Chciałem tylko, żeby gdzieś przekroczyć granicę, wszystko jedno którą, bo ważny dla mnie był nie cel, nie kres, nie meta, ale sam niemal mistyczny i transcendentny akt przekroczenia granicy.
(Ryszard KAPUŚCIŃSKI, „Podróże z Herodotem”)
Skoro rok wcześniej Jesienny Zlot Drużyn Starszoharcerskich był w Mieście Pani, to logiczne, że ten musiał odbyć się w Mieście Marii. No i przecież miesiąc wcześniej wygraliśmy pod Grunwaldem (swoją drogą wojskom Jagiełły wystarczył tydzień na dotarcie do Malborka, jak się okazało - niepotrzebnie).
Stacjonowaliśmy przy stadionie Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji.
Czemu IV Jesienny Zlot Drużyn Starszoharcerskich Chorągwi Warmińsko-Mazurskiej i Gdańskiej odbywający się w Malborku, czyli na terenie Chorągwi Elbląskiej, nie dotyczył tej chorągwi? Nie wiem. Może wyrazili swoje désintéressement z powodu przejedzenia się im Malborka. Coś jak koledzy z krakowskich studiów nie odwiedzający Wawelu lub niektórzy (znam, znam) z naszej chorągwi znudzeni śmiertelnie Grunwaldem. Właśnie, czemu Jagiełło po pokonaniu krzyżaków nie zdobył Malborka? Wyjaśniam po latach w swej piosence: Polski król pamiętał, że ma krew litewską Malborka nie zdobył, tak dla równowagi Nie chciał, by Korona rosła kosztem Księstwa Witold też nad Nogat wojsk swych nie prowadził
Tym razem ze zdobycie zamku nie było problemów.
W Malborku nie śpiewałem na scenie, chociaż były jakieś występy. Ledwo grałem wtedy na gitarze. Tak ledwo, że trzyma ją Druhna Marzena.
Gałąz za to odróżniał C-dur od a-moll.
Historyczne zdjęcie (ale na czym ta historyczność polega?).
Kącik formalny, czyli program zlotu:
20-22.09.1985 IV Jesienny Zlot Drużyn Starszoharcerskich Chorągwi Warmińsko-Mazurskiej i Gdańskiej Malbork
Moja osobista starszoharcerska kulminacja. I kumulacja. Po pierwsze PZHS, po drugie w naszej chorągwi, po trzecie zostałem szefem biwaku na tysiąc osób.
Od 4 lipca nie byłem w domu. 16 sierpnia, po obozie hufca w Zdorach i obozie szkoleniowym w Baranówce, przyjechałem z Wertepiuszem (u którego zatrzymaliśmy się w Morągu na dwa dni w drodze z Fromborka) na Grunwald. Dziesięć dni przed oficjalnym otwarciem IV Polowej Zbiórki Harcerstwa Starszego, by, jako gospodarze, rzucić się do przygotowań. Czyli stawiliśmy się jako pracownicy fizyczni. Zastawszy opuszczoną kuchnię obozową (wcześniej był zapewne jakiś obóz archeologiczny), zaczęliśmy od… próby usmażenia frytek. Nieudanej, bo na kuchni polowej nie uzyskaliśmy odpowiedniej temperatury. Majka prawie się popłakała, gdy zamiast chrupiących paluszków ziemniaczanych, podaliśmy „ziemniaki ugotowane w oleju”, jak ze znawstwem oceniła. Nie po to tu jednak przyjechaliśmy, by się obżerać (dla równowagi psychicznej chodziliśmy jednak na placki ziemniaczane serwowane w barze przy parkingu). Jako się rzekło, przybyliśmy tu do pracy, przeważnie fizycznej. Oczywiście do facetów stawiających namioty, bramy, ogrodzenia, toalety itp. nikt nie zajrzał z aparatem.
A do dziewczyn owszem: Dorota, Ewa, Jola, Jola (a druh co tu robi? nie przy kopaniu?), Iwona.
Przygody małe i duże w trakcie przygotowań: - pożyczyliśmy kosę od rolnika ze Stębarka, osobiście obiecałem, że nie zniszczymy; oczywiście jakiś harcerski aparatczyk ją połamał, - doznałem trwałego uszczerbku na zdrowiu, gdy przygniotłem sobie palec ciężkim pieńkiem, w wyniku czego poszerzył się na stałe o jakieś dwa milimetry (palec, nie pieniek), - wyprawa chorągwianym pojazdem marki ARO do urzędu gminy w Gierzwałdzie, ewidentnie po coś ciężkiego, bo z przyczepą, a w pojeździe czterech fizycznych. Gdy już to wszystko wykopaliśmy, zakopaliśmy, postawiliśmy i przystroiliśmy, ruszył w końcu PZHS. W niejasnych okolicznościach (tzn. po znajomości) zostałem mianowany komendantem biwaku Zawisza Czarny. O, to brama do tego biwaku, efekt współpracy damsko-męskiej (seksistowsko stereotypowo: dziewczyn jest tablica, brama jest męska). Przy okazji zauważmy, że uczestnikiem zdjęcia jest słynny druh Sokół.
Tak to widziałem kilka miesięcy później (miało się ten talent).
Na czele 1000 osób wijących się aż kraniec zdjęcia podążam więc na apel rozpoczynający PZHS.
Harcerz Orli Robert Zienkiewicz melduje I biwak Zawisza Czarny na apelu… Biwaków, jak widać, było sześć. Wszyscy komendanci z naszej chorągwi, poza jednym (Druh Jarek Balon z Krakowa). W tle drużyna sztandarowa oraz skauci, bodajże z Francji.
Biwaki zameldowane, można przekazać wyżej… Meldunek przyjmuje zastępca naczelnika hm. Julian Nuckowski. Oj, czyż z tyłu za Bogumiłem Zychem nie stoi Adam Czetwertyński, czyli szef „Na tropie” (którego poznam za kilka tygodni)?
Sztab zbiórki, czyli głównie ludzie z SHS „Perkoz” (m.in. Adam, Gosia, Zbyszek, Agnieszka). Lekko obok hm. Henryk Leśniowski (jak rozumiem jako dziennikarz „Gazety Olsztyńskiej”). Jeszcze dalej ekipa od śpiewania, