piątek, 22 lutego 2019

Następnym razem widzimy się wszyscy

Dawno nie byłem na Zobowiązaniu Instruktorskim. Prawie dwa lata. Co przecież nie znaczy, że przez ten czas nie przybyło w hufcu „Rodło” instruktorów. Niestety, nie w mojej obecności. Dziś się udało i byłem świadkiem, jak dwie Druhny rozpoczęły nowy etap swej harcerskiej przygody. W szczególnym dniu, wszak dziś 22 lutego.


Dziś zobowiązanie instruktorskie na ręce komendantki hufca złożyły Paulina Teliczan – drużynowa 216 OGZ „Śmiałe Wilczki” oraz Paulina Rzepczyńska – drużynowa 28 Olsztyńskiej Drużyny Harcerskiej „Szarpie Lux” Lux. Co ciekawe, na poprzednim zobowiązaniu też przyjmowaliśmy w poczet instruktorów ZHP Paulinę…


Nie będę narzekał na słabą frekwencję, bo byłoby to utyskiwanie neofity, który po wielu opuszczonych okazjach stawił się w ciemnym lesie nad rozlewiskiem Wadąga i wytyka innym nieobecność. Cieszę się z każdej z siedmiu osób, które stały dziś nad rzeką.


Siedem osób to dużo czy mało? Powiedzmy, że fajnie byłoby widzieć całą kadrę przy takich uroczystych chwilach. Na pocieszenie przypomniałem sobie, że byłem już świadkiem mniejszych zobowiązań instruktorskich w naszym hufcu. Rekord, też nad rzeką, to były trzy osoby: ja, komendantka (zupełnie inna w zupełnie innej epoce) oraz bohater wieczoru.


To co, następnym razem meldujemy się wszyscy?

sobota, 16 lutego 2019

Kochaj i rób, co chcesz

Kolejny utwór Beatlesów, który zwolennikom „tylko muzyki” wydaje się zapewne błahą miłosną pioseneczką zaintonowaną przez mniej lub bardziej szczęśliwie albo nieszczęśliwie zakochanego Lennona, a po bliższym przyjrzeniu się okazuje się być hymnem ku chwale nie erosa, lecz agape. Możesz zrobić, co chcesz (oczywiście pozytywnego), jedyne, czego do tego potrzebujesz, to miłość. Ale nie ta erotyczna, tylko ta, która przenika cały wszechświat. Normalnie „dilige et quod vis fac”, jak radził św. Augustyn.
Historia tej piosenki jest powszechnie znana, ale nie sposób nie zachwycić się nad faktem, że Beatlesi i tym razem byli prekursorami. Piosenka miała swoją premierę 25 czerwca 1967 roku w czasie pierwszego w historii programu telewizyjnego transmitowanego satelitarnie na cały świat. Beatlesi zagrali w BBC na żywo (prawie na żywo, coś tam leciało z taśmy) dla 400 milionów widzów w 24 krajach. W innych krajach telewizje też wyciągały, co miały najlepszego – w Kanadzie pojawił się twórca pojęcia globalnej wioski Marshall McLuhan, gdzie indziej Maria Callas, a gdzie indziej Pablo Picasso (piszę „gdzie indziej”, bo nie wiem gdzie…).
W tym gronie nie było Polski. Tydzień przed programem cały blok wschodni wycofał się, bo nie podobało mu się, że Zachód ma inne zdanie w sprawie wojny sześciodniowej. Program w założeniu miał być bez polityków i łączyć świat, ale jak widać, przesłanie miłości nie wszędzie miało szansę dotrzeć…


Cokolwiek możesz zrobić, zrobisz to
Co możesz zaśpiewać, wyśpiewasz w głos
Pomyśl każdą rzecz, nauczyć się wszak możesz jej
To proste

Co do zrobienia jest, to zrobi się
Kto do zbawienia jest, to zbawisz też
Pomyśl czego chcesz, nauczyć się wszak możesz sobą być
To proste

Wszystko miłość ci da
Wszystko miłość ci da
Wszystko miłość ci da, da
Miłość wszystko ci

Wszystko miłość ci da
Wszystko miłość ci da
Wszystko miłość ci da, da
Miłość wszystko ci

Co możesz poznać, to poznasz to
Co możesz widzieć, tam padnie wzrok
Nie ma takich miejsc, w których nie da się być, gdy masz być
To proste

Wszystko miłość ci da
Wszystko miłość ci da
Wszystko miłość ci da, da
Miłość wszystko ci

Wszystko miłość ci da
Wszystko miłość ci da
Wszystko miłość ci da, da
Miłość wszystko ci

Wszystko miłość ci da
Wszystko miłość ci da
Wszystko miłość ci da, da
Miłość wszystko ci
Miłość wszystko ci
Miłość wszystko ci
Miłość wszystko ci
Miłość wszystko ci
Miłość wszystko ci
Miłość wszystko ci
Miłość wszystko ci
Olsztyn, 15-16.02.2019



Horacy Tłumacy - na Facebooku
Horacy Tłumacy - na YT
Horacy Tłumacy - lista przetłumaczonych piosenek

wtorek, 12 lutego 2019

Niedaleko pada wiking od zeppelina

Mówi się, że Led Zeppelin to lata 70., a przecież ich cztery pierwsze, i nie ukrywajmy – najlepsze, płyty to owoce lat 60. Pierwsza trójka powstała i została wydana w latach 60., a na czwartą, która ukazała się już w latach 70., utwory powstały w ostatnich miesiącach lat 60., a koniec nagrań nastąpił w drugim miesiącu lat 70. Ale właśnie te owoce zerwane z rockandrollowego drzewa w końcówce epoki flower power, były zaczynem upojnego i mocnego wina następnej dekady, zakończonej, nomen omen, alkoholową śmiercią Johna Bonhama.
W tym zaczynie mieści się również zasygnalizowana w „Immigrant Song” tematyka utworów. Tekst Roberta Planta o walecznych ludziach Północy pionierski zapewne nie był. Raczej, co typowe dla Led Zeppelin, zainspirowali się kimś innym.


Płyniemy z ziemi, gdzie lód i śnieg
A gorące źródła w polarny dzień

Wiedzie bogów młot
Statki ku nowym ziemiom
Na zgubę hord, by śpiewać i płakać
Walhallo, już zbliżam się

Młócąc wodę
Choć z wioseł strzęp
Nasz cel jedyny to zachodni brzeg

Płyniemy z ziemi, gdzie lód i śnieg
A gorące źródła w polarny dzień

Subtelna zieleń pól
O rzeziach szepcze wciąż
Jak wojny tej zgasiliśmy mrok
Pochyl już głowę swą

Młócąc wodę
Choć z wioseł strzęp
Nasz cel jedyny to zachodni brzeg

Więc teraz lepiej stań, budować zacznij z ruin
Gdy pokój trwa, osiągniesz cel, pomimo porażek wszystkich
Olsztyn, 20.01-12.02.2019

Słowo „wiking” nie występuje w tym tekście, jest ukryte między wierszami. Gdyby miało się jednak pojawić, napisalibyśmy je małą literą, bo nie naród, nie plemię nawet, a po prostu wojowniczy żeglarze albo żeglarscy wojownicy. Tak żeglowni, że dotarli do prawie wszystkich wybrzeży Europy, północnej Afryki, a nawet północnej Ameryki, zaś rzekami na tereny Rusi Kijowskiej i dalej. Stąd m.in. niepotwierdzona nigdy skutecznie hipoteza, że byli założycielami państwowości Rusi (nawet nasz Mieszko podejrzewany bywał przez niektórych historyków o bycie Normanem).

Horacy Tłumacy - na Facebooku
Horacy Tłumacy - na YT
Horacy Tłumacy - lista przetłumaczonych piosenek

czwartek, 7 lutego 2019

To nie jest reklama biura podróży

Ledwo 21 kwietnia 1967 roku Beatlesi skończyli nagrywać płytę „Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band”, a już 25 kwietnia zaczęli prace nad kolejnym dziełem, wchodząc do studia z piosenką „Magical Mystery Tour”. Skończyli ją podczas sesji 3 maja. Czyli „Sierżant Pieprz” jeszcze się nie ukazał, a już była nagrana tytułowa piosenka na kolejny projekt. Piszę „projekt”, bo nie wiedzieli jeszcze co to będzie, chociaż w głowie Paula McCartneya pojawił się kolejny pomysł. W pewnym sensie zamysł był podobny, sprowadzał się do cudzysłowu. W przypadku „Sierżanta Pieprza” chodziło o to, że płytę nagrywa wymyślony zespół, a w przypadku jego następcy, że muzyka kreuje się podczas szalonej wyprawy w nieznane. A przy okazji powstaje telewizyjny film. O film zresztą właśnie chodziło, a nie o płytę. Za scenariusz odpowiadali czterej Beatlesi (w praktyce Paul McCartney), a za reżyserię czterej Beatlesi (w praktyce, zgadliście, Paul McCartney) i Bernard Knowles, który jeszcze przed wojną współpracował z Alfredem Hitchcockiem. To nie miało prawa się udać. Pierwsza artystyczna porażka Beatlesów. Zabrakło po prostu producenta, który wziąłby to wszystko za twarz. Z całego filmu broni się właściwie tylko sekwencja, w czasie której zespół wykonuje „I Am the Walrus”. Paradoksalnie, ten jajcarski przecież utwór, wypada tu najpoważniej. Reszta wygląda jak odrzuty ze zdjęć próbnych do Latającego Cyrku Monty Pythona.
To wszystko nie ma znaczenia wobec faktu, że muzyka jest świetna. Za mało jej było na płytę, więc w Anglii Beatlesi wydali podwójną EP-kę z sześcioma utworami, które pojawiają się w filmie. W Stanach wytwórnia dodała pięć piosenek z ówczesnych singli zespołu i wydała regularny album, który oczywiście wylądował na szczycie list sprzedaży. Bo wprawdzie Beatlesi nie byli specjalistami od filmu, ale na muzyce się przecież znali…
Otwierające zestaw (czy to albumowy, czy epkowy) tytułowe nagranie „Magical Mystery Tour” jest w zamyśle tym, czym „Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band” na poprzedniej płycie. Czyli utworem, który ma spinać klamrą całą opowieść. Na filmie klamra jest dosłowna, bo piosenka zaczyna i kończy obraz (zupełnie jak na przykład na „Szczęśliwym człowieku” Lindsaya Andersona z 1973 roku, gdzie klamrą jest utwór Alana Price’a). Tour to trip, a jak trip, to już wiadomo o co chodzi… Beatlesi zabierają nas w magiczną, tajemniczą podróż autokarem, w którego baku wykryto ślady tetrahydrokannabinolu, a może nawet dietyloamidu kwasu lizergowego. Daleko się na tym nie zajedzie, ale niektórzy próbują.


Już czas na Magiczny Tajemny Rajd, ruszaj właśnie tam!

Już czas, już czas, na tajemny rajd czas
Już czas, już czas, na tajemny rajd czas
Już czas (i to jest zaproszenie), już czas, na tajemny rajd czas
Już czas (by rezerwację przenieść), już czas, na tajemny rajd czas

Magiczny Tajemny Rajd już czeka, by zabrać cię gdzieś
Czeka, by zabrać cię gdzieś

Już czas, już czas, na tajemny rajd czas
Już czas, już czas, na tajemny rajd czas

Już czas (nie braknie ci atrakcji), już czas, na tajemny rajd czas
Już czas (gwarancja satysfakcji), już czas, na tajemny rajd czas
Magiczny Tajemny Rajd już stoi, by zabrać cię gdzieś
Stoi, by zabrać cię gdzieś

Tajemny rajd

Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaa
Magiczny Tajemny Rajd

Już czas, już czas, na tajemny rajd czas
Już czas (i to jest zaproszenie), już czas, na tajemny rajd czas
Już czas (by rezerwację przenieść), już czas, na tajemny rajd czas
Magiczny Tajemny Rajd już przybył, by zabrać cię gdzieś
Przybył, by zabrać cię gdzieś
Magiczny Tajemny Rajd już tęskni, by zabrać cię gdzieś
Tęskni, by zabrać cię gdzieś, zabrać dziś cię
Olsztyn, 20.08.2018, 7.01.2019

Horacy Tłumacy - na Facebooku
Horacy Tłumacy - na YT
Horacy Tłumacy - lista przetłumaczonych piosenek

sobota, 2 lutego 2019

Cała naprzód, panie bosman

Tę piosenkę już kiedyś „przetłumaczyłem”. Kiedyś, czyli 11-12 lipca 1998 roku podczas obozu hufca „Rodło” w Marksobach na okoliczność Festiwalu Piosenki Żeglarskiej. Wersja, którą przygotowaliśmy wspólnie z Cypkiem, wzięła od Beatlesów muzykę oraz morską bryzę przenikającą warstwę tekstową, ale nie było to tłumaczenie, więc nazywam tę wariację „Jeloł Sambarin”. Dziś pora na prawdziwe „Yellow Submarine”.


W mieście, gdzie zrodziłem się
Facet żył, co pływał w rejs
Mówił nam, jak życie wiódł
Na podwodną trafił łódź

To był rejs ku słońcu nasz
Tam, gdzie wciąż mórz zieleń trwa
Dobrze żyć pod falą mórz
To podwodna żółta łódź

Żółta łódź, ta podwodna nasza łódź
Nasza żółta łódź, nasza żółta łódź
Żółta łódź, ta podwodna nasza łódź
Nasza żółta łódź, nasza żółta łódź

Pokład nas już wszystkich wziął
Wielu kumpli ma tu obok dom
Zespół grać zaczyna więc

Żółta łódź, ta podwodna nasza łódź
Nasza żółta łódź, nasza żółta łódź
Żółta łódź, ta podwodna nasza łódź
Nasza żółta łódź, nasza żółta łódź

Cała naprzód, panie bosman, cała naprzód
Jest cała naprzód, sierżancie
Ciąć linę, rzucać linę
Tak, sir, tak
Kapitan, kapitan

Żywot nasz tu łatwy jest
Każdy z nas ma, to czego chce
Błękit chmur i zieleń mórz
Ma podwodna żółta łódź

Żółta łódź, ta podwodna nasza łódź
Nasza żółta łódź, nasza żółta łódź
Żółta łódź, ta podwodna nasza łódź
Nasza żółta łódź, nasza żółta łódź

Żółta łódź, ta podwodna nasza łódź
Nasza żółta łódź, nasza żółta łódź
Żółta łódź, ta podwodna nasza łódź
Nasza żółta łódź, nasza żółta łódź
Olsztyn, 30.01-2.02.2019



Prosta piosenka, a tyle smaczków z nią związanych. Kolejność smaczków przypadkowa:
* Beatlesi wyeksploatowali ją do granic możliwości – po pierwsze na płycie „Revolver” z 1966 roku, po drugie na singlu z tego samego roku roku, po trzecie na płycie „Yellow Submarine” z 1969 roku, po czwarte na filmie o tym samym tytule, po piąte na songtracku z tego filmu wydanym w 1999 roku (swoją drogą - mój pierwszy zakup na wiodącym polskim serwisie aukcyjnym), po szóste na moich trampkach:


…i po siódme na moich skarpetkach:


* w nagraniu wziął udział wielce oryginalny chór w składzie: Ringo Starr, Paul McCartney, John Lennon, George Harrison, Mal Evans (asystent zespołu), George Martin (producent zespołu), Geoff Emerick (inżynier studia przypisany do zespołu), Neil Aspinall (road manager), Pattie Boyd (ówczesna dziewczyna Georga, kobieta, której muzyka zawdzięcza takie utwory jak „Something” czy „Layla”), Marianne Faithfull (wówczas chyba związana z Mickiem Jaggerem), Brian Jones (też wówczas związany jeszcze z Mickiem Jaggerem, ale inaczej), Brian Epstein (menedżer zespołu)

* utwór napisany jako piosenka dla dzieci, ale oczywiście wyrwał się z tych ram i każdy odnajduje sobie tam takie treści, jak chce (recenzent napisał, że to ja jak psychologiczny test Rorschacha, sprawdzający naszą podświadomość),

* piosenka, podpisana oczywiście Lennon/McCartney, jest głównie autorstwa Paula McCartneya, ale powstawała jeszcze w czasach, gdy panowie faktycznie pisywali razem, więc John Lennon też miał w niej udział. I miał jeszcze udział Donovan, który podrzucił linijkę „Sky of blue and sea of green” (nie pierwszy to przypadek, gdy ten zaprzyjaźniony z Beatlesami artysta coś podrzucał, w rewanżu zresztą Paul zaśpiewał mu chórki w „Mellow Yellow”),

* żadna orkiestra dęta nie pojawiła się w studiu, by nagrać fragment po słowach „And the band begins to play” – to Geoff Emerick znalazł jakieś nagranie i tak je spreparował, że nie wiadomo, od kogo Beatlesi wzięli ten loop (to też wynaleźli!), chociaż mądre źródła mówią, że to jakaś wersja francuskiej pieśni patriotycznej „Le Rêve Passe” z 1906 roku (muzyka: Georges Krier, słowa: Charles Helmer).

Horacy Tłumacy - na Facebooku
Horacy Tłumacy - na YT
Horacy Tłumacy - lista przetłumaczonych piosenek

poniedziałek, 28 stycznia 2019

Jezu, to nie jest proste

To jest piosenka oparta na faktach. Bardzo autentycznych. W marcu 1969 roku John Lennon, będący od wielu miesięcy w związku z Yoko Ono oraz świeżo po rozwodzie z Cynthią (w tej kolejności), dowiedział się, że Paul McCartney wziął właśnie ślub z Lindą Eastman. Wprawdzie John i Yoko w swym awangardowym podejściu do sztuki i życia nie myśleli raczej o formalizmach, ale skoro zrobił to Paul…
John chciał oszczędzić Yoko nadętej ceremonii, więc pomyślał o szybkim ślubie na statku. Jakimkolwiek, przecież kapitan może dać ślub na morzu, o tym wie każde dziecko w kraju będącym niegdyś morską potęgą. I chciał to zrobić szybko, więc w te pędy wysłał umyślnego do Southampton, by ten kupił bilety na wieczorny rejs wycieczkowca na Bahamy, a gdy to się nie udało, stawił się z Yoko w porcie osobiście, chcąc popłynąć promem do Francji. Coś było jednak nie tak z paszportem Yoko, więc zostali odprawieni z kwitkiem.
Lennon zmienił plany, wsadził Yoko w samolot i polecieli do Paryża (paszport już nie przeszkadzał?), w nadziei, że na kontynencie dają śluby od ręki.


Z Amsterdamu zadzwonił Peter Brown (współpracownik Beatlesów w ramach Apple, zresztą świadek na ślubie Paula i Lindy), który najpierw próbował załatwić ożenek w Holandii (ale tam trzeba było najpierw pomieszkać dwa tygodnie), aż w końcu odkrył, że bez żadnych ceregieli udzielają ślubów na Gibraltarze. John i Yoko wsiedli więc w samolot, po trzech godzinach wylądowali na Gibraltarze, w godzinę załatwili sprawę (Brown znów świadkował) i wrócili do Paryża. Wieczorem 20 marca (osiem dni po Paulu i Lindzie) John i Yoko byli małżeństwem.
Następnego dnia rolls-roycem Johna pojechali do Amsterdamu, gdzie na dziewiątym piętrze hotelu Hilton zarządzili tygodniowe bed-in for peace, czyli leżenie w łóżku na rzecz pokoju.


Marzec zakończyli w Wiedniu w hotelu Sacher, gdzie dla odmiany odbyła się akcja bag-in, czyli państwo Lennonowie podjęli dziennikarzy ukryci w workach.


Z Wiednia wrócili samolotem do Londynu, gdzie kontynuowali swe starania o pokój w ramach akcji „Żołędzie dla pokoju”, które wysłali przywódcom kilkunastu krajów wraz ze swym pacyfistycznym przesłaniem.
14 kwietnia, czyli kilkanaście dni po powrocie, Lennon tylko z McCartneyem (Harrison miał wakacje, a Starr grał w filmie) zarejestrowali „The Ballad of John And Yoko”, które ukazało się na singlu 30 maja 1969 roku i stało się ostatnim numerem jeden Beatlesów w Wielkiej Brytanii.


Tkwimy w porcie w samym Southampton
Gdzieś tam Francji, Holandii brzeg
Lecz mówi nam gość ten
„Wracajcie już stąd”
Cóż, nawet szansy nam nie dali, wiesz

Jezu, to nie jest proste
Jak trudne, wiesz, może być
Gdy dalej tak pójdzie
Będę miał Pański krzyż

W końcu jest samolot i Paryż
Nad Sekwaną miodowe dnie
Peter Brown dzwoni więc
„Chcecie, róbcie tę rzecz”
„Ślub, blisko Hiszpanii Gibraltar jest!”

Jezu, to nie jest proste
Jak trudne, wiesz, może być
Gdy dalej tak pójdzie
Będę miał Pański krzyż

Paryż był, teraz Amsterdam Hilton
W łóżku gadam przez siedem dni
Pyta gazeta się
„Co robicie w nim więc?”
Mówię „Tak walczymy, by pokój był!”

Jezu, to nie jest proste
Jak trudne, wiesz, może być
Gdy dalej tak pójdzie
Będę miał Pański krzyż

Składasz każdy grosik wciąż na czasy złe
Dajesz każdy ciuch biedakom tym
Żona ci powie
„Chłopcze, poza śmierć
Nie zabierzesz z sobą nic, prócz duszy swej”
„Myśl!”

Teraz szybki przerzut do Wiednia
Ciasto z czekoladą czas zjeść
Piszą gazety więc
„Dał się opętać jej”
„Dwoje guru, jak żywi, czyż nie?”

Jezu, to nie jest proste
Jak trudne, wiesz, może być
Gdy dalej tak pójdzie
Będę miał Pański krzyż

Ranny lot, to znowu Londyn
Worek pełen żołędzi mam
Gość z prasy mi rzekł, że
„Niech wiedzie wam się!”
„Dobrze widzieć jest znowu tu was!”

Jezu, to nie jest proste
Jak trudne, wiesz, może być
Gdy dalej tak pójdzie
Będę miał Pański krzyż
Olsztyn, 26-28.01.2019



Klasyczna sytuacja z 1981 roku – najpierw przeczytałem piosenkę w „Świecie Młodych”, a usłyszałem w radiu dopiero później.


Horacy Tłumacy - na Facebooku
Horacy Tłumacy - na YT
Horacy Tłumacy - lista przetłumaczonych piosenek

środa, 23 stycznia 2019

Polska cisza

Znamy i kochamy w Polsce tę piosenkę ponad 50 lat, ale już nigdy nie będzie w naszym kraju tym, czym była jeszcze 10 dni temu. Wszystko zmieniło się po odtworzeniu jej wieczorem 14 stycznia na zakończenie wiecu przeciwko przemocy i nienawiści po śmierci prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza.


Nie wiem czy są dawne polskie wersje „The Sound of Silence”. Zapewne, jeśli jakaś powstała w latach 60. lub 70., ma tekst zupełnie niezwiązany z oryginałem. Tak bywało w tamtych czasach, liczyła się znana melodia, którą mógł włączyć do swego repertuaru jakiś polski wykonawca (podobnie, a nawet intensywniej to zjawisko wyglądało w Czechosłowacji). No, chyba że zagraniczny utwór brali na tapetę tacy fachowcy, jak Maciej Zembaty (Cohen), czy Wojciech Młynarski (Brel, Wysocki). Ale nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek słyszał w radiu polską wersję „The Sound of Silence”. W latach 80. kilka piosenek Paula Simona przetłumaczył Jerzy Menel (znajdywałem je w „Na przełaj”), ale „The Sound of Silence” wśród nich nie było. A chyba nie przegapiłem, bo w latach 1982-1988 przeczytałem KAŻDY numer tego fantastycznego tygodnika.

Współcześnie jest kilka tłumaczeń. Przedstawiam te, które znalazłem. Chronologicznie, więc muszę zacząć od swojego, które zacząłem 9.11.2011 roku wylegując się w Makadi Bay, a skończyłem 17-20.12.2011 w Olsztynie. Nagranie powstało 20.12.2011 (gitara) i 21.12.2011 (to, co udaje wokal).


Następną w kolejności wersję ze swoim tekstem nagrał Antoni Kamiński, na YT trafiła 10.03.2012:


Jest też wersja Sylwka Szwedy z jego polskim tekstem z 24.09.2016. Tutaj wykonanie z 21.07.2017:


Sylwek Szweda tłumaczy i wykonuje po polsku głównie piosenki Boba Dylana. Niejednokrotnie porównywałem swoje tłumaczenia Dylana z jego wersjami (dużo wcześniej niż z wersjami Filipa Łobodzińskiego).

Wydarzenia w Gdańsku sprawiły, że 18.01.2019 ponownie nagrałem swoją wersję, próbując wyciągnąć z mego śpiewu tyle, ile się da…


Kilka godzin później, też 18.01.2019, ukazała się na YT wersja Iwony i Macieja Pawlinowów. Zaśpiewali tłumaczenie Romana Romańczuka, którego daty nie znam, ale powstało na pewno nie później niż 6.01.2013 (z taką datą znalazłem tekst w internecie).


Roman Romańczuk przetłumaczył również inne utwory duetu Simon And Garfunkel (znalazłem na YT dwa, ale „The Sound of Silence” wśród nich nie było).

Jako aneks jeszcze dwie wersje. Zespół Bardowie wykonał swoją wersję w 1996 roku podczas nostalgicznego koncertu Warszawski Rock&Roll, wspominającego zespoły z lat 60. Ta wersja tekstu jest właśnie przykładem twórczości abstrahującej od oryginału. Nie krytykuję, stwierdzam fakt.


Jest też oryginalna, jak zawsze, wersja tajemniczego Baldrick’a, ale on nie tłumaczy w wersjach do śpiewania.

poniedziałek, 21 stycznia 2019

Antydźwięki antyciszy

Co napisało dziś Antyradio na swojej stronie internetowej w sekcji Duperele? Że Polak (to o mnie) nagrał cover „Sound of Silence” po polsku. I stawia dramatyczne pytanie – Czy utwór stanie się przebojem 2019 roku? No chyba nie w moim wykonaniu, dajcie mi Dyjaka!


Najsmaczniejszy fragment:
Chociaż jego wykonanie nie jest idealne i muzyk nie zawsze trafia w dźwięki, to jednak wideo pokazuje, że utwór może rzeczywiście stać się hitem 2019, skoro Polacy co rusz sięgają po ten numer.


Na antyradiowym Facebooku szał nieprzychylnych komentarzy (zajrzałem tam tylko na kilka sekund, to nie mój problem, co tam piszą), za to na You Tubie dziś ponad 5 tys. odsłon i reakcje w 70 proc. przychylne. Ciekawe, jak to się rozwinie.

niedziela, 20 stycznia 2019

Kłamie, mąci, rani

Według dzisiejszych standardów utwory Led Zeppelin ociekają seksizmem. Męskim oczywiście. Sztandarowy przykład znajdziemy w „Whole Lotta Love”, gdzie Plant obiecuje dać jej każdy cal swojej miłości. A kto jest winny, jeśli z tego dawania nici? Oczywiście ona. Wyjaśnia się to już na pierwszej płycie w utworze „Your Time Is Gonna Come”. Album „Led Zeppelin I” skończył w poprzednią sobotę 50 lat, co uczciłem obecnością na koncercie Zeppelinians oraz rozpoczęciem tłumaczenia wspomnianego utworu, w którym z grubsza chodzi o to, że to zła kobieta była. Piosenki nie napisał Robert Plant (podpisani są Jimmy Page oraz John Paul Jones), więc nie ma mu co zarzucać hipokryzji, przynajmniej jeśli chodzi o ten utwór. Zeppelinowska słabość do zapożyczeń znalazła swój wyraz także w tej kompozycji – mamy tam dosłowny cytat z piosenki „I Believe to My Soul” Raya Charlesa, zaczynającej się słowami, które trafiły in extenso do pierwszej zwrotki „Your Time Is Gonna Come”:
One of these days and it won't be long
You'll look for me but baby I'll be gone

Podobno Led Zeppelin wykonali na żywo ten utwór tylko jeden raz, 24 września 1971 roku w Tokio w słynnej sali Nippon Budōkan (słynnej choćby z koncertów The Beatles w 1966 czy Deep Purple w 1972). Ja na żywo słyszałem to tydzień temu w wykonaniu Zeppelinians.


Kłamiesz, mącisz, ranisz, to wszystko robisz mi
Kręciłaś tu z każdym chłopakiem już
Rzucasz mnie znów, bo nowy ci się śni
Powtarzasz się, grasz w swoją grę
Rozwalasz mnie, czas twych kłopotów nadchodzi
Zdarzy się dzień i uwierz mi w to
Obejrzysz się, lecz ja już zniknę stąd
Tylko tyle, kobieto, ci powiem

Twój czas już zbliża się
Twój czas już zbliża się
Twój czas już zbliża się
Twój czas już zbliża się

Myśl taką mam, już złamać cię czas
Dobry był świat, lecz teraz ty płacz
Rób co tam chcesz, już nie mogę cię znieść
Skończyło się, nie czuję nic a nic
Powiesz coś lub nie, jak i tak pójdę gdzieś
I rozliczę cię za ten wielki w sercu mym ból

Ludzie wokół mówią tak
„To kobieta!” Już nigdy
Mego serca nie zrani jej żart
Byłaś dla mnie zła, ale
Wszystko wraca do ciebie już

Twój czas już zbliża się
Twój czas już zbliża się
Twój czas już zbliża się
Twój czas już zbliża się
Twój czas już zbliża się
Twój czas już zbliża się
Twój czas już zbliża się
Olsztyn, 12-20.01.2019

Horacy Tłumacy - na Facebooku
Horacy Tłumacy - na YT
Horacy Tłumacy - lista przetłumaczonych piosenek

sobota, 12 stycznia 2019

Rzecz Zeppelin

Jak uczcić 50. rocznicę płytowego debiutu Led Zeppelin? Dla ułatwienia dodam, że to właśnie dziś „Led Zeppelin I” kończy pół wieku. Można na przykład przetłumaczyć piosenkę z tej płyty. Można też pójść na koncert odpowiedniego zespołu. Ja zrobiłem dziś obie te rzeczy. Adekwatna piosenka nazywa się „Your Time Is Gonna Come”, a adekwatny zespół to Zeppelinians Tribute Band. O piosence w innym miejscu, a o koncercie słów parę tutaj.


Zeppelinians pochodzą z Trójmiasta i podobno byli już w Olsztynie rok temu. Przepraszam, przegapiłem. Nie istnieją jeszcze dwóch lat, a już jest czego słuchać. No, ale skoro w składzie są „czołowi trójmiejscy muzycy”, jak informują na FB, to można się spodziewać wszystkiego dobrego.


Zaczęli od „Good Times Bad Times” z jubileuszowej płyty. Wprawdzie ani słowa o dzisiejszej rocznicy ze sceny nie usłyszeliśmy, ale „jedynka” była dziś najczęściej przywoływana. Bo jeszcze: „Babe I'm Gonna Leave You”, „Dazed and Confused”, „Your Time Is Gonna Come”, „Communication Breakdown” i „How Many More Times”.


Druga pod tym względem była „dwójka”: „Whole Lotta Love”, „What Is and What Should Never Be”, „Heartbreaker”, „Ramble On” i „Moby Dick”.
Z „Led Zeppelin III” były dwa utwory: „Immigrant Song” oraz „Since I've Been Loving You”.
Z „czwórki” trzy kawałki: „Black Dog”, „Rock and Roll” i „Stairway to Heaven”.
Z „Houses of the Holy” tylko „No Quarter”.
Za to z „Physical Graffiti” trzy: „The Rover”, „Kashmir” i „Ten Years Gone”.


Niczego natomiast nie usłyszeliśmy z „Presence”, niczego z „In Through the Out Door” i niczego z „Cody”, czyli są powody, by wybrać się na ich koncert, w nadziei, że repertuar się dopełni. Ale nie ma co narzekać. W trwającym ponad dwie godziny koncercie zmieścili 20 utworów, z których wiele trwało po 7 czy 8 minut.


„Dazed and Confused”. Tego utworu słuchałem na żywo w wykonaniu Roberta Planta w 2015 roku w Dolinie Charlotty w mocno zdekonstruowanej wersji oraz w tejże Dolinie Charlotty w 2011 roku w wykonaniu Vanilla Fudge, paradoksalnie bardziej zbliżonej do pierwowzoru. A dziś wersja Zeppelinians jak Pan Bóg przykazał. I z gongiem, i ze smyczkiem. I z tą psychodelią, która przechodzi w bluesa, który przechodzi w hard rocka. Mniam mniam.


„Immigrant Song”. Walhallo, nadchodzę!


„Babe I'm Gonna Leave You”, czyli coś w rodzaju „Z nim będziesz szczęśliwsza”… Inspiracje artystów są ponadczasowe i ponadgatunkowe.


„Your Time Is Gonna Come”, czyli coś w rodzaju „Zabraknie ci psa”, że znów nawiążę do Stachury. Dziś przetłumaczyłem.


„Rock and Roll”. Angus Young byłby zadowolony.


„Moby Dick”. Igor pokazał, że umie grać na perkusji gołymi dłońmi. Ale nie w tym utworze :) W tym pałki były w użyciu do końca, tak intensywnie, że jedna na finał została złożona w ofierze na ołtarzu rock and rolla.


„Kashmir”. Słuchałem niedawno w Maladze, gdzie Eric Gales wplótł spory instrumentalny fragment tego utworu pomiędzy „Voodoo Child (Slight Return)” i „Back in Black”. Zacne towarzystwo. Dzisiejsza wersja też zacna.


„Stairway to Heaven”. Jesteś piękna jak wejście perkusji…


„Whole Lotta Love” z zaimplementowanym „How Many More Times”. Sprytne połączenie. No i skoro zaczęli utworem z jubileuszowej „jedynki”, to prawie zakończyli innym z tej płyty. Fajna koda. A nie, z „Cody” nic nie było…
W wersji Planta we wspomnianej już Dolinie Charlotty dane mi było usłyszeć zarówno „Whole Lotta Love”, jak i w pewnym sensie „How Many More Times” (czyli „No Place to Go” Howlin' Wolfa). No i niedawno „śpiewałem” przecież „Whole Lotta Love” na ateńskiej ulicy.


Wychodząc z koncertu byłem świadkiem dramatycznej sceny… Jakiś fan przekonywał drżącym głosem, łkając po prostu, innego fana, że większego zespołu od Led Zeppelin nie było i nie będzie. Prawdopodobnie nigdy nie słyszał The Beatles…


Oddajmy pokłon muzykom, którzy wywołali dziś rockandrollowe dreszcze na plecach wzruszonego fana.

Filip Kamerath – śpiew.


Piotr Augustynowicz – gitara elektryczna.


Tomasz Nowik – gitara basowa.


Michał Mantaj – klawisze.


Igor Augustynowicz – perkusja.

czwartek, 10 stycznia 2019

Śmierć się czai w czarnym worku

Blue monday, czyli najbardziej depresyjny dzień w roku, dopiero 21 stycznia, a ja już mam przetłumaczoną odpowiednią piosenkę. Lennon napisał ją mniej więcej w lutym 1968 roku w czasie pobytu w Indiach, gdzie zespół miał medytować i zbliżać się do Absolutu. Z medytacji wyszło mu, że życie jest jak papier toaletowy i że umarłby już chętnie, gdyby nie pewna dziewczyna. Tą dziewczyną była, o czym świat w chwili pisania piosenki jeszcze nie wiedział, Yoko Ono (dowiedział się kilka miesięcy później, co zaowocowało pewną dość znaną piosenką).



Tak samotny, umrzeć chcę
Tak samotny, umrzeć chcę
Czemu jeszcze żyję
O, ty dziewczyno tylko wiesz

O poranku umrzeć chcę
I pod wieczór umrzeć chcę
Czemu jeszcze żyję
O, ty dziewczyno tylko wiesz

Ma matka po niebie szła
Mój ojciec po ziemi szedł
Lecz ja z Wszechświata jestem
Wiesz, ile to warte jest

Samotny, umrzeć chcę
Czemu jeszcze żyję
O, ty dziewczyno tylko wiesz

Żre oko orzeł mi
Robaki liżą kość
Samobójcze sny
Jak z Dylana ten pan Jones
Samotny, umrzeć chcę
Czemu jeszcze żyję
O, ty dziewczyno tylko wiesz

W czarnych chmurach myśl
Dusza skryta mgłą
Samobójcze sny
Wkurwia mnie mój rock and roll
Umrzeć chcę, tak, umrzeć chcę
Czemu jeszcze żyję
O, ty dziewczyno tylko wiesz
Olsztyn, 8-10.01.2019

Jedną z rzeczy, która stawia Beatlesów tam, gdzie inni nawet nie mogą spojrzeć, jest to, że nie mają dwóch takich samych utworów! Po prostu każda ich piosenka to inny styl, inny pomysł, najczęściej prekursorski. Nigdy się nie powtarzali. Tym razem padło na bluesa, którego biała wersja przeżywała w Anglii w drugiej połowie lat 60. swój złoty okres. Pytanie brzmi – czy Lennon parodiuje popularny gatunek, czy tworzy autentycznego bluesa?
Do rozwoju tej muzyki przyczynił się również facet, który dołączył do zespołu jednorazowego użytku Dirty Mac. Zagrali 11 grudnia 1968 roku na potrzeby filmu Stonesów w składzie John Lennon (gitara, śpiew – pierwszy koncertowy występ Beatlesa poza zespołem), Eric Clapton (to właśnie ten pan, który zdążył już grać w trzech ponadczasowych zespołach bluesowych – Yardbirds, Bluesbreakers oraz Cream), Keith Richards (wypożyczony z The Rolling Stones, ale do zagrania na basie) i Mitch Mitchell (perkusista Hendriksa). No i jeszcze Yoko Ono, ujawniona już światu jako muza Lennona, która nie byłaby sobą, gdyby nie „wystąpiła” razem z zespołem chowając się do czarnego worka. Szacunek, to mi dało do myślenia.


Horacy Tłumacy - na Facebooku
Horacy Tłumacy - na YT
Horacy Tłumacy - lista przetłumaczonych piosenek

niedziela, 6 stycznia 2019

Beatlesi pod batutą

Jak dobrze rozpocząć koncertowy rok? Najlepiej z muzyką The Beatles. Przegapiłbym dzisiejszy występ Wadima Brodskiego w Filharmonii Warmińsko-Mazurskiej, gdybym nie zobaczył stosownego plakatu trzy tygodnie temu. Na piątkowy koncert marszałkowski biletów już oczywiście nie było, ale znalazłem jeszcze ostatnie wolne miejsca na niedzielny koncert rodzinny.


Wykonania Wadima Brodskiego znam od z górą trzydziestu lat, oczywiście dzięki płycie „Beatles Symphony”, którą artysta nagrał w 1986 roku. Nawet chyba kiedyś miałem tego winyla. Tam było wtedy 14 nagrań i dziś też usłyszeliśmy 14 utworów, z tym że:
- właściwie 13, bo jeden dwa razy,
- tylko cztery, które były na płycie sprzed lat,
- w dwóch Wadim Brodski nie zagrał (za to w dwóch innych zaśpiewał).


Orkiestra pod batutą Piotra Sułkowskiego zaczęła sama od „Yellow Submarine”. Dopiero wtedy wkroczył Wadim i poleciało (kolejność przypadkowa):
- „Can't Buy Me Love”
- „Eleanor Rigby”
- „And I Love Her”
- „Got to Get You into My Life”
- „Yesterday” z przyklękiem artysty na koniec
- „Lady Madonna” ze wstępem zaczerpniętym z Bacha
- „Hey Jude” bez Wadima, ale za to jako bolero (a nawet momentami jako „Bolero”)
- „Back in the U.S.S.R.” z zaśpiewanym wstępem „Подмосковные вечера”
- „A Hard Day’s Night” z synem Julianem na saksofonie
- „Maxwell's Silver Hammer” (młotek Maxwella uderzył nas w głowę również na bis)
- „When I'm Sixty-Four”
- „Honey Pie” ze wstępem wokalnym Wadima.

I powiedziałbym, że usłyszeliśmy dziś również „Revolution 9”, ale to tylko muzycy się rozgrywali przed koncertem…


Refleksja końcowa? Na szczęście nie było to jakieś symfoniczne karaoke. Orkiestracje Wadima Brodskiego nie są kopią jeden do jednego utworów Lennona i McCartneya (przeważnie McCartneya) pozbawionych warstwy tekstowej. Skoro już przy słowach jesteśmy… Wprawdzie publiczność została poproszona o zaśpiewanie refrenu „Yellow Submarine”, a Wadim Brodski zamruczał w dwóch piosenkach, to koncert był przecież instrumentalny. Polecam takie koncerty z czystym sumieniem tym, którym nie podoba się, że muzyka niesie ze sobą jakiś przekaz (ciągle nie mogę otrząsnąć się po wrogiej reakcji niektórych polskich „fanów” Pink Floydów, których ubiegłoroczne koncerty Rogera Watersa wyprowadziły z błędu, że muzyka to tylko melodia z jakimiś tam słowami nie wiadomo o czym).

wtorek, 1 stycznia 2019

Top tłumaczeń

Dwa lata temu, gdy słuchaliśmy 23. Trójkowego Topu Wszech Czasów, Żona dopiero w jedenastej godzinie zapytała o moją ulubioną piosenkę. Dziś zapytała już w godzinie drugiej… Tak samo nie umiałem odpowiedzieć. Zastępczo skomentuję cały 25. Top.

1. Queen – Bohemian Rhapsody
Może i podjąłbym się tłumaczenia, ale po pierwsze kto to zaśpiewa, a po drugie muszę odczekać aż minie histeria związana z filmem, na którym, przyznaję, nie byłem. Obejrzę kiedyś na spokojnie w domu.

2. Dire Straits – Brothers In Arms
To chyba warto jednak przetłumaczyć.

3. Led Zeppelin – Stairway To Heaven
Byłem cztery lata temu na koncercie Roberta Planta, ale, jak wiadomo, tej piosenki dawno nie śpiewa. Muszę sam.


4. Deep Purple – Child In Time
Tego chyba nigdy nie nagram. I szkoda, że mogłem tego usłyszeć w czasie łódzkiego koncertu Deep Purple w 2017 roku, bo już od dawna Ian Gillan nie decyduje się na wymagające krzyku wykonanie.


5. The Doors – Riders On The Storm
Widziałem dwa razy na żywo ten genialny utwór. W maju 2012 roku w wykonaniu Raya Manzarka:


W lipcu 2012 w wykonaniu The Doors:


Moje wykonanie z 27 grudnia 2017 roku na koncercie z okazji 50-lecia.


6. Pink Floyd – Wish You Were Here
W ciągu ostatnich kilku lat wysłuchałem tego utworu na żywo kilkanaście razy... Wybieram wersję z Ostródy:


7. Archive – Again
Wolę tłumaczyć prawdziwych Pink Floydów, ale chylę głowę przed udaną piosenką.

8. John Lennon – Imagine
Nie odważyłem się jeszcze nagrać, choć tłumaczenie gotowe jest od wielu lat.


9. King Crimson – Epitaph
Czy mogłem podejrzewać 39 lat temu, gdy poznałem King Crimson, że ten utwór usłyszę na żywo w oryginalnym (no, prawie oryginalnym, bo przecież bez głosu Grega Lake’a) wykonaniu? I że przetłumaczę i wykonam ten utwór...


10. Metallica – Nothing Else Matters
To tłumaczenie powstało specjalnie z okazji tego koncertu:


Wykonanie domowe:


Wykonanie w Qźni:


11. Obywatel G.C. – Nie pytaj o Polskę
Utwór po polsku, ale rośnie liczba osób, którym należałoby go przetłumaczyć...

12. Guns N' Roses – November Rain
Aż takim fanem nie jestem...

13. Nirvana – Smells Like Teen Spirit
Raczej nie podejmę się.

14. The Eagles – Hotel California
Jedno z moich ulubionych tłumaczeń (decydujące znaczenie ma fakt, że podoba się Żonie):


15. Pink Floyd – High Hopes
Jak już kiedyś wyznałem – nie mam serca do piosenek Pink Floydów z lat 90.

16. Pink Floyd – Shine On You Crazy Diamond
Na żywo dane mi było usłyszeć w wykonaniu Davida Gilmoura. No i oczywiście mam w głowie kilkanaście koncertowych wersji Spare Bricks (i Tales of Pink Floyd). Udało się mi też nagrać własną:


17. Led Zeppelin – Kashmir
Może i bym przetłumaczył, ale kto to zaśpiewa?

18. Czesław Niemen – Dziwny jest ten świat
Jak wyżej – polska piosenka, ale niektórym należałoby ją przetłumaczyć... Słuchałem jej na żywo w czterech wykonaniach. To z ubiegłego roku przekonuje mnie najbardziej:


19. Prince – Purple Rain
Przepraszam, ale nie kręci mnie.

20. Black Sabbath – Paranoid
Aż kusi, żeby przetłumaczyć, ale ciągle ćwiczę tempo i rytm na gitarze.

21. Perfect – Autobiografia
Ze trzy razy słuchałem na żywo... Dziś taka refleksja – a gdybym był Anglikiem i tłumaczył na język Szekspira, co bym właściwie zrozumiał z tekstu Bogdana Olewicza? Jak bym zinterpretował martenowski piec?

22. Pink Floyd – Comfortably Numb
Utwór do posłuchania na żywo z moim tłumaczeniem w ramach „The Wall po polsku” Spare Bricks.


23. Marillion – Kayleigh
Nie załapałem się na fascynację ani Tolkienem, ani grupą Marillion.

24. Queen – The Show Must Go On
Ostatnia płyta Queen, która mi się podobała, to „Jazz”, więc sami rozumiecie...

25. The Cranberries – Zombie
Nie moja bajka.

26. Genesis – Mama
Zachodzę w głowę, czemu nie podniecam się twórczością Genesis?

27. Kult – Polska
Rzecz nieprzetłumaczalna, nawet na hiszpański...

28. Depeche Mode – Enjoy the Silence
Zostawiam znawcom i fanom.

29. Pink Floyd – Hey You
Pierwsze z moich tłumaczeń, które doczekało się profesjonalnego wykonania:


A teraz całe „The Wall” jest dostępne na koncertach po polsku. Najbliższy 28 marca 2019 roku w Gdańsku.

30. Omega – Gyöngyhajú lány
Przetłumaczyłem z węgierskiego:


I... zaśpiewałem po węgiersku. Ambasada węgierska, póki co, nie interweniowała...


31. Pink Floyd – Another Brick In The Wall (part II)
Jedno z moich pierwszych tłumaczeń floydowskich. W 2016 roku śpiewaliśmy po polsku z naprawdę dużym chórem:


32. Dire Straits – Sultans of Swing
Mój ulubiony fragment: Wolą to, co nazywają „rock and roll”:


33. The Beatles – Yesterday
Miałem to szczęście, że usłyszałem piosenkę w autorskim wykonaniu, niecały rok po swoim tłumaczeniu.


34. The Animals – House of the Rising Sun
Nie tylko przetłumaczyłem, ale trzykrotnie słuchałem, jak Eric Burdon wykonuje ten największy przebój lat 60., a nawet raz mu akompaniowałem:


35. Deep Purple – Smoke on the Water
Jeśli w autobusie zadzwoni komórka i rozlegnie się „tam-tam-tam, tam-tam-tam-tam”, to znaczy, że jedzie moja Żona... Nie ma co tłumaczyć.

36. Republika – Biała flaga
Ja nie wywieszam...

37. Simon and Garfunkel – The Sound of Silence
Żałuję, że nie dam rady wrzucić tego do repertuaru na występy. Ledwo dałem radę w warunkach domowych:


38. Maanam – Krakowski spleen
Ja też czekam na ten wiatr…

39. Dżem – List do M.
Może tłumaczenie z polskiego na polski przydałoby się temu facetowi, który w latach 90. zadzwonił do Trójki i twierdził, że radio lansuje ateizm, bo usłyszał fragment „(...) nie ma Boga, nie ma nie! Nie ma Boga, nie”. Przegapił biedak początek frazy: „Wiesz mamo, wyobraziłem sobie, że...”

40. Kult – Arahja
Tytuł zdałoby się przetłumaczyć...

41. U2 – One
Dzisiaj sobie nawet zagrałem na gitarze, więc może…

42. R.E.M. – Losing My Religion
Epoka MTV odcisnęła piętno i na mnie:


43. The Beatles – Hey Jude
Dwa razy dane mi było posłuchać tego w autorskim wykonaniu, ostatnio niecały miesiąc temu:


44. Queen – Innuendo
Queen tylko do „Jazz” i ani płyty dalej.

45. AC/DC – Highway To Hell
Jest jakaś polska wersja kabaretowa, to nie będę robił konkurencji.

46. Metallica – The Unforgiven
Jedna ballada tego zespołu wystarczy.

47. U2 – With Or Without You
Jedyna płyta U2, którą lubię, to „The Joshua Tree”:


48. Led Zeppelin – Whole Lotta Love
Mam jakieś wstępne wersje tłumaczenia i ćwiczebną wersję nagrania, uczynioną na chwilę przed wyjazdem na koncert Roberta Planta:


No i kompromitujące wykonanie w ubiegłym roku w Atenach:


49. Metallica – One
Nie mam takiej kondycji.

50. Sinead O'Connor – Nothing Compares 2 U
Nie, bo nie.

51. Deep Purple – Perfect Strangers
Do zajęcia się tym utworem nie przekonał mnie nawet koncert z 2017 roku.

52. Phil Collins – In The Air Tonight
Spróbuję kiedyś. Może polski czerwcowy koncert (chociaż nie wybieram się) będzie pretekstem?

53. Pink Floyd – Time
Miałem okazję posłuchać wersji Davida Gilmoura, wersji Rogera Watersa, wielu wersji Spare Bricks, wersji Tales of Pink Floyd. Miałem okazję zaśpiewać po polsku, ale jest też wersja Agnieszki i Pawła z ostródzkiego hotelu:


54. Jimi Hendrix Experience – Hey Joe
W powstaniu tłumaczenia tego utworu pośrednio wziął udział Lars von Trier, ale nic o tym nie wie:


A ja tą piosenka zostałem rekordzistą:


55. Michael Jackson – Billie Jean
Nie moja broszka.

56. AC/DC – Thunderstruck
Musiałby paść grom z jasnego nieba, żebym to przetłumaczył...

57. Toto – Africa
Nie kręci mnie.

58. The Rolling Stones – Angie
Niestety, Stonesi nie wykonali tego utworu ani na chorzowskim koncercie w 1998 roku, ani na ubiegłorocznym w Warszawie (ciągle ostatni koncert Stonesów, jaki się odbył, przynajmniej do kwietnia). Więc tylko moja wersja:


A w ubiegłym roku śpiewałem na żywo w Gietrzwałdzie:


59. Dire Straits – Money For Nothing
Do tłumaczenia zniechęca mnie konieczność ćwiczenia otwierającego piosenkę riffu.

60. Louis Armstrong – What a Wonderful World
Jak się zestarzeję...

61. The Doors – The End
Tłumaczenie jest, ale nagrania raczej nie będzie.

62. David Bowie – Let's Dance
Dziękuję, nie tańczę. Ale widziałem fajną wersję Sikora:


63. TSA – 51
Przypomniał mi się koncert TSA w Dolinie Charlotty w 2011 roku...

64. The Police – Every Breath You Take
Jest polska zawodowa wersja, nie będę robił konkurencji.

65. Radiohead – Creep
Tak mi to wyszło:


66. Sting – Englishman In New York
Czemu ja nie ekscytuję się Stingiem?

67. Depeche Mode – Personal Jesus
Rozważam, chociaż skłania mnie ku temu wersja Johny’ego Casha.

68. Scorpions – Wind Of Change
Ostatnia dobra płyta Scorpionsów to „Blackout”...

69. Bruce Springsteen – Streets Of Philadelphia
Zbyt amerykańskie...

70. Marek Grechuta – Dni, których nie znamy
Przypomniał mi się koncert Grechuty w Kortowie w 1989 roku...

71. Sztywny Pal Azji – Wieża radości, wieża samotności
Przypomniał mi się koncert Szpala w Nowej Hucie w 1987 roku...

72. The Moody Blues – Nights In White Satin
Na żywo słyszałem dwa razy w wykonaniu Starych Drobnych Małży:


73. The Cure – Lullaby
No i co z tego, że mój imiennik? Nie eksajtuję się.

74. Procol Harum – A Whiter Shade Of Pale
Miałem w domu dwa instrumenty klawiszowe, ale służyły mi jako parapet, więc bez charakterystycznego wstępu:


75. Leonard Cohen – Hallelujah
Nie będę poprawiał po Zembatym, tłumaczyłem Cohena z najnowszych płyt.

76. Red Hot Chili Peppers – Californication
Z całej twórczości RHCP ta piosenka wydała mi się najprostsza do zagrania:


77. George Michael – Careless Whisper
Lat 80-tych nie ruszam z założenia. Chociaż robię wyjątki…

78. Myslovitz – Długość dźwięku samotności
Wystarczy, że nazwa miasta jest przetłumaczona.

79. Metallica – Master of Puppets
Za szybko.

80. Sting – Fragile
Za delikatnie.

81. Queen – We Are the Champions


82. The Beatles – Let It Be
To była pierwsza w ogóle piosenka, którą chciałem przetłumaczyć. Był rok 1981... Nic z tego nie wyszło, wróciłem do sprawy po ponad trzydziestu latach:


Mam zresztą dwie wersje tekstowe, jedna gorsza od drugiej:


No i dane mi było słyszeć autora w 2013 roku oraz w ubiegłym roku.

83. Dire Straits – Private Investigation
Za wyrafinowane.

84. Iggy Pop – The Passenger
Jest dobra polska wersja, ale może moja powstająca od kilku miesięcy nie będzie gorsza.

85. Pink Floyd – Money
I znów to samo – miałem okazję posłuchać Davida Gilmoura, Spare Bricks, Tales of Pink Floyd. Moja wersja jest z gatunku tragicznych, jeszcze popracuję kiedyś nad nią:


86. Peter Gabriel & Kate Bush – Don't Give Up
Poddaję się.

87. Budka Suflera – Jolka, Jolka
Gdy to usłyszałem w premierowym wykonaniu, to myślałem, że to śpiewa... Niemen.

88. The Police – Roxanne
Kiedyś to zrobię.

89. Metallica – Enter Sandman
Może kiedyś przetłumaczę. Widziałem oczywiście na żywo na Bemowie, ale mam też własną instrumentalną próbkę akustyczną:


90. The Doors – Light My Fire
Moja wersja jest słaba, więc posiłkuję się wykonaniem The Doors, jakie dane mi było usłyszeć w Dolinie Charlotty:


91. Eric Clapton – Tears In Heaven
Nie wczuję się...

92. Queen – Who Wants To Live Forever
Muszę do tego dojrzeć.

93. Guns N' Roses – Don't Cry
Przetłumaczone i czeka na nagranie.

94. Eric Clapton – Layla (Unplugged)
Przetłumaczyłem parę miesięcy temu, teraz ćwiczę.

95. Bob Dylan – Knockin' On Heaven's Door
Jest już kilka polskich wersji, nie będę się pchał.

96. Iron Maiden – Fear Of The Dark
Boję się tego utworu.

97. Chłopcy z Placu Broni – Kocham Wolność
I love freedom, może być?

98. David Bowie – Space Oddity


99. Gary Moore – Still Got The Blues
Po polsku też można czuć bluesa, więc...

100. a-ha – Take on Me
Jak wrócę z Norwegii (ale się nie wybieram).

101. Joy Division – Love Will Tear Us Apart
Tekstem tego utworu interesowałem się już w 1984 roku... A nagrać trzeba będzie jeszcze raz:


102. Nirvana – Come As You Are
Wstęp umiem zagrać, więc może...

103. Europe – The Final Countdown
I cóż, że ze Szwecji?

104. Czesław Niemen – Sen o Warszawie
Wystarczy, że jest wersja francuska.

105. Alphaville – Forever Young
Mam nadzieję, że nie znam.

106. Leonard Cohen – Dance Me to the End of Love
Sprawę załatwił już Maciej Z.

107. Bob Marley – No Woman No Cry
Reggae mnie nie jara, że tak powiem...

108. Kazik – 12 groszy
W pewnym sensie przetłumaczyłem tę piosenkę:


109. Frank Sinatra – My Way
Nie będę konkurował z Młynarskim.

110. Republika – Odchodząc
No to idę.

Plany na Słońcu 2019

Zanim pomyślę, co zrobię w rozpoczętym osiemnaście godzin temu 2019 roku, muszę tradycyjnie zacząć od rozliczenia się z planów, jakie postawiłem sobie na rok, który właśnie się zakończył (też osiemnaście godzin temu, co za zbieg okoliczności).

1. Urlop zagraniczny w listopadzie. Album z najpiękniejszymi miejscami na świecie, jaki dostałem na urodziny, otworzył mi się na Tajlandii. Natomiast Żona użyła słowa na Z.
TAK

No więc ani Tajlandia, ani Zanzibar, ale zgodnie z planem w listopadzie. No i Andaluzja to za granicą jest, więc śmiało stawiam sobie TAK.


2. Pojechanie do takiego miasta w Polsce, w którym jeszcze nie byłem.
NIE

Niestety, Grabowo to nie miasto.

3. Jakaś forma występów publicznych.
TAK

„Jakaś”, czyli na przykład wykonanie po polsku kilku piosenek The Rolling Stones w Gietrzwałdzie.


