piątek, 13 sierpnia 2021

Zielona mieszanka wybuchowa

Długo mi szło przekonywanie się do Green Festivalu, ale w zasadzie już polubiłem tę mieszankę nowej muzyki i belgijskich frytek.


Olsztyn Green Festival to wielka karta dań. I wprawdzie większy wybór jest w alei food trucków niż na jednej z dwóch scen, to nie po to przecież wydajemy kupę szmalu na bilety, by potem iść na burgera z szarpaną wołowiną. A przynajmniej nie tylko po to. Chociaż da się zauważyć we wspomnianej alei osoby, które wpadły tam na long diner z pięcioma daniami, winem i zażartą dyskusją o nędzy moralnej świata tego…

Co wybrałem z tegorocznej karty? Oczywiście frytki belgijskie i do tego Muńka, Ørganka i Zalefa.

Muniek lepiej zacząć nie mógł. Już po dwóch akordach wiedziałem, że będzie to „All Along the Wachtower”. Nie skojarzyłem w czyim tłumaczeniu, na pewno nie w moim :) Chyba Filipa Łobodzińskiego.

Zespół Muniek i Przyjaciele to skład budżetowy – dwie gitary akustyczne, harmonijka i śpiew. Uwielbiam takie granie, chociaż przyznam, że pod koniec miałem już lekki przesyt zbliżonych do siebie siłą rzeczy aranżacji. Bez malkontenctwa jednak – to był świetny występ, złożony oczywiście głównie z rzeczy T. Love (który widziałem ostatnio na żywo w 1995 roku…): „IV Liceum”, „Bóg”, „I Love You”, „To wychowanie”, „Autobusy i tramwaje”, „King”, „Banalny”, „Ajrisz”, „Warszawa”, „1996”, „Nie, nie, nie”. No i coś spoza T. Love: „Pola” (Muniek), „Zabawki” (Muniek i Przyjaciele), „Kalambury” (Pustki - słowa Broniewskiego), „The Times They Are a-Changin'”, Apaszem Stasiek był” (Szwagierkolaska - słowa Grzesiuk). Dziękówa!


Pod małą scenę już nie wróciliśmy. Na dużej najpierw Ørganek (którego widziałem dwa lata temu dwukrotnie – raz przypadkiem, a raz na tym samym festiwalu).

Zagrał wszystko, czego oczekiwaliśmy (m.in. „Głupi ja”, „Mississippi w Ogniu”, „Pogo”, „Fotograf Brok”, „Niemiłość”) i powiedział wszystko, czego oczekiwaliśmy (np. o Kukizie). Świetny rockowy koncert.


Na finał Krzysztof Zalewski, do którego przekonałem się ostatecznie trzy lata temu przy płycie „Zalewski śpiewa Niemena” (wiem, to banalne).


Od polityki nie uciekł także Zalewski. Już na wstępie publiczność skandowała ośmiogwiazdkowe hasło roku. Sam zresztą je wypowiedział, gdy się rozgrzał zapowiadając proklimatyczne „Jaśniej”. Tak bardzo się rozpalił, że chwilę potem wszedł na rusztowanie sceny…


Nie zmniejszając napięcia wszedł następnie na scenę z tęczową flagą i poszło „Polsko”. Adekwatnie.

Dobry jest ten Zalewski? Świetny!


Za rok też wpadnę na frytki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz