Z muzyki deathmetalowej to ja najbardziej lubię Nicka Cave’a, ale na prezentowany na Scenie Margines olsztyńskiego teatru spektakl o Vaderze musiałem się oczywiście wybrać. I nie wziąłem proponowanych przy drzwiach wejściowych zatyczek do uszu!
Czy to jest rzeczywiście o Vaderze? Przedstawienie „Vader. Wojna totalna”, na podstawie książki Jarosława Szubrychta o tym samym tytule, w zasadzie nie jest o muzyce, chociaż brzmi ona praktycznie przez cały czas. Przesłanie jest dość czytelne – jeśli czegoś bardzo mocno chcesz, to cel osiągniesz. Oczywiście, w tej bajce widzimy krew, pot i łzy zwycięzcy, ale nie widzimy tych, co przegrali. W latach osiemdziesiątych marzenia miały w Olsztynie, w Polsce i na całym świecie miliony takich chłopaków, jak Piotrek z ul. Gietkowskiej. Sukces stał się udziałem bardzo nielicznych. Najbardziej wytrwałych, obdarzonych największym talentem, mających największe szczęście? To zawsze jest mieszanka i niewiadoma porównywalna do tego, że czasem Adam Małysz leciał daleko a czasem blisko, ale w sumie trudno powiedzieć dlaczego…
To również trochę przedstawienie o pokoleniu (także moim), które miało okazję doświadczyć niesamowitej karuzeli społeczno-politycznej – dzieciństwo przeżyliśmy w klimacie fałszywego dobrobytu epoki Gierka, dojrzewaliśmy w oparach gnijącego realnego socjalizmu, a w dorosłość wchodziliśmy oglądając wybuch wolnego rynku (do tego dodajmy, że starość spędzimy zapewne próbując nieskutecznie wyjaśnić młodzieży, że nie wszystko, co widać w internecie jest prawdą).
Momentami było zatem zabawnie, bo socjalistyczny model kultury śmieszy po kilkudziesięciu latach tak samo jak „afrykańskość”, którą uprawiał w naszych telewizorach Afric Simone czy buty na koturnach zespołu Slade. Ciekawe, czy gdyby Piotr Wiwczarek urodził się kilka lat wcześniej, załapałby się na glam rock? Załapał się na Black Sabbath, potem na Judas Priest, potem na Slayera i tak ruszyła ta śmiertelna maszyna…
W opowieści przewija się mnóstwo spraw, mnóstwo ludzi. Jest tak gęsto, że nie sposób wszystkiego spamiętać (było przeczytać książkę, mądralo..). Sytuację ułatwia olsztyńskim lub wpędzonym w lata odbiorcom to, że wiele z tego działo się tuż obok nas. O festiwalach Metalmania czytałem na bieżąco w epoce. Eksplodującą kulturę thrash metalu analizowałem dzięki napisom wykonywanym długopisami na szkolnych torbach kolegów z technikum (tyleż długie, co nieskuteczne, dyskusje z niejakim Wiśnią, dzielącym ze mną szkolną ławę na przedmiocie podstawy elektrotechniki, o wyższości Pink Floyd nad Venomem).
Na studiach zetknąłem się przez chwilę z Docentem, który, na moment przed światowym sukcesem zespołu, znalazł jeszcze czas, by dołączyć do naszej grupy na historii przy ul. Szrajbera, co zapewne trzeba łączyć z Waldemarem Ziarkiem, również wspominanym w spektaklu. Wnukom będę opowiadał, że podczas kolokwium pożyczyłem Docentowi długopis… Trzy lata później anonsowałem w olsztyńskiej mutacji „Gazety Wyborczej” nie tylko koncerty Vadera, ale i Atrocious Filth, czyli jeszcze innej formacji, w której grał Doc (bardziej ekstremalnej, co może trudno sobie wyobrazić). Nawet robiłem z Odrażającym Brudem jakiś wywiad we From Pubie, ale nie było wtedy Docenta.

Może coś o wykonawcach? Chylę głowę przed unikalnym połączeniem talentu gitarowego Karoliny Ptaszyńskiej (która i krzyknąć umie) z czteroosobowym combo perkusyjnym odegranym przez aktorów naszego teatru (Maciej Mydlak, Krzysztof Plewako-Szczerbiński alias Peter, Marcin Tyrlik oraz Grzegorz Gromek). Najwięcej energii musieli włożyć Maciej Mydlak i Grzegorz Gromek. Były różne fragmenty muzyczne, począwszy od „Paranoid”, „Black Sabbath”, coś Judas Priest (no, nie znam na wyrywki), „Seek and Destroy” aż po „Dark Age”, czyli stawiającą kropkę nad i w tej historii premierą teledysku Vadera w MTV. Trochę szkoda, że tak nagle urwała się ta opowieść, bo historia Vadera jeszcze kilka razy zakręciła…
PS 1
Chciałem zacząć tę relację od banalnej wymyślonej retrospekcji, jak to przedszkolak Piotruś mija w 1971 roku budynek teatru i ani mu w głowie, że to jest teatr i że za 55 lat będą w nim wystawiać sztukę na jego temat, ale Maciej Mydlak przywołał na FB wyznanie Petera, że jako sześciolatek wystąpił już na deskach Teatru Jaracza w szkolnym przedstawieniu… Rzeczywistość jeszcze raz okazała się ciekawsza od wyobrażeń.
PS 2
Nie ucieknę w tym miejscu od przypomnienia swojej własnej wprawki quasidramatycznej, którą kilka lat temu zaszczycił swoją interpretacją Maciej Mydlak. To było trochę to samo – człowiek, muzyka, dziwny świat wokół…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz