niedziela, 3 listopada 2013

Moi premierzy

Drugim polskim premierem, którego zobaczyłem na żywo, był Edward Osóbka-Morawski (1944-1947). Drugim, ale chronologicznie pierwszym. W październiku lub listopadzie 1988 roku, miałem wówczas dużo wolnego czasu, byłem na spotkaniu z nim w olsztyńskim Empiku. Ten przedwojenny działacz Polskiej Partii Socjalistycznej został, co by nie mówić, pierwszym komunistycznym premierem Polski (jeszcze nie PRL, bo formalnie istniała RP). Krótko, ale po kolei w trzech rządach. Gdy prawdziwi komuniści umocnili się na swych pozycjach, nie było już miejsca dla PPS-owca. Ustąpił w 1947 roku, nie wziął udziału w zjeździe zjednoczeniowym PZPR, gdy komunistyczna Polska Partia Robotnicza wchłonęła PPS. Jak zapewniał na olsztyńskim spotkaniu, nie był pupilem Stalina, który miał o nim powiedzieć „Aszybka-Morawski”.
Wojciecha Jaruzelskiego (1981-1985) widziałem trzykrotnie, ale już nie jako premiera. Za każdym razem w innej roli. 21 lipca 1988 roku na Polach Grunwaldu jako przewodniczący Rady Państwa był gościem apelu kończącego Zlot ZHP 1988. Leżymy pokotem w lipcowym upale czekając na przybycie głowy państwa.


Jako prezydenta PRL widziałem go 11 listopada 1989 roku przy Grobie Nieznanego Żołnierza w Warszawie (ale nie uprzedzajmy wypadków). Natomiast gdy 15 lipca 1990 roku odwiedził Zlot Grunwaldzki, był już prezydentem RP. Po harcerskim miasteczku zlotowym oprowadza Dh Zeus, nieżyjący już słynny nauczyciel historii z LO II, za prezydentem skromnie Gosia Arendt, wówczas komendantka Warmińsko-Mazurskiej Chorągwi ZHP im. Grunwaldu.


Na Mieczysława Rakowskiego (1988-1989) trafiłem zupełnie przypadkowo 29 lipca 2006 roku w Praniu, chwilę przed koncertem Mirosława Czyżykiewicza, Stanisławy Celińskiej i Teresy Budzisz-Krzyżanowskiej. Nie poznał mnie, ale ja jego owszem... To było gdzieś pod ta tablicą.


Tadeusza Mazowieckiego (1989-1991) dane mi zobaczyć tylko raz, 11 listopada 1989 roku, a więc gdy był urzędującym premierem. Pierwsze po wojnie obchody rocznicy odzyskania niepodległości w wolnej Polsce, Grób Nieznanego Żołnierza na placu Zwycięstwa (jeszcze nosił chyba tę nazwę). Zrobiło na mnie wrażenie, że pochodzący z dwóch różnych środowisk politycznych prezydent i premier stoją tak jak gdyby nigdy nic obok siebie. Wrażenie, dodajmy, pozytywne.


Jednym z gości Światowego Zlotu Harcerstwa Polskiego „Zegrze ‘95” był Józef Oleksy (1995-1996). Ale to zdjęcie zrobiłem na Stadionie Dziesięciolecia w Warszawie, gdzie odbył się jeden z festynów zlotowych. Harcerska publiczność nie miała dla premiera Oleksego litości i gdy został zaanonsowany przez mikrofon, zaczęła skandować „Niech zaśpiewa!”. Premier miał litość dla nas i nie zaśpiewał.


Włodzimierz Cimoszewicz (1996-1997) to jeden z tych trzech polityków, których widziałem zanim jeszcze zostali premierami (myślę, że ta lista jeszcze się kiedyś powiększy...). Jesienią 1990 roku trwała prezydencka kampania wyborcza, w której jednym z sześciu kandydatów był właśnie Cimoszewicz, kandydat Socjaldemokracji Rzeczypospolitej Polskiej. Olsztyńskie spotkanie z kandydatem odbywało się w auli Wyższej Szkoły Pedagogicznej przy ul. Głowackiego, wywalczonej strajkiem w spadku po nieboszczce PZPR. Można więc powiedzieć, że czuł się jak u siebie. Najmocniejsze pytanie z sali? Po co kandyduje, skoro wiadomo, że nie ma szans. Nie pamiętam odpowiedzi, ale dziś można powiedzieć, że było to poświęcenie, które się opłacało. Już trzy lata później postkomuniści doszli do władzy, a po kolejnych trzech latach Cimoszewicz został premierem.
Kiedy pierwszy raz widziałem Leszka Millera (2001-2004) nie pamiętam, ale było to na pewno w SHS „Perkoz”. Chyba to był 1985 rok, gdy Miller był kierownikiem Wydziału ds. Młodzieży, Kultury Fizycznej i Turystyki w Komitecie Centralnym PZPR. Potem chyba na przemyskim PZHS-ie w 1989 roku, gdy był już członkiem Biura Politycznego Komitetu Centralnego PZPR (ale może to już sobie wyobrażam tylko, luki w pamięci).
W sierpniu 2010 roku w Krakowie odbywał się Jubileuszowy Zlot Stulecia Harcerstwa. Jednym z gości mszy świętej na Wawelu był Marek Belka (2004-2005), wówczas już prezes Narodowego Banku Polskiego. Nie trafił mi w obiektyw.


Gdy pierwszy raz widziałem Donalda Tuska (2007-2019, że tak powróżę), trudno było oczekiwać, by liberał zrobił taką karierę. Był maj 1993 roku, jego ówczesna partia, Kongres Liberalno-Demokratyczny współtworzyła wprawdzie koalicję rządową, ale liberalizm już wówczas był w politycznym słowniku inwektywą. Spotkanie odbywało się w budynku Wyższej Szkoły Pedagogicznej przy ul. Szrajbera. Tusk siedział na katedrze, a z boku podium kucał jedenastoletni Michał.