O ile na poprzedni pełnowymiarowy koncert Zarazy czekaliśmy kilkanaście lat, to na dzisiejszy tylko trzy. To prawie jak chwilka, czyli zaraz.
Stanąłem na Targu Rybnym w pierwszym rzędzie czołowych psychofanów zespołu, który (nie) istnieje tylko o połowę krócej niż Rolling Stonesi. O połowę!
Centralny Zespół Reprezentacyjny Monty Pythona wykonał dziś następujący grejtesthits:
„Dacza”
Skoro już padła nazwa The Rolling Stones, to przypomniał mi się koncert z Chorzowa, który też zaczął się od największego hitu.
„Kochać kraj”
Dawno niegrane, dawno niesłyszane (tak dawno, że wtedy „nie” z imiesłowami pisało się jeszcze oddzielnie).
„Charka Noego”
Eksternistyczny egzamin z egzegezy egzekutywy.
„Jestem radio jestem telewizja”
Czasami sobie żartujemy, a czasami mówimy poważnie.
„Tato kupił nowy wóz”
Ale jakiej marki?
„Przewóz osób”
Gdyby nowy samochód się zepsuł, to mamy w zastępstwie komunikacyjny grandż.
„Amfetamina”
Chwila wytchnienia dla Sikora. Odmówił przetaczania krwi i namiotu tlenowego.
„Kochaj wariata (Zatańczymy?)”
Do swego danse macabre Sikor wciągnął córkę Dżawora.
„Regina”
Nadal się nie ujawniła…
„Dziewczyna błąd”
Sikor musi jeszcze potrenować rzut do celu damską bielizną.
„Ja chcę być Martiną Navratilovą”
Tańczą siostry Williams.
„Na sygnale”
Zapomniany hajdentrak.
„Dziewczyna błąd” (bis)
Halo, zespoły punkowe nie grają takich funkowych jamów!
Fotografia rodzinna:
Przejąłem playlistę:
Wyjaśniło się, czemu Sikor na nią zerkał (spryciarz zapisał sobie pierwsze słowa zwrotek):
I poczłapałem do Sowy, którą trzeba wspierać moralnie i finansowo w ostatnich dniach istnienia…





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz