sobota, 7 września 2013

Z SHS do SHS

To nie będzie nawet próba syntezy, raczej kilka refleksji byłego nastolatka, którego ponad ćwierć wieku temu kształtowała Szkoła Harcerstwa Starszego, a precyzyjniej mówiąc – wspaniali ludzie, jakich w niej można było spotkać. Zarówno ci, którzy w niej pracowali, jak i goście. Zarówno wykładowcy, jak i kursanci.


Wykładowcy i kursanci... Ten formalny podział musiał oczywiście obowiązywać, ale często bywał właśnie formalnością. Nie znaczy to, że nie mieliśmy nabożnego szacunku dla druhen i druhów, którzy w „Perkozie” objaśniali nam świat. Im większa była owa nabożność względem niektórych, tym większe może rozczarowanie po latach w stosunku do pewnych, nielicznych na szczęście osób. Miałem takiego jednego idola, którego uznawałem za mistrza świata i okolic w sztuce organizacji. Nawet jeśli się rozczarowałem po kilku latach, to też wyciągnąłem z tego jakieś życiowe doświadczenie. Nie wszystko złoto, co się świeci. Bo złotem, jak wiadomo, jest milczenie. Dobre i to, że znałem srebrnoustego...

Gdzie Gomułka i Gierek zrobili, co swoje
SHS „Perkoz” rozpoczęła działalność 9 września 1983 roku. Z perspektywy trzydziestu lat mogę uważać się za jednego z pierwszych absolwentów, chociaż kurs, w którym uczestniczyłem 24-28 października nie był formalnie kursem SHS, ale „zwykłym” Kursem Kadry Drużyn Starszoharcerskich Chorągwi Warmińsko-Mazurskiej. Z „Perkozem” łączyło nas jednak nie tylko miejsce, ale i osoba komendanta kursu, czyli hm. Adama Karczmarczyka. Kadrę kursu tworzyli m.in. funkcyjni jego 155 Olsztyńskiej Straszoharcerskiej Drużyny Turystycznej „Swobodne Elektrony”, jednej z gwiazd ówczesnego ZHP. Los tak sprawił, że sześć lat później ta drużyna połączyła się z moim środowiskiem w jednym szczepie, którego byłem komendantem.
Odkryciem tamtego kursu było m.in. Orzechowo, wieś wyludniona również przez Gomułkę i Gierka, dla mnie początki świadomości trudnych losów tych ziem.


Na krzywy ryj
Tak nieelegancko, ale obrazowo nazywa się kogoś, kto się podłącza. Ja się podłączyłem do pewnej bartoszyckiej drużyny i uczestniczyłem 23-27 maja 1984 roku w rajdzie SHS „Perkoz” (Olsztynek – Sudwa – Królikówek – Elgnówek – Smolonek – Parwółek – Jadaniny – Guzowy Piec – Unieszewo – Sząbruk – jez. Naterskie – Naterki – Olsztyn – Dajtki). To wtedy zrozumiałem, że turystyka kwalifikowana zaczyna się od 25 kilometrów dziennie, ale to nie jedyny warunek...

Niech się święci
Mając już niejakie sukcesy organizacyjne w harcerstwie (odkrycie istnienia zakamuflowanych struktur Harcerskiej Służby Polsce Ludowej w mojej kętrzyńskiej szkole średniej), zostałem skierowany na XVIII Kurs Organizatorów Pracy Starszoharcerskiej (6-13 listopada 1984 roku). Sukcesy organizacyjne to jedno, a wybranie złego pociągu na dworcu w Olsztynie to drugie. W dodatku pociągnąłem za sobą w tę otchłań druhnę i druha z Myszkowa, którzy też na ten kurs się wybierali. W efekcie docieraliśmy do „Perkoza” lekko spóźnieni. Wybawił nas z tego kłopotu hm. Romuald Hłobaż, dumny posiadacz fiata 126 p, więc kultową siedmiokilometrową trasę PKP Olsztynek-Waszeta pokonaliśmy jego maluchem.
W pamięci utkwiła m.in. wieczornica z okazji 66. rocznicy odzyskania niepodległości, święta prawie wówczas oficjalnie niezauważanego. Uroczysty wieczór prowadziła phm. Grażyna Adamczyk.
Zdjęcie z sąsiedniego kursu drużynowych, odbywającego się w tym samym czasie. Wtedy to pierwszy raz przecięły się moje i Gałąza drogi:


Ciemność widzę
Notatki mówią mi, że 15-16 grudnia 1984 roku byłem w „Perkozie” uczestnikiem V Chorągwianej Zbiórki Przedstawicieli Harcerzy Starszych, ale po pierwsze nic to nie wnosi do obrazu SHS, a po drugie nic z tego spotkania nie pamiętam.

Druh Paweł
Szkolenia nigdy dosyć. 22-26 kwietnia 1985 roku uczestniczyłem w kolejnym Kursie Kadry Drużyn Starszoharcerskich Chorągwi Warmińsko-Mazurskiej. Z tego spotkania zapamiętam przede wszystkim pierwsze zetknięcie z olsztyńskim instruktorem, hm. PL Pawłem Szawłowskim, architektem, twórcą projektu ośrodka „Perkoz”. To było zaledwie dwadzieścia kilka lat wcześniej, gdy wraz z naczelniczką ZHP hm. Zofią Zakrzewską wybierał miejsce, w którym stanął „Perkoz”.


Perkoz w Perkozie
Drugi raz absolwenci SHS „Perkoz” spotkali się na zlocie 23-26 maja 1985 roku, tym razem w swoim mateczniku, jakim niewątpliwie stawała się dla wielu z nas Szkoła. To miejsce stawało się dla nas bezpieczną ostoją, centralnym punktem ładowania akumulatorów. To plus, ale i minus. Po latach widzę, że traktowaliśmy „Perkoz” jak wieżę z kości słoniowej, osobny świat, wyabstrahowany od problemów szkolnych, kryzysu, nieakceptowania naszej harcerskiej postawy życiowej.
To był drugi i ostatni raz, kiedy dziś marudzę. Malkontentom stop.

Uprzejmie donoszę
Jesienią 1985 roku rozpoczęła się moja największa przygoda życiowa – dziennikarstwo. 8-10 listopada 1985 roku trafiłem na V Spotkanie Kręgu Przyjaciół „Na Tropie”. Pod czujnym okiem hm. Adama Czetwertyńskiego kształtowało się moje pojęcie o pisaniu tekstów. Zacząłem oczywiście od demaskatorskiego artykułu o fikcyjnym harcerstwie starszym w mojej szkole (dyrektor uważał, że ma dwa szczepy i sugerował, że składki będzie odprowadzał do hufca przelewem z konta szkoły). Druh Adam w trosce o moją maturę, do której były jeszcze dwa lata, opublikował tekst albo mocno zmieniony, albo pod pseudonimem (egzemplarz leży w najgłębszej warstwie archeologicznej w piwnicy, nie sprawdzę). Druh Adam... Mój pierwszy naczelny. A jakie nakłady mieliśmy!


Vvivir en contacto directo con la naturaleza
To chyba było podczas VI Spotkania Kręgu Przyjaciół „Na Tropie” (9-11 maja 1986 roku), gdy w „Perkozie” gościli kubańscy pionierzy (przecież nie skauci) z organizacji im. Joségo Martíego. Została mi z tego spotkania odznaka z podobizną tego kubańskiego poety (słowa jego poematu wykorzystano w słynnej piosence „Guantanamera”) i działacza niepodległościowego. Martíego nie można jednak bezpośrednio wiązać z rewolucją Castro, bo zginął w powstaniu antyhiszpańskim w 1895 roku, czyli 64 lata przed komunistycznym przewrotem na Kubie. I mam też w piwnicznych warstwach archeologicznych kubański plakat propagandowy z napisem, który znam na pamięć: „Vivir en contacto directo con la naturaleza”, czyli „Życie w bezpośrednim kontakcie z naturą”. Trudno kwestionować, nawet jeśli to napisali komuniści.

Ciemność widzę
I znów zero wspomnień. 10-12 października 1986 roku VII Spotkanie Kręgu Przyjaciół „Na Tropie”. Zapewne doskonaliłem warsztat.


Nie samym harcerstwem człowiek żyje
Zawsze śmieszyło rozgraniczanie „prawdziwego” harcerstwa i rzeczy „nieharcerskich”. Nie widziałem wyekstrahowanego harcerstwa w proszku, może dlatego. Z radością przyjąłem więc te formy pracy w „Perkozie”, które wykroczyły poza harcerstwo samo w sobie. Zaczęło się niewinnie. 7-9 listopada 1986 roku seminarium „Kształt życia” – „Człowiek a miłość”. Spokojnie, do seksu jeszcze dojdziemy.


Inspirujące
Pamiętam, że to było bardzo inspirujące spotkanie. 9-11 stycznia 1987 roku Forum XXI wieku – „Koniec miłości – czas samotności”. Rozważaliśmy skutki atomizacji zachodnich społeczeństw, zupełnie, ale to zupełnie nie przeczuwając*, nie oczekując*, nie wierząc* (niepotrzebne skreślić), że za trzy lata stanie się to naszym udziałem. Z tej wizyty została mi w głowie lektura fragmentów „Trzeciej Fali” Alvina Tofflera (czyż nie Druhna Gosia Arendt wypożyczała mi tę książkę?). Kilka miesięcy później było czym zaszpanować na maturze, gdy kazano mi omawiać różnice między systemem socjalistycznym a kapitalistycznym.

Perkoz na wyjeździe
IV Zlot Absolwentów SHS „Perkoz” odbył się 15-17 maja 1987 roku we Fromborku, a przy okazji po raz ósmy spotkali się tam przyjaciele „Na Tropie”. Wybór miejsca zapewne nieprzypadkowy, trzy miesiące później odbywał się tam VI PZHS.

Ciemność widzę
Dwa kolejne inspirujące spotkania zostawiły zapewne ślad tylko w podświadomości. 26-28 lutego 1988 roku seminarium „Kształt życia” – „Człowiek w świecie uczuć”, a 11-13 marca 1988 roku seminarium „Przemiany w obyczajowości seksualnej młodzieży. Subkultury”. Refleksja po ćwierć wieku – łączenie subkultur z seksualnością musiało zawierać w sobie jakąś tezę... Że hipisi, że wolna miłość – rozumiem. Ale punki?

Brygadzista się dziwi
Nie spodobało się być studentem, zostałem więc przedstawicielem klasy robotniczej. Mój szef brygady elektryków dziwił się, o co mi chodzi z tym urlopem na Warsztaty Kadry Kształcącej HAL ’88 (21-26 marca 1988 roku). Długo się nie napracowałem...


Dwadzieścia lat przed terminem
Delegatem na Zjazd ZHP zostałem dopiero w 2008 roku, ale 15-17 kwietnia 1988 roku snułem rozważania o przyszłości związku na Seminarium Stałym przed IX Zjazdem ZHP.

Wieści z Gdańska
Czas przyspieszał. Gdy w „Perkozie” odbywało się X Jubileuszowe Spotkanie Kręgu Przyjaciół „Na Tropie” (6-8 maja 1988 roku), w wielu miastach trwały strajki, pierwsze tak poważne od 1981 roku. Druhna z Gdańska przywiozła nam garść świeżych informacji...

Pięć z trzydziestu
Nie wiedzieliśmy, że za rok Polska będzie zupełnie inna. 23-25 września 1988 roku tańczyliśmy trochę jak na „Titanicu” w czasie Jubileuszowego Zlotu Absolwentów SHS „Perkoz”. Był bal. Ale i historyczne pozy.


Prawie wolna prasa
W olsztyńskim Empiku czytałem sobie „Ład” z zaznaczonymi ingerencjami cenzury, więc pomyślałem, że i ja coś tam sobie przemycę do naszej harcerskiej prasy, a nuż cenzor mi wytnie i będę bohaterem. Nie wyciął i nie byłem. XI Spotkanie Kręgu Przyjaciół „Na Tropie” (7-9 października 1988 roku) zakończyłem gazetką ścienną.


Pogadać zawsze można
Jeszcze Miodowicz nie spotkał się z Wałęsą w telewizji, a w „Perkozie” wyczuwało się dyskretną nutkę dekadencji. 14-16 października 1988 roku prowadziliśmy nocne Polaków rozmowy podczas Klubu Dyskusyjnego „Pokolenie pogrudniowe w świecie kryzysu”.

Jak to przetrwać?
To spotkanie przeszło do historii olsztyńskiego harcerstwa. 11-13 listopada 1988 roku odbywały się warsztaty „Survival w harcerstwie?”. A nasz Krąg Instruktorski przy świeżo założonym szczepie postanowił we wrześniu, że za bohatera weźmie Marszałka Józefa Piłsudskiego. Jak głosi legenda świeżo upieczony komendant hufca „Rodło” chodził zatwierdzać tego bohatera do Komitetu Miejskiego PZPR. Co to ma wspólnego z „Perkozem”? Postanowiliśmy zainaugurować kampanię bohater uroczystą wieczornicą z okazji 70. rocznicy odzyskania niepodległości. Szykowaliśmy dwa miesiące dziesiątki wierszy i piosenek, aż w porozumieniu z Druhną Gosią Arendt pojawiliśmy się 11 listopada w „Perkozie”. Widownia autentycznie miała łzy w oczach, stawała na baczność przy niemalże każdej pieśni legionowej.
A survival? Przetrwał.

Pranie mózgu
Prawdziwy survival zafundowałem sobie dwa dni później. W ramach Warsztatów Psychologicznych (13-16 listopada 1988 roku) odbyłem trening interpersonalny, czyli takie zbiorowe pranie mózgu. Jakże pocieszające jest to, że to forma kształcąca, a nie terapeutyczna.

Wałęsa się skończył
To niesamowite, jak można się pomylić. Trzy dni po słynnej debacie pomiędzy Alfredem Miodowiczem i Lechem Wałęsą, jaka 30 listopada 1988 roku odbyła się w telewizji, usłyszałem w „Perkozie” kategoryczną opinię, wyrażoną przez radiowego guru tamtych czasów. Słynny wówczas młodzieżowy dziennikarz radiowy stwierdził, że epoka Lecha Wałęsy się skończyła i że nic nie ma on do zaoferowania młodzieży. Za dwa lata zostanie prezydentem. Nie, nie ten dziennikarz. Lechu.
Przebojem tego spotkania, czyli seminarium „Kształt życia” – „Muzyka a style życia młodzieży” (2-4 grudnia 1988 roku) był film spiratowany z austriackiej telewizji pt. „Children of the revolution” (trochę o polskiej młodzieży, trochę o Pomarańczowej Alternatywie, trochę o scenie muzycznej, trochę o Wałęsie). Puszczaliśmy to sobie z wideo.
Wideo... „Perkoz” tamtych lat olśniewał nas również (w ramach bycia wieżą z kości słoniowej) niedostępną gdzie indziej techniką. Komputery, wideo, telewizja satelitarna. Nawet „Gazeta Olsztyńska” (coś mi ta nazwa mówi) pisała wówczas o ośmiu odbiornikach telewizji satelitarnej w naszym województwie. Jeden z tych odbiorników był właśnie w „Perkozie”. Młodzież dziś tego nie zrozumie, co czuliśmy oglądając Paula Kinga, prezentującego muzykę z obrazkami w MTV. Muzyka jak dla mnie nędzna, ale tak chcieliśmy posmakować tego cukierka.

Surrealizm
Nie wiem jak to się stało, że trafiłem na seminarium kierowników Wydziałów Starszoharcerskich Komend Chorągwi (5-9 grudnia 1988 roku). Co było najważniejsze na tym spotkaniu? Że ci z ZSMP mają lepsze perspektywy. Fakt, na wirażu historii wyrzuciło ich lepiej.

Ciemność widzę
Człowiek w tamtych czasach zadyskutowywał się na śmierć, a po latach nie pamięta czy był „za”, czy „przeciw” i o co właściwie chodziło podczas Klubu Dyskusyjnego (6-8 stycznia 1989 roku).

Profetyzm w domu i zagrodzie
Te warsztaty można uznać za prorocze. Od 30 stycznia do 4 lutego 1989 roku trwały Warsztaty Dziennikarskie i Gospodarcze. To połączenie było, jak rozumiem, przypadkowe, a uczestnicy wyraźnie odseparowani mentalnie. Zgadnijcie, w której grupie byłem? Dziś z połączenia dziennikarstwa i przedsiębiorczości wykuwalibyśmy nową, wspólną, wartość. Inne czasy.


Ciemność widzę
Seminarium „Harcerstwo starsze przed IX Zjazdem” (24-26 lutego 1989 roku). Trwał już Okrągły Stół. Nie mogło to nie wpłynąć na przebieg naszych dyskusji.

Baczność!
To wtedy zostałem okrzyknięty faszystą, gdy wydałem rozkaz „Baczność!” podczas Kursu Drużynowych Starszoharcerskich Chorągwi Warmińsko-Mazurskiej (2-6 kwietnia 1989 roku). Już nie jako uczestnik, ale jako prowadzący.
A w Warszawie kończył się Okrągły Stół, co obserwowaliśmy na perkozowym telewizorze.

Prasa to potęga
Dwie kolejne perkozowe wizyty to XII Spotkanie Kręgu Przyjaciół „Na Tropie” (21-23 kwietnia 1989 roku) i już w zupełnie innej Polsce XIII Spotkanie Kręgu Przyjaciół „Na Tropie” (27-29 października 1989 roku).


Ciemność widzę
Kurs Drużynowych Starszoharcerskich (6-8 listopada 1989 roku). Nic nie pamiętam.

Kształcimy kształcących
Szykując się do kolejnego obozu szkoleniowego Harcerskiej Akademii Wiedzy pod wodzą Druhny Gosi Arendt spotkaliśmy się na Kursie Kadry Kształcącej (1-7 lutego 1990 roku).

A w Wilnie
I znów patrzyliśmy w telewizor, gdy 13 stycznia 1991 roku Armia Radziecka zaatakowała wieżę telewizyjną w Wilnie, zabijając kilkunastu litewskich cywilów. To było w czasie Warsztatów środowisk wiodących (11-15 stycznia 1991 roku), tzw. wiodki.


Buzi
Nie wiem, nie zrozumiałem, nie spotkałem się mentalnie z Jurkiem F., który 7-17 marca 1991 roku (aż tak długo? może moje notatki mnie wprowadzają w błąd) prowadził w „Perkozie” swoje Spotkania. Konflikt może być twórczy, ale nie musi.


Epilog
W „Perkozie”, który przestał już być Szkołą Harcerstwa Starszego, bywam dość regularnie. Polowa Zbiórka Harcerstwa Starszego (23-25 sierpnia 1997 roku) nie była bynajmniej ostatnim razem.


Ostatni raz był rok temu, podczas Zlotu Hufca „Rodło”. O, przepraszam, ostatni raz jest dziś, podczas Jubileuszu XXX-lecia powstania SHS Perkoz. Nie, nie ostatni, na pewno.


PS Uwielbiam te koincydencje. Jutro z dawnej SHS (Szkoły Harcerstwa Starszego) jadę do dawnego SHS (państwa Słoweńców, Chorwatów i Serbów). Taka sytuacja.