środa, 10 września 1997

Kto zabił Laurę Palmer?

Na powyższe pytanie nie znam odpowiedzi. Nie wiem również kto zabił Kennedy’ego. To może dziś o zabójcach Indiri Gandhi...

Indira Gandhi, premier Indii, zginęła z rąk dwóch sikhów (a może Sikhów, o czym za chwilę) z jej osobistej ochrony: Beanta Singha i Satwanta Singha. Nie, Beant i Satwant nie byli braćmi. „Singh” to przydomek znaczący „lew”, który nosi każdy sikh-mężczyzna.
Sikhizm to religia powstała w XV wieku w Pendżabie czyli krainie leżącej na pograniczu dzisiejszych Indii i Pakistanu. Jej twórcą był Guru Nanak Czand, który stworzył syntezę islamu (monoteizm i równość wszystkich wyznawców) i hinduizmu (reinkarnacja). Po Guru Nanaku było jeszcze dziewięciu guru, a za jedenastego guru uznano 7 października 1708 roku księgę „Sri Guru Granth Sahib”. Od tego czasu sikhizm nie ma już nowych guru, jedynym guru pozostaje właśnie owa księga.
Jej oryginał znajduje się w mieście Amritsar (oczywiście w Pendżabie) w Złotej Świątyni. To odpowiednik katolickiego Watykanu czy też muzułmańskiej Mekki.
W 1983 roku świątynię tę obrali za swoją siedzibę sikhijscy separatyści, chcący utworzyć w Pendżabie własne państwo. Wyznawanie sikhizmu wytworzyło grupę społeczną, której niektórzy członkowie zaczęli uznawać się za naród. Więc już nie tylko sikhowie (wyznawcy), ale i Sikhowie (naród). Widziałem w Delhi graffiti "Sikh = nation". Trzeba tu dodać, że sikhowie są najczęściej dobrze wykształceni, bogaci, pracowici i zorganizowani we wspólnoty. Prawdziwa elita. Nasuwa się tu analogia z wyznawcami judaizmu.
Sikhijscy separatyści siedzieli w 1983 i 1984 roku w Złotej Świątyni w Amristarze i robili wypady, mordując swoich przeciwników. Zabili ponad 400 osób. Rząd Indiry Gandhi musiał interweniować i w czerwcu 1984 roku świątynia została zajęta siłą przez wojsko. Sikhowie uznali to za świętokradztwo. Finał nastąpił rankiem 31 października 1984 roku, gdy Beant Singh i Satwant Singh zastrzelili Indirę Gandhi w jej rezydencji.
W Amristarze nie byłem. Nie sposób zobaczyć całych Indii nawet w ciągu 1,5 miesiąca. Na szczęście w Delhi jest również Złota Świątynia. Znajduje się w niej kopia "Pani Księgi".


W świątyni odbywa się stale czytanie świętej księgi.


Można, a nawet trzeba, się do niej zbliżyć. Sikhowie nie robią z tym żadnego problemu. To bardzo otwarci ludzie.


Byliśmy w ich świątyni trzeciego dnia pobytu w Delhi i przyzwyczailiśmy się, że za wszystko trzeba płacić, a każdy Hindus oferuje się za płatnego przewodnika. U sikhów inaczej. Nie dość, że młody sikh oprowadził nas po świątyni, to jeszcze zaprowadził do darmowej publicznej jadłodalni znajdującej się na zapleczu. My też mogliśmy w niej zjeść, ale trzeciego dnia jeszcze nie mieliśmy tyle odwagi. Nie każdy musi być Tonym Halikiem.


Najpierw jednak zaprosił nas do kuchni, gdzie każdy może popracować przy produkcji ciapatów. Tu ciapaty jeszcze w postaci mąki:


A tu już w postaci gotowej:


Skąd na to pieniądze? Każdy może złożyć datek. Liczeniem kasy zajmują się oczywiście mężczyźni...

Bóg na własną rękę

Bahaici kojarzą się z Indiami, ale Bahá'u'lláh, twórca tej religii, urodził się w 1817 roku w Teheranie, stolicy ówczesnej Persji (czyli obecnego Iranu). Owszem, najwięcej wyznawców bahaizmu znajduje się w Indiach, ale jest to religia rozpowszechniona praktycznie we wszystkich krajach świata. Większym zasięgiem terytorialnym może pochwalić się tylko chrześcijaństwo. Duży zasięg bahaizmu nie oznacza zresztą dużej liczby wiernych. Jest ich ok. 6 mln, a co trzeci bahaita mieszka w Indiach.



Największa bahaistyczna świątynia w Indiach to Świątynia Lotosu w Delhi (Bahai Temple). Powstała w latach 1980-1986 według projektu Fariborz Sahba, Kanadyjczyka irańskiego pochodzenia, wyznawcy bahaizmu.


Na mnie największe wrażenie zrobiła sterylność tego miejsca. Był to zapewne efekt kontrastu między tym miejscem, a brudnymi ulicami Delhi, jakie przemierzałem wcześniej przez kilka dni.


Podobno Bahai Temple ma jakieś odniesienia do Taj Mahal, ale prawdę mówiąc ich nie dostrzegłem, gdy byłem kilka tygodni później w Agrze. Na pewno widać wyraźną inspirację budynkiem opery w Sydney, starszej o kilkanaście lat.


Świątynia bywa też nazywana Kwiatem Lotosu. Faktycznie, można doliczyć się aż 27 płatków, ułożonych po trzy w dziewięciu segmentach.


Świątynia może pomieścić 2,5 tys. osób. Wokół niej znajduje się dziewięć stawów i ogród o powierzchni prawie 11 hektarów.


Najistotniejsze jest to, że Bahai Temple nie jest właściwie bahaicka. Nie znajdziemy tam żadnych znaków religijnych jakiejkolwiek religii, przynajmniej przedstawionych wprost. Każdy szuka Boga na własną rękę... To po prostu dom modlitwy. Dowolnej. Wynika to zresztą z założeń bahaizmu, który stara się łączyć w sobie wszystkie monoteistyczne religie.

Meczet Piątkowy w środę

Według islamskiego kalendarza było to 10 dnia miesiąca Shawwāl 1060 roku. Czyli w piątek 6 października 1650 roku. Tego dnia Shahbuddin Muhammad Szahdżahan (czyli Szach Dżahan, czyli Szahdżahan, czyli Shahjahan), piąty władca Indii z muzułmańskiej dynastii Wielkich Mogołów, położył kamień węgielny pod budowę meczetu Jama Masjid (Dżami Masdżid) w Delhi.



Meczet to wielki i wspaniały, największa świątynia muzułmańska w Indiach, ale przecież Shahjahan przeszedł do historii z powodu innej budowli – mauzoleum Tadż Mahal w Agrze. Dziś jednak o Dżami Masdżid. Meczet Piątkowy zwiedzaliśmy w środę.


Jego nazwa, Meczet Piątkowy, nawiązuje do tego, że przeznaczony był do gromadzenia w piątek na obowiązkowej modlitwie całej społeczności muzułmańskiej. Zwykłe, mniejsze meczety nazywano po prostu masdżid. A ten był Dżami Masdżid. Pierwotna nazwa Masjid-i Jahān-Numā.


Budowę zapoczątkowano w 1650 roku, ale główne prace odbyły się w latach 1654-1658. Zbudowany jest z czerwonego piaskowca i białego marmuru, typowych materiałów dla cudownej architektury Wielkich Mogołów. Z meczetu widać inny, równie fascynujący przykład tej architektury, czyli Czerwony Fort (po lewej).


Sułtan zgromadził najlepszych budowniczych, cieśli, rzeźbiarzy, inżynierów, kaligrafów i innych wybitnych rzemieślników z całego świata. Stali na czele sześciu tysięcy robotników, którzy pracowali przy budowie. Koszt budowy wycenia się na 100 milionów ówczesnych dniówek robotniczych. Robotnik dostawał w XVII wieku 1 pajsa czyli jedną setną rupii dziennie. Oczywiście 350 lat temu wartość rupii była zupełnie inna. Wiele materiałów trafiło na budowę jako dar dla sułtana od jego poddanych.


Największe wrażenie robi szlachetna prostota, z jaką wykonano meczet. Budowa się troszkę ślimaczyła, więc Shahjahan wezwał budowniczych przed swe szlachetne oblicze. Uratowali głowy tłumacząc, że każdy kamień z wykutą inskrypcją z Koranu jest przed zamontowaniem wyświęcany. Sułtan pochwalił tę gorliwość i kazał w swej łaskawości kontynuować.


Do meczetu można wejść przez jedną z trzech bram. Meczet jest naprawdę duży. Na placu może modlić się jednocześnie 25 tysięcy wiernych.


Obowiązkowe minarety sięgają 41 metrów w górę.


Meczet po wybudowaniu był miejscem koronacji wszystkich sułtanów z dynastii Wielkich Mogołów. Ostatnia koronacja odbyła się 30 września 1837 roku, a koronowanym był ostatni sułtan Indii Bahadur Shah Kafar (Bahadur Szah II), obalony 20 lat później przez Anglików. Koronacji dokonał imam Syed Mir Ahmed Ali Shah Bukhari Shahi.


Dżami Masdżid miało do tej pory trzynastu imamów. Obecnie sprawuje tę godność Maulana Syed Ahmed Bukhari Shahi, którego inwestytura odbyła się 14 października 2000 roku. Trzy lata wcześniej, gdy wdrapałem się na szczyt minaretu, imamem był Maulana Syed Abdullah Bukhari Shahi.


A wdrapać się było warto. Wprawdzie dziewczyny zostały bezceremonialnie wymacane przez miejscowych wielbicieli na ciasnych schodach minaretu, ale była to cena, którą warto było zapłacić (no, ja jej nie płaciłem) za wspaniały widok Delhi z góry. Miasto kontrastów, że się tak oryginalnie wyrażę.


Pięć lat temu Meczet Piątkowy był miejscem zamachu bombowego. 14 kwietnia 2006 roku, gdy na placu modliło się tysiąc osób, terroryści zdetonowali tu bombę, raniąc 13 osób.


I żeby zakończyć optymistycznie, na koniec jedno z moich ulubionych zdjęć z Indii, zrobione właśnie przez meczetem Dżami Masdżid.