiara, nadzieja i miłość umarły nam
Zastrzel go, póki biegnie, chłopcze, zastrzel go, póki czas
Sprawdź, czy niewidzialnego trafić ci się da
Żegnaj, Charlie! Żegnaj, wujku Sam!
Szczerze, panno Scarlett, całkiem gdzieś to mam
Jaka jest prawda i co właściwie z nią?
Pytaj Oswalda i Ruby’ego, pewnie wiedzą to
„Zamknij się”, mądra stara sowa dała głos
Biznes to biznes, a to jest ohydny mord

Jestem Królową Kwasu, Tommy, czy słyszysz mnie?
Jeżdżę czarną limuzyną Lincolna, długa jest
Na tylnym siedzeniu moja żona i ja
Wybraliśmy się prosto na tamten świat
Przechylam się w lewo, głowa na kolanach jej
Trzymaj się, ktoś w jakąś pułapkę wpuścić mnie chce
Nie prosimy o litość i nie dostanie jej nikt
Jesteśmy właśnie na ulicy, na której przyszło mieszkać ci
Okaleczyli jego ciało, potem wyjęli mózg
Co jeszcze mogli zrobić? Jak się mogli czuć?
Lecz jego dusza nie była tam, gdzie powinna trwać
Przez ostatnie pięćdziesiąt lat szukali, bez szans
Wolność, och wolność, wolność mi się śni
Niechętnie to panu powiem, lecz tylko martwi mogą wolni być
Daj mi swą miłość, mów mi bez kłamstw
Wrzuć pistolet do rynny i ruszaj sam
Budź się, mała Susie, ruszmy w drogę dziś
Przez Trinity River, daj nadziei żyć
Radio teraz włącz i nie ruszaj go
Szpital w Parkland, tylko sześć mil stąd
Durzę się w tobie, panno Lizzy, wypełniasz ołowiem mnie
Ta magiczna kula od ciebie trafiła w mój łeb
Jestem jak patyk, jak Patsy Cline
Nie strzelaj do nikogo z przodu i z tyłu też żal
Krew mam w oku swym i w uchu mam krew
Do Nowej Granicy nigdy nie zbliżę się
Film Zaprudera oglądałem w poprzednią noc
Trzydzieści trzy razy, może sto
To jest podłe, podstępne, okrutne, wredne wręcz
Najbrzydsza, jaką kiedykolwiek widziałeś, rzecz
Zabili go raz, zabili go razy dwa
Jak ludzką ofiarę zabili go tak
W dniu, w którym go zabili, ktoś do mnie rzekł:
„Synu, epoka Antychrysta dopiero zaczyna się”
Air Force One czeka już na start
Johnson przysięgę o 14:38 ma
Daj mi znać, kiedy ręcznik zechcesz rzucić, bo
Jest tak jak jest, a to jest ohydny mord

Co nowego, kotku? Co żem rzekł?
Powiedziałem, że dusza narodu uleciała gdzieś
I że zaczyna właśnie powoli się psuć
I że minęło trzydzieści sześć godzin po Sądnym Dniu
Wolfman Jack ma językowy dar
Wyciąga wszystkie tony, które w płucach ma
Zagraj mi coś, panie Wolfman Jack
Graj dla mnie, gdy w moim długim Cadillacu gnam
Graj mi, że „Tylko bogowie młodo mrą”
Weź mnie tam, gdzie Toma Dooleya powiesił sąd
Graj „Szpital Świętego Jakuba” i króla Jakuba dwór
Jeśli chcesz zapamiętać, lepiej zapisz imiona już
Graj też Ettę James, graj „Wolę ślepą być”
Graj to dla człowieka, co ma telepatyczny zmysł
Graj Johna Lee Hookera, graj „Plecy mi drap”
Graj to dla szefa striptizklubu o imieniu Jack
Guitar Slim wchodzi w wolny ton
Graj dla mnie i dla Marilyn Monroe graj to

Graj „Proszę, bym nie był zrozumiany źle”
Graj dla Pierwszej Damy, nie czuje się dobrze też
Graj Dona Henleya, niech gra Glenn Frey
Podprowadź to pod granicę i odejść daj
Graj dla Carla Wilsona, znów
Patrząc daleko w Gower Avenue dół
Graj tragedię, graj „Zmierzchu czas”
Zabierz mnie do Tulsy, tam, gdzie była zbrodnia ta
Graj kolejny numer „Kolejny gość gryzie piach”
Graj „Stary szorstki krzyż” i „Bogu ufamy tak”
Różowym koniem w długą, samotną drogę jedź
Stań tam i poczekaj, aż eksploduje mu łeb
Graj „Tajemniczy pociąg”, prosi Tajemniczy Pan
Człowiek, jak drzewo bez korzeni, już martwy padł
Graj dla wielebnego, dla pastora to graj
Graj to dla psa, któremu pana brak
Niech gra Oscar Peterson, niech gra Stan Getz
Graj „Błękitne niebo”, niech gra Dickey Betts
Niech gra Art Pepper i Thelonious Monk
Charlie Parker i cały ten koks
Cały ten koks i „Cały ten jazz”
Ptasznikowi z Alcatraz coś zagraj też
Niech gra Buster Keaton, gra Harold Lloyd
Niech gra Bugsy Siegel, gra Pretty Boy Floyd
Graj w ruletkę, obstawiaj coś
Graj „Wypłacz mi rzekę”, dla Boga bogów to
Graj „Numer dziewięć”, graj numer sześć dziś
Graj to dla Lindseya i dla Stevie Nicks
Graj „Chłopca natury”, niech gra Nat King Cole
Terry Malloy czeka na „Gdzieś na odludziu” wciąż
Graj „To zdarzyło się nocą” i „Jednej nocy grzech”
Dusz dwanaście milionów w to wsłuchuje się
Graj „Kupca weneckiego”, graj „Kupców śmierci” więc
Graj „Stellę przy świetle gwiazd”, dla Lady Makbet rzecz
Bez obaw, panie prezydencie, pomoc jedzie tu
Twoi bracia nadchodzą, diabeł chce zapłaty już
Bracia? Jacy bracia? Co do diabła jest?
Mów im: „Czekamy, chodźmy dalej”, my też będziemy je mieć
W Love Field przed południem jego samolot siadł
Lecz nigdy już od ziemi nie oderwał się tak
To było trudne do naśladowania, jak powtórzyć to
Na ołtarzu wschodzącego słońca zabili go
Graj mi „Zamglenie” i „Stary diabeł księżyc” już
Graj „Przejdzie cokolwiek” i „Memphis w czerwcu” znów
Graj „Samotny na szczycie” i „Samotni odważni są”
Graj dla Houdiniego, kręcącego się wokół grobu wciąż
Niech gra Jelly Roll Morton, niech „Lucille” gra
Graj „Głęboko we śnie” i „Napędowy wał”
Graj sonatę „Księżycową” w tonacji fis-dur
I dla króla, co przy harfie, „Do autostrady klucz”
Graj „Marsz przez Georgię” i „Bębny Dumbarton” graj mi
Graj w ciemnościach, a śmierć przyjdzie, kiedy ma przyjść
Graj „Kochaj albo rzuć” jak wielki Bud Powell grał to
Graj „Zakrwawiony sztandar”, graj „To jest ohydny mord”
Olsztyn, 27-29.03.2020

Odniesień, aluzji, cytatów jest w tekście tyle, że nie sposób do wszystkich się odnieść. Szukajcie i cieszcie się na własną rękę… W kilku przypadkach pomogą moje odnośniki.


Horacy Tłumacy - na Facebooku
Horacy Tłumacy - na YT
Horacy Tłumacy - lista przetłumaczonych piosenek

wtorek, 17 marca 2020

To jest piosenka katastroficzna

Nie można mnie zamykać w domu, bo piszę piosenki. Na razie jedną. Od razu z zapowiedzią drugiej, która, mam nadzieję, zamknie ten temat. Na tematy medyczne nie będę się wypowiadał, na tematy społeczne jak najbardziej. W tej chwili najbardziej boję się scenariusza z Arras. Szczęśliwego końca zarazy!


a
To jest prawdziwy efekt motyla,
a
Zjadł nietoperza ktoś w Kraju Środka.
a
Skutek jest taki, głupia to chwila,
G a
Witasz się w Polsce z pomocą łokcia.

a
Za co ta kara? Poznaj wyniki:
a
Skoro nie stałeś po dobrej stronie,
a
To i monarchie, i republiki,
G a
Całe narody chodzą w koronie.

a
Chodzą, choć raczej każdy już leży.
a
Wszyscy to wiedzą, jeden zaprzeczał.
a
Znów jest zaraza, znów dwóch papieży.
G a
To jakaś zima jest średniowiecza.

a
Chodzą, choć raczej każdy już leży.
G
Wszyscy to wiedzą, jeden zaprzeczał.
a
Znów jest zaraza, znów dwóch papieży.
G a
To jakaś zima jest średniowiecza.

a
Patrzy Franciszek ze swego okna,
a
Nie był tak pusty nigdy podobno,
a
Jak dziś, plac święty świętego Piotra.
G a
Jesteśmy razem, czyli osobno.

a
Czasem jest sacrum, czasem profanum.
a
Coś będzie tanieć, coś będzie drożeć.
a
W telewizorze jakiś mąż stanu
G a
Właśnie obiecał, że będzie gorzej.

a
Więc będzie gorzej, czyli nie lepiej.
a
Można by słuchać o tym bez końca.
a
Stoją kolejki już w każdym sklepie:
G a
Papier, spirytus, makaron, mąka.

a
Więc będzie gorzej, czyli nie lepiej.
G
Można by słuchać o tym bez końca.
a
Stoją kolejki już w każdym sklepie:
G a
Papier, spirytus, makaron, mąka.

a
Mąka, wiadomo, może być chlebem.
a
Spiryt, wiadomo, można się upić.
a
Po co ten papier, nikt chyba nie wie,
G a
Życie i tak jest przecież do dupy.

a
Wciąż nie wiadomo, gdzie jest Regina,
a
Tutaj nie chodzi jednak o papier.
a
Marzenie takie znów się zaczyna:
G a
Powrót Zarazy, ale na trasę.

a
Cukier, mydełka, baterie, chemia,
a
Woda, konserwy, podpaski, żele,
a
Świece, zapałki, maseczki (nie ma)…
G a
Czemu nieczynne jest wciąż w niedziele?

a
Cukier, mydełka, baterie, chemia,
G
Woda, konserwy, podpaski, żele,
a
Świece, zapałki, maseczki (nie ma)…
G a
Czemu nieczynne jest wciąż w niedziele?

a
Właśnie – w niedzielę! „Dzień święty święcić!”
a
Koniec z profanum, sacrum powraca.
a
Można wciąż święcić, do pięćdziesięciu,
G a
Reszta po domach, Pan Bóg wybacza.

a
Bogu niegroźna msza w internecie.
a
Może za chwilę (w sensie, że zaraz)
a
Przyjdzie ochota ludziom na więcej:
G a
Na nabożeństwo za miasto Arras.

a
Dzień święty święcić, uczyć się w szkolny.
a
Z trudem dociera, że to nie żarty.
a
Na własnej skórze lekcja historii,
G a
Jak na złość chce się na jakieś party.

a
Dzień święty święcić, uczyć się w szkolny.
G
Z trudem dociera, że to nie żarty.
a
Na własnej skórze lekcja historii,
G a
Jak na złość chce się na jakieś party.

a
Dzieci pod kluczem, w tramwajach pusto.
a
Życie jak w filmie katastroficznym.
a
Myśl taką słychać, może i słuszną,
G a
Że lepiej dzisiaj być negatywnym.

a
Patogen przegra, będą owacje.
a
Kto będzie drugi, nie będzie pierwszy.
a
Warto powtórzyć za pewnym Jackiem:
G a
Z woli wyborców odejdzie Churchill.

a
Prosta piosenka, wesołe słowa…
a
Póki co, w oknach wszyscy się cieszą.
a
Tak kwarantanna trwa narodowa.
G a
Sprawdźcie, jak będę śpiewał za miesiąc!

a
Prosta piosenka, wesołe słowa…
G
Póki co, w oknach wszyscy się cieszą.
a
Tak kwarantanna trwa narodowa.
G a
Sprawdźcie, czy będę płakał za miesiąc!
Olsztyn, 15-17.03.2020

Wspomniany w piosence Jacek to oczywiście Jacek Kaczmarski i jego piosenka „Jałta”. Co do Churchilla, to wygrał wojnę, ale przegrał wybory i to jest dobry przykład. Natomiast w niedzielę rano, wyszedłszy na tradycyjny spacer nad Jeziorem Długim, miałem refleksję rodem innego utworu Kaczmarskiego. Utwór „Świadectwo” mówi o pierwszych tygodniach stanu wojennego.
Luźno w knajpach i na trasach
I w "Kasprowym" znów kultura
Choć raz w życiu wczasy - klasa
Jak nie w Polsce, jak nie w górach!


Horacy Pisaty - na YT
Horacy Pisaty - lista moich piosenek

wtorek, 3 marca 2020

Przebił się z bluesem

Pattie Boyd powinna być chyba wprowadzona do Rock and Roll Hall of Fame. Dzięki jej wdziękowi osobistemu powstało kilka naprawdę wielkich utworów, że wymieńmy choćby „Something” czy „Laylę”. „For You Blue” może szczególnie wielka nie jest, ale urody temu 12-taktowemu bluesowi odmówić nie sposób. Oczywiście napisał ją George Harrison, w szczęśliwych latach ich małżeństwa (zakończonego w 1977 roku). Piosenka, jak to u Beatlesów, jest prosta, ale nie prostacka. Podobno w 1969 roku Harrison zaczął już chomikować piosenki na swoją karierę solową, wiedząc, że i tak się ze wszystkim nie przebije przez Lennona i McCartneya. Wpasował się tym poniekąd w strategię Lennona i w mniejszym stopniu McCartneya, którzy na sesję „Let It Be” za dużo nie przynieśli...
W serialu telewizyjnym z lat 70. „All You Need Is Love: The Story of Popular Music” Ringo Starr opowiada o pracy w studiu nagraniowym. Rzecz sprowadza się do tego, zdaniem perkusisty The Beatles, by sprawić, że gitara brzmi jak fortepian, a fortepian jak gitara. I to chyba w tym utworze właśnie się stało – Paul McCartney nie gra prawdopodobnie na basie, lecz imituje jego dźwięki na preparowanym pianinie.
Ja spreparowałem następujące tłumaczenie:


Bo jesteś taka piękna, kocham ciebie
Bo jesteś taka słodka, dobrze wiem
Największa miłość, jaką znasz, czyż nie

Tak pragnę cię nad ranem, kocham ciebie
W tych chwilach pragnę ciebie, gdy mi źle
Dla ciebie każdą chwilą żyję więc

I kocham cię, od chwili gdy ujrzałem
Wystarczył moment, popatrzyłaś się
Wciąż czuję to, nadzieję mam, ty też

Bo jesteś taka piękna, kocham ciebie
Bo jesteś taka słodka, dobrze wiem
Największa miłość, jaką znasz, czyż nie
Olsztyn, 2-3.03.2020



Horacy Tłumacy - na Facebooku
Horacy Tłumacy - na YT
Horacy Tłumacy - lista przetłumaczonych piosenek

piątek, 28 lutego 2020

Autorka zmienną jest

Bożena Kraczkowska lubi jubileuszować, a my lubimy Bożenę Kraczkowską. Te dwa fakty przecięły się dziś w Gietrzwałdzie i przybrały postać wieczoru autorskiego Bożeny pod tytułem „Autorska zmienność”.


Nie chciałbym znów małostkowo poprawiać Bożenie tytułów, jak to robiłem kilkanaście lat w pracy (w której nie ma nas już przecież od dawna), ale miałbym kilka własnych propozycji na nazwę dzisiejszego wydarzenia artystyczno-towarzyskiego, np.:
- „Autorka pracująca, żadnej twórczości się nie boi”,
- „50 twarzy Bożeny”,
- „Makowa Panienka”.


Dobry benefis, a to był przecież benefis na zakończenie rocznych obchodów 20-lecia pracy twórczej Kraczkosi, nie może obejść się bez gości. I od nich, jeśli chodzi o stronę muzyczną, się zaczęło.


Do Bożeny dołączyli Janusz Sendela i Vito Castillo, wykonując własny „Amok blues”.


Kolejny gość wyskoczył z laptopa. Mówił brzydkie wyrazy. Ale to Kraczkosia napisała „dupa”. Wojciech Malajkat tylko interpretował…


Literatura, przywołana przez kolegę Bożeny z czasów mrągowskich, była zresztą bohaterką dzisiejszego wieczoru na równi z muzyką. Rozmowę o książkach Kraczkosi podtrzymywał niezawodny w takich sytuacjach Robert Lesiński z Radia Olsztyn.


Jeśli jesteśmy w Gminnym Ośrodku Kultury w Gietrzwałdzie (o nie, od niedawna to Centrum Kulturalno-Biblioteczne), to wiadomo, że musi się pojawić Tomasz Salej. Na razie jako akompaniator, który pomógł Bożenie zaprezentować „Mój cień blues”.


No i jeśli jesteśmy w Gietrzwałdzie, to wiadomo, że musi się pojawić Janusz Sendela. Pierwsza z dwóch benefisowych piosenek, jakie dziś usłyszeliśmy.


Zanim przejdziemy do drugiego panegiryku ku chwale Bożeny, na scenie w towarzystwie Tomka Saleja pojawia się Agnieszka Siudem-Nowicka (znana już na tej scenie…) z godną Festiwalu Piosenki Aktorskiej interpretacją pieśni o pewnym bajkopisarzu.


Po drugim (tym benefisowym) utworze nie mogłem się powstrzymać przed zapytaniem Siudemki, która wróciła do naszego stolika: „Co ty wyprawiasz?”…


Aha, skoro ciągle jesteśmy w Gietrzwałdzie, nie mogło zabraknąć szefa Centrum Kulturalno-Bibliotecznego (o, już się nauczyłem). Paweł Jarząbek w krótkim, jak na niego, wystąpieniu zarysował podstawowe problemy zespołu uwarunkowań moralnych związanych z byciem ekstrawertykiem.


Na finał Bożena zajechała Mercedesem Benz w tonacji H.


PS Ze zdziwieniem uświadomiłem sobie, że ja w tym roku jesienią będę (będę?) obchodził 40-lecie pracy artystycznej…

poniedziałek, 17 lutego 2020

Bolonia na prawo, Bolonia na lewo

Mówią (kto mówi? przykłady! nazwiska!), że Bolonia jest jak pomidor. Z zewnątrz czerwona, ale za to w środku też czerwona… Nie wspiąłem się na żadną wieżę, by doświadczyć widoku tej czerwieni z góry (większość krytych ceglaną dachówką starówek jest czerwona z tej perspektywy), ale nawet chodząc ulicami widać, że miasto powstawało przez wieki z czerwonej cegły. I choć później pojawił się tynk, to przeważnie bordo.