„Jakaś”, czyli na przykład wykonanie „Whole Lotta Love” na ateńskiej ulicy.


„Jakaś”, czyli wywiad w Radiu Olsztyn u Gosi Sadowskiej.


4. Koncert The Rolling Stones.
TAK

To było łatwe. Tylko koniec świata albo jakieś wspinaczki na palmy mogły spowodować, że Stonesi nie zagraliby zaplanowanego i sprzedanego koncertu. No więc sprzedali i zagrali. A ja żyję tą satysfakcją (wraz z kilkudziesięcioma tysiącami innych ludzi), że byłem na ostatnim jak do tej pory koncercie The Rolling Stones. I będę w tej satysfakcji trwać do 20 kwietnia, gdy Stonesi zagrają w Miami.


5. Przetłumaczenie 25 piosenek.
NIE

Znów obniżyłem sobie poprzeczkę i znów nie zrealizowałem planów.

6. Dokończenie projektu z okazji 1050-lecia państwowości przed 11 listopada.
NIE

Powiedzmy, że w ramach emigracji wewnętrznej odłożyłem pracę nad tym projektem. Poszukam innej okazji. Póki co przekroczyłem półmetek.


7. Udział w ambitnym projekcie floydowskim.
TAK

Udział to skromnie powiedziane. We współpracy ze Spare Bricks dokończyłem tłumaczenie „The Wall” i powstała sceniczna wersja tego albumu, którego czterdziestolecie będziemy świętować w 2019 roku. Prapremiera odbyła się 10 lipca w Mrągowie, a 15 grudnia zapełniliśmy filharmonię w Olsztynie.


8. Koncert Rogera Watersa w Krakowie.
TAK

Niezniszczalny Waters robi trasy idące w setki koncertów, więc to też był bezpieczny punkt w moim planie. Z przyczyn zawodowych pojechałem do dalszego Krakowa zamiast do bliższego Gdańska.


9. Zapanowanie nad wszelkim sprzętem muzycznym zgromadzonym w domu.
TAK

To zdjęcie SPRZED zapanowania. Jest dużo lepiej. Żona nie ma uwag natury porządkowo-estetycznej, więc z czystym sumieniem TAK.


10. Coś dla zdrowia.
NIE

Takie postanowienie są tylko po to, by się irytować i psuć sobie zdrowie.


Realizacja całego planu na poziomie 60 proc. to nie mistrzostwo świata, ale też i nie kompromitacja.


Czym zatem będę się irytował*/fascynował*/podniecał*/stresował*/zajmował* (niepotrzebne skreślić) w 2019 roku?

1. Urlop zagraniczny w październiku, listopadzie lub grudniu. A może nawet zakończony w 2020 roku.

2. Weekend w mieście, do którego ciągle nie mogę się wybrać, bo za blisko i się nie opłaca, ale przecież warto i trzeba.

3. Kontynuowanie występów publicznych.

4. Koncert Johna Fogerty’ego w Dolinie Charlotty.

5. Przetłumaczenie 25 piosenek.

6. Napisanie trzech własnych utworów.

7. Zainteresowanie jakiegoś profesjonalnego wykonawcy swoimi tłumaczeniami, np. piosenek The Beatles.

8. Trzy dowolne koncerty za granicą.

9. Nowy instrument muzyczny.

10. Jakiś ciekawy spektakl podczas Olsztyńskich Spotkań Teatralnych.

poniedziałek, 31 grudnia 2018

Moja lista przebojów 2018 roku

Na miejscu 10.:
Dramatis personæ

W Olsztynie zmiana na stanowisku dyrektora teatru, ale za starej dyrekcji zdążyłem jeszcze wpaść na „Kurkę Wodną” Witkacego.
Do Jaracza wpadłem też na tegoroczne Olsztyńskie Spotkania Teatralne. Jakimś cudem kupiłem bilety w samym środku pierwszego rzędu na sztukę „Nasze żony” i w efekcie przez dobre 10 minut przed samym nosem leżał mi rażony apopleksją Wojciech Pszoniak w roli Simona, niedoszłego mordercy swej żony. Jerzy Radziwiłowicz i Wojciech Malajkat nie leżeli. Obsada marzeń.


Po trzecie wpadłem do Centrum Edukacji i Inicjatyw Kulturalnych na „Kwartet” Bogusława Schaeffera. Znów obsada marzeń – Andrzej Grabowski, Jan Peszek, Mikołaj Grabowski i Jan Frycz.


To ostatnie nazwisko przypomniało mi się w grudniu, gdy w Krakowie w Teatrze Stu oglądałem „Wiedźmy” na podstawie Szekspira w reżyserii Krzysztofa Jasińskiego. Nie, Frycz nie grał w tej sztuce, ale w tymże teatrze widziałem go 31 lat wcześniej w „Letnim dniu” Mrożka. W Krakowie byłem oczywiście w związku z pozycją 1.


Na miejscu 9.:
Własnego jak na lekarstwo

W tym roku nie napisałem żadnego protest songu. Wręcz przeciwnie, zaprotestowałem niepisząc. Na 100-lecie odzyskania niepodległości planowałem skończyć swój 13-częściowy projekt „Historia Polski w 1050 wersach”, ale jakoś mi przeszło. Poczekam na inne okoliczności polityczne. Nie zmienia to faktu, że siódmą częścią przekroczyłem w styczniu półmetek.


Namiastką własnej tegorocznej twórczości niech będzie ta wariacja na temat kolędy z niedawnej wigilii instruktorskiej.


Na miejscu 8.:
Nie wychodzę z dąbrowy gęstego listowia

Bardzo ciekawy harcerski rok. Nasz Krąg Instruktorski zebrał się 17 razy (to się nazywa: miał zbiórkę). Załatwiliśmy sprawę na jednym szczeblu, załatwiliśmy sprawę na drugim szczeblu. Tak się rozochociliśmy, że zaczęliśmy myśleć o szczeblu trzecim (co nie jest miarą naszej omnipotencji, a raczej świadczy o tymże szczeblu).
Dwie udane imprezy. Po pierwsze gra miejska „O jak Olsztyn” na zakończenie roku harcerskiego. Efektem gry było powstanie filmu prezentującego różne miejsca z historii Olsztyna, a podsumowanie odbyło się w Domu Mendelsohna.


Po drugie wspomniana już wigilia instruktorska.


Jedna impreza nieudana, czyli obiecanki cacanki.

W ramach pokuty inwentaryzacja sprzętu hufca.


Na miejscu 7.:
T jak tłumaczenia

Liczbę tegorocznych tłumaczeń trudno ustalić. Niby tylko piętnaście, ale trzeba dołożyć co najmniej drugie tyle z pozycji 2., która teoretycznie była już gotowa, lecz przecież nad większością utworów musiałem się ponownie poważnie pochylić, by mogły trafić na profesjonalną scenę.
No i tłumaczyłem się z tłumaczeń przed słuchaczami radia UWM FM nagrany przez Piotra Szauera, redaktora naczelnego tej stacji:


Oraz na żywo przed słuchaczami Radia Olsztyn przepytywany przez Gosię Sadowską:


Tegoroczny zestaw, a w nim między innymi pierwsze tłumaczenie z hiszpańskiego (chociaż piosenki z Hiszpanii dwie, z okazji pozycji 4.):
Ptaszek czy pszczółka? (The Beatles - Cry Baby Cry)
Przespałem się z rozwódką w Nowym Jorku (The Rolling Stones - Honky Tonk Women)
Słodki kawałek disco w ustach Micka Jaggera (The Rolling Stones - Miss You)
Czerń to czerń, a biel to biel (Budgie - Parents)
Na śmierć (Queen - All Dead, All Dead)
Hiszpanie widzą to na czarno (Los Bravos - Black is Black)
Człowiek znikąd (The Beatles - Nowhere Man)
Nie rób tego (The Beatles - You Can't Do That)
Nikt nie będzie widział nas (The Beatles - Why Don't We Do It in the Road?)
Dziewczyna imieniem Jet (Paul McCartney - Jet)
Stary człowiek i może (Paul McCartney - Come On To Me)
Fiolet mgieł miał w głowie swej (Jimi Hendrix - Purple Haze)
Każdy miewał to przeczucie (The Beatles - I've Got a Feeling)
Żyli długo i nieszczęśliwie (Eric Clapton - Layla)
Płacząc za Granadą (Los Puntos - Llorando por Granada)

I żeby przykryć mizerię tegorocznej liczby 15, dodam, że w sumie tłumaczeń jest już 318. I jeszcze mam trzy prawie skończone, jedno ledwie rozpoczęte, więc jest z czym wchodzić w nowy rok.

A w ramach reminiscencji, komparacji i ambiwalencji jeszcze raz przypomniałem sobie ubiegłoroczne tłumaczenie „The Times They Are a-Changin'”, które porównałem z wersją Filipa Łobodzińskiego i popadłem w stany nieustalone.

Na miejscu 6.:
Sceny ze sceny

Jak już człowiek ma TTT (tysiąc ton tupetu), to raz wstąpiwszy na scenę raczej z niej nie zejdzie. W poprzednich dwóch latach zorganizowałem sobie solowe występy z własną, zaprzyjaźnioną publicznością, którą zmusiłem do wysłuchania swoich tłumaczeń i swoich piosenek. W tym roku poprzeczka poszła wyżej, pojawiłem się kilkakrotnie na gietrzwałdzkiej scenie z polskimi wersjami utworów The Rolling Stones.


A na finał przyłączyłem się do genialnego Tumblin Flash', by wykonać po polsku jedną zwrotkę „(I Can't Get No) Satisfaction”:


A potem ruszyliśmy na koncert prawdziwych Stonesów, ale to historia z pozycji 3.

Gietrzwałdzkiego występu było mi najwyraźniej mało, skoro w październiku, w czasie pierwszej wizyty w Atenach, od razu trafiłem na ulicę. Ulica nazywa się Ermou, jest długim deptakiem w centrum Aten i urzęduje na niej kilku muzyków ulicznych, wśród nich Dimitris Glaros Kostagiolas, do którego od razu się przyłączyliśmy i to przez dwa wieczory. Pierwszego zaczęliśmy jedynie słuszną polską pieśń masową „Whisky”, by skończyć ją drugiego.


Drugiego wieczora Dimitris udawał Page'a, ja udawałem Planta, a widownia udawała Greka.


Do tegorocznych scenicznych epizodów dokładam dwa wywiady radiowe na temat swojej twórczości, o których wspominałem przy okazji pozycji 7., oraz wymądrzanie się na scenie olsztyńskiej filharmonii na finał pozycji 2.



Na miejscu 5.:
Antyczny weekend

Krótko, ale intensywnie. Na dzień dobry (a właściwie na dobry wieczór) zwalający z nóg widok na Akropol z balkonu naszego hotelu.


Rano dwa widoki w jednym ze wzgórza Likawitos – Akropol w pełnym słońcu oraz skryta w tymże słońcu wyspa Salamina, z której znaczeniem dla całej Europy zapoznałem się prawie trzydzieści lat temu na zajęciach z dr. Ryszardem Sajkowskim (wówczas magistrem). Nasza miła grecka przewodniczka też dołożyła od siebie kilka refleksji na temat bitwy pod Salaminą (odnoszę wrażenie, że gdyby zakładała partię polityczną, nazwałaby ją Grecja Jest Najważniejsza).


Ostatniego ranka finał jak z greckiej tragedii. Dlaczego nikt nie pilnuje Grobu Nieznanego Żołnierza przy parlamencie? Bo wartownicy zostali przed chwilą przepędzeni przez manifestację ateńskich studentów, protestujących oczywiście w sprawach finansowych.


No i posłuchałem trochę muzyki, ale to wrzucam do wspólnego worka w pozycji 3.

Na miejscu 4.:
Andaluzja na chłodno

Byłem już w Andaluzji dziewięć lat temu, ale na tyle krótko i tak bardzo bez Żony, że chciałem i musiałem tu wrócić, by dopełnić wyczerpującej peregrynacji. Piętnaście dni, cztery miasta.

Sewilla. Obowiązkowe flamenco, na przykład na ulicy.


Kordoba. Obowiązkowa Mezquita, na przykład z pozującą Żoną.


Malaga. Obowiązkowe morskie dziwolągi, na przykład zamburiña, czyli chlamys varia.


Granada. Obowiązkowa Alhambra, na przykład nocą w przetłumaczonej piosence Los Puntos.


No i kilka ciekawych koncertów na pozycji 3.

Na miejscu 3.:
Zasłuchany i zapatrzony

Bardzo intensywny rok spędzony na widowniach w Olsztynie, Mrągowie, Giżycku, Dorotowie, Gietrzwałdzie, Dywitach, Krakowie, Sewilli, Maladze, Warszawie, Atenach. Razem z pozycją 1. tworzy to rok, jaki już nigdy się nie powtórzy. Bo co może przebić rok koncertowy, w czasie którego w odstępie niespełna pięciu miesięcy zobaczyłem na scenie The Rolling Stones, Rogera Watersa i pana z pozycji 1.?


Ale zaczęło się w styczniu od Dr. Misia, na którego olsztyński koncert czekałem pięć lat.


Piotr Wojtasik (i Kazimierz Jonkisz!) w kościele ewangelickim, czyli nowa inicjatywa jazzowa w Olsztynie.


Grzech Piotrowski i Liz Rosa w Dorotowie (przypomniałem sobie pewien koncert 25 lat temu).


W Giżycku ze dwadzieścia lat nie widziany przeze mnie na żywo Tymon Tymański. Tym razem w repertuarze m.in. beatlesowskim (ten sam Tymon, z nieco większym składem, trzy miesiące później w Dywitach).


Niezawodny Piotr Bukartyk w niezawodnej Sowie:


Początek lipca to kilkudniowy maraton koncertowy. Na początek, na rozgrzewkę przed koncertem Stonesów, Dzień The Rolling Stones w Gietrzwałdzie. Gwiazdą jest zjawiskowy Tumblin Flash', ale grają też olsztyńscy The Doctors oraz Janusz Sendela z Gietrzwałdu. No i ja.


Dwa dni później koncert The Rolling Stones na Stadionie Narodowym. Wydawało się, że to będzie mój koncert roku, ale kilka dni później okazało się co innego…


Po następnych dwóch dniach koncert z pozycji 2., a po jeszcze kolejnych dwóch Lao Che.


Potem trzy tygodnie nudy i wyjazd do Krakowa na koncert Rogera Watersa, który wywołał mnóstwo kontrowersji wśród fanów, a zwłaszcza „fanów”.


Nie było żadnych kontrowersji po występie Tymona Tymańskiego w Dywitach, na który wpadłem godzinę po powrocie z Krakowa.


Niespełna tydzień odpoczynku i Zalewski w towarzystwie sióstr Przybysz zaśpiewał mi Niemena.


Długa przerwa i normalny (w przeciwieństwie do pozycji 2.) koncert Spare Bricks, chociaż w nietypowych okolicznościach, bo w planetarium warszawskiego Centrum Nauki Kopernik (w drodze powrotnej emocjonowaliśmy się siatkarskim półfinałem Polska-USA, ze szczęśliwym zakończeniem w okolicy Olsztynka).


Skoro w sobotę był półfinał, to w niedzielę był finał. Kupując wcześniej bilet na koncert Grażyny Łobaszewskiej (a były dwa) musiałem obstawić, czy zagramy w finale czy o trzecie miejsce… Kupiłem na wcześniejszy koncert, co okazało się dobrym wyborem. Miałem i udany koncert, i satysfakcję wiernego kibica zwycięskich drużyn.


Ledwo ochłonąłem, a już musiałem podreptać do Gietrzwałdu posłuchać Dreptaka. Od jakichś 30 lat chciałem zobaczyć Olka Grotowskiego i Gosię Zwierzchowską. Gosi nie zdążyłem…


Trzy greckie sytuacje muzyczne.
Obowiązkowa zorba w restauracji Neos Rigas:


Obowiązkowa zorba w restauracji Bairaktaris:


I „Venus” po grecku w klubie Mojo. Nie tylko ja tłumaczę…


Dwa tygodnie później zmiana kręgu kulturowego i sześć sytuacji muzycznych w Andaluzji.
Śpiew, taniec i gitara w Baraka Sala Flamenca w Sewilli:


Flamenco prosto z sewilskiej ulicy:


Flamenco przepuszczone przez psychodeliczną maszynkę do mielenia widzów, czyli Quentin Gas & Los Zíngaros w sewilskiej Sala Malandar:


I ostatni koncert w Sewilli. Niby nie flamenco, ale w kluczowym momencie Dolores Berg wyciągnęła kastaniety…


W Maladze zapominamy o flamenco. Najpierw wybija nam je z głowy Eric Gales w Sala Trin Chera.


I prawie na koniec pobytu w Maladze akustyczny kameralny występ w Sala Premier Centro. Pablo Gomez Arjona z kolegami zagrał z gitarą i harmonijką jakieś (przepraszam, nie znam) hiszpańskie kawałki oraz m.in. „Have You Ever Seen the Rain?” Creedence Clearwater Revival, co po kilkunastu dniach okazało się zapowiedzią tego, że niedługo usłyszę ten utwór w autorskim wykonaniu (bilety na koncert Johna Fogerty’ego w Dolinie Charlotty już mam).


I przedwczoraj Kasia Nosowska godnie zakończyła najlepszy rok koncertowy, jaki dane mi było przeżyć.


Na miejscu 2.:
Mur a sprawa polska

Nieco się wahałem, co na pierwszym miejscu, a co na drugim, ale ostatecznie ustępuję miejsca Paulowi McCartneyowi. Miło przegrać z Beatlesem…

Poznany w 2014 roku zespół Spare Bricks długo męczyłem swoimi tłumaczeniami Pink Floydów, aż w tym roku zrobiliśmy całe „The Wall” po polsku. Najpierw był grudniowy telefon od Pawła, potem długa wymiana maili z tekstami, a w marcu Dom Pracy Twórczej u Jacka we Wrocławiu.


Z suplementem w pociągu:


W lipcu próba generalna z udziałem publiczności w Mrągowie:


Z dodatkowymi atrakcjami na hacjendzie Darka:


Jesienią dwa koncerty „The Wall” po polsku – w Jeleniej Górze (czyli w mateczniku zespołu) oraz w Olsztynie (niech i tłumacz ma swoje show).


W przyszłym roku 40-lecie „The Wall”. Jesteśmy gotowi!


Na miejscu 1.:
Ludzi mrowie, Paul w Krakowie

Krótko i na temat! Paul był moim numerem jeden w 2013 roku i w tym roku nie mogło być inaczej! Tegoroczny koncert Paula McCartneya w Krakowie, ogłoszony znienacka kilka dni po warszawskim występie Stonesów, był jeszcze lepszy. Bo mniejsza sala. Bo lepsze nagłośnienie. Bo bliżej stałem. Bo jeszcze lepszy wybór repertuaru. Bo Paul nadal w świetnej formie.


Dla przypomnienia:
Moja lista przebojów 2008 roku
Moja lista przebojów 2009 roku
Moja lista przebojów 2010 roku
Moja lista przebojów 2011 roku
Moja lista przebojów 2012 roku
Moja lista przebojów 2013 roku
Moja lista przebojów 2014 roku
Moja lista przebojów 2015 roku
Moja lista przebojów 2016 roku
Moja lista przebojów 2017 roku