No dobra, a co z wewnętrzną czerwienią? Pobieżne kilkudniowe obserwacje nie dają pewności, chociaż zapewne nie bez powodu odwiedzał kiedyś Bolonię kolega nieprzypadkowo zwany Rybą Młotem. Gdyby był tu w sobotę, na pewno nie zabrakłoby go na tej manifestacji.


Na Piazza Nettuno pod Palazzo Comunale spotkali się migranci (emigranci? uchodźcy?), którzy kilka godzin protestowali przeciwko odmowom prawa azylu, niskim płacom...


Dla odmiany następnego dnia na naszej ulicy ustawili się przedstawiciele Ligi, czyli partii, której przewodzi czołowy włoski eurosceptyk Matteo Salvini (z jej działaniem, wówczas pod nazwą Ligi Północnej, zetknąłem się w 1996 roku, w pierwszych chwilach pobytu na włoskiej ziemi). Można się było wciągnąć na członka, ale nie skorzystałem.


Dla odmiany napis na Piazza Vittorio Puntoni u wylotu via Zamboni. Trudno sobie wyobrazić, żeby sprzeciw wobec mordowaniu kobiet nie był lewicowy…


Kilkaset metrów dalej na via Zamboni mural, który zapewne niesie jakieś przesłanie polityczne (sporo postaci historycznych, ale żadnej nie rozpoznaję).


Ten napis na via Zambonii, u progu Piazza Giuseppe Verdi, jest jednoznaczny politycznie. Jego bohaterem jest Francesco Lorusso, który zginął 11 marca 1977 roku postrzelony śmiertelnie przez karabiniera w czasie zamieszek studenckich w tej okolicy. Był członkiem komunizującej (pamiętajmy jednak, że to słowo znaczy na Zachodzie co innego niż na Wschodzie) organizacji Lotta Continua, czyli Walka Trwa, rozwiązanej już zresztą chyba od roku.


Spotkanie chyba pod hasłami feministycznymi przy via Pescherie Vecchie.


Obrońcy praw zwierząt na prawicę raczej nie głosują…


II wojna światowa dla Włochów nie jest chyba tym samym czym jest dla nas. Na pewno to upraszczam, ale to dla nich przedłużenie wewnętrznej walki politycznej między lewicą i prawicą. Tak dalece wewnętrznej, że na tej tablicy na Palazzo Comunale przy Piazza Nettuno nie widzę informacji, że 21 kwietnia 1945 roku Bolonię wyzwolił 2 Korpus Polski Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie.


Na via Vicolo Luretta jedna partii drugiej partii pokazuje co sądzi na jej temat…


A największe stronnictwo ma swoją własną ulicę.

Bolonia na tłusto

Nikogo głodnego Bolonia nie wypuści… Nasze kulinarne przygody w stolicy regionu Emilia-Romania nie były może szczególnie wysublimowane, ale też nie zaczęły i nie zakończyły się przecież na pizzy, która, owszem, była, ale o tym za chwilę. Zaczęliśmy od… irlandzkiego pubu Cluricaune. Powody były muzyczne, ale coś tam można było zjeść. Naszą ofiarą (a może to my byliśmy ofiarami?) padł big burger, w którego składzie znalazły się carne di manzo (czyli wołowina), fontina (czyli ser, ale nie poczułem) i oczywiście lattuga (sałata), pomodoro (wiadomo) i salse (sos). Co do bułki, to była słodka jak mazurek wielkanocny… Aha, no i oczywiście to wszystko było serviti con patate fritte, które z tego wszystkiego były najlepsze. Nie ma co narzekać, skoro we Włoszech zaczyna się od hamburgera… Na szczęście na stole wylądowała też bruschetta classica, czyli pomodoro, sale, olio, origano (nie ma co tłumaczyć). Tego we Włoszech nie potrafią zepsuć. Był też typowo boloński przysmak, czyli piadine (powiedzmy naleśnik) w wersji light z prosciutto cotto (gotowana szynka) i fontina (już wiemy, ser). Co ciekawe, też serviti con patate fritte (ale gorszymi niż przy hamburgerze).


Druga kulinarna przygoda następnego dnia w południe. Po wizycie w Mercato di Mezzo spodziewaliśmy się dużo, bo kojarzymy z satysfakcją takie przybytki (wiele restauracji w jednym miejscu) z Hiszpanii i Portugalii. Nie chcę powiedzieć, że się zawiedliśmy, ale szału nie było, chociaż lada wyglądała obiecująco…


W programie tortelloni speck e radicchio (czyli ze słoniną i jakąś czerwoną odmianą cykorii, typową dla północnych Włoch) oraz balanzone alla mortadella (pytanie czy nazwa balanzone pochodzi od doktora Balanzone, postaci z komedii dell'arte, czy raczej to il Dottore wziął nazwę od tych zielonych z powodu szpinaku tortelloni z ciasta francuskiego, nadziewanych w tym przypadku mieloną mortadelą, która przecież sama powstaje z drobno zmielonego mięsa). Typowe dania barowe i takiż smak…


Na pocieszenie widok z pobliskiego sklepu. Na zakupy jeszcze przyjdzie pora.


Wieczorem sukces. Świetna muzyka i świetna kolacja w Cantina Bentivoglio. Na początek firmowy starter (ricotta, salami, mortadela, oliwki, parmezan) oraz crostino parmigiana (czyli po prostu świetna zapiekanka z serem), a potem niepozornie wyglądające, ale niesamowite tortellini z wołowiną w rosole drobiowym…


... i równie niepozorne i równie niesamowite ragout alla bolognese.


Śniadania we własnym zakresie. Herbata z tego czajnika nie może nie smakować…


Na drugie śniadanie wizyta w bardzo popularnym Pappare' (stolik zdobyliśmy cudem). Mnóstwo pokus…


…ale te rogale z pastą pistacjową i banalnie niebanalną czekoladą wystarczyły.


Pierwszą pizzę we Włoszech jadłem 24 lata temu w Wenecji i albo od tego czasu Włosi nauczyli się robić swoją narodową potrawę, albo po prostu w Wenecji niczego się nie powinno jeść. W każdym razie ta w Bolonii w Pizza Casa przy via delle Belle Arti była świetna.


Tania i świetna. Propozycja dla proletariatu, co widać było po warunkach konsumpcji i po współkonsumentach.


Pora na zakupy regionalne. Nasze ciężko zapracowane złotówki zamienione na euro wydaliśmy w sklepie Tamburini przy via Drapperie. Owszem, dobrze widzicie. Flakonik 150-letniego octu kosztuje 310 euro. Fakt, wina z dobrych roczników bywają droższe. Dla uspokojenia dodam, że my kupiliśmy ocet balsamiczny w wieku przedszkolnym.


Na podwieczorek daliśmy drugą szansę Mercato di Mezzo. Słusznie, desery tanie (jak na Włochy) i smaczne (jak to we Włoszech).


Nie wiem, skąd się obrońcy praw zwierząt dowiedzieli, że jedliśmy mortadelę, ale właśnie przed naszą kamienicą przy via dell'Indipendenza urządzili protest…


I to była zapowiedź wieczornej porażki. Średnia ocen w Internecie mówiła, że będzie dobrze, ale w Va Mo La przy via delle Moline nie było dobrze. Lasagna była średnio smaczna i zimna.


Dla odmiany polpettine alla bolognese, czyli pulpety po bolońsku, były zimne i średnio smaczne.


Wracając z ostatniej bolońskiej przygody kulinarnej trafiliśmy na tę ulicę. Ale nie róbcie z nas malkontentów… To był jednak udany wypad.

Dwie rzeczy, które napełniają duszę podziwem i czcią - dach nade mną i chodnik pode mną

Zaczęło się, tradycyjnie, od naginania prawa… Ziemia w średniowiecznych miastach była bardzo droga (a dziś nie jest?), więc mieszczanie, chcąc powiększyć swoją przestrzeń życiową, rozbudowywali górne piętra, a dolne, od powierzchni których liczył się podatek, zostawiali szczuplejsze. Stosunek góry do dołu rósł pewnie w postępie geometrycznym, aż okazywało się, że opuchlizna na piętrach wymaga podpierania. I tak powstały słynne bolońskie portyki. Czemu w innych miastach Europy nie przybrało to takich masowych rozmiarów? Może akurat w Bolonii w radzie miasta znalazł się jakiś mądry (w końcu to miasto najstarszego uniwersytetu cywilizacji zachodniej), który przekuł problem w sukces, ustalając prawo miejskie nakazujące budowanie kamienic z przylegającymi do nich podcieniami. Nowe prawo, oczywiście, też niekoniecznie zawsze było przestrzegane. Choćby dlatego, że stawiało konkretne wymagania co do wysokości i szerokości podcieni, większe z każdym stuleciem (żeby mężczyzna na koniu mógł przejechać), aż po nakaz budowania z kamienia lub cegły. Niezależnie od tego, ilu bolońskich posesjonatów trzymało się przepisów, a ilu je łamało, skutek mamy taki, że dziś w historycznym centrum miasta jest 38 kilometrów chodników, którymi można chodzić i w słońcu, i w deszczu… I jeszcze kilkanaście kilometrów w nowszych częściach Bolonii.
Via Rizzoli. Nie ma wyjścia, trzeba to wszystko przeperegrynować…


Casa Isolani na Strada Maggiore to chyba najstarszy zachowany portyk w Bolonii (z połowy XIII wieku) i przez to zresztą różniący się od tych młodszych o 100, 200 czy 500 lat. Jak widać był z czasów drewna, choć widać również, że nawet dąb musiał po tylu wiekach zostać wymieniony na cegłę…


Inny przykład ze Strada Maggiore. Mniej wiekowy, ale też efektowny.


Via dell'Indipendenza. Nasza ulica.


Via Altabella, czyli w bok od naszej ulicy za Cattedrale Metropolitana di San Pietro.


Piazza della Mercanzia. Z najsłynniejszym widokiem w Bolonii.


Trzy przykłady z Piazza Maggiore. Po pierwsze Palazzo Comunale.


Po drugie Palazzo dei Banchi.


I po trzecie Palazzo del Podesta.


Szereg przykładów z via Zamboni. Po pierwsze szeroko.


Po drugie wąsko.


Po trzecie kolorowo.


Po czwarte wysoko.


Po piąte z widokiem na Piazza Giuseppe Verdi.


I po szóste u stóp Oratorio di Santa Cecilia.


Dla odmiany trzy przykłady z via Borgonuovo. Po pierwsze tu pachnie gotykiem.


Po drugie tu pachnie chyba renesansem.


Po trzecie tu pachniało moczem, co zdarza się nawet w porządnym mieście z krzywą wieżą.


Piazza Santo Stefano, przy której jest Basilica di Santo Stefano (po drugiej stronie aparatu) i otaczająca ją z dwóch stron via (oczywiście) Santo Stefano.


Via Santo Stefano. Portyki, wszędzie portyki… Przygarną każdego – i konsumenta lodów, i uczestnika manifestacji antydyskryminacyjnej wracającego do domu.


Piazza Galvani przy via Farini a na nim Palazzo dell’Archiginnasio.


Via Farini sama w sobie, bez placu i bez pałacu.


Via Ugo Bassi. Im dalej od centrum, tym nowocześniej.


Via San Vitale. Za Torresotto of San Vitale, czyli kiedyś to było za murami miejskimi.


Na koniec przykład nie z tej ziemi… Na terenie Basilica di San Francesco od strony Piazza Malpighi widać trzy Tombe dei Glossatori (tak, tak - groby glosariuszy, czyli po prostu średniowiecznych profesorów prawa, którzy intensywnie komentowali na marginesach ksiąg rzymskie prawo). Nie wiem czy skojarzenie z portykami jest świadome, ale podobieństwo ewidentne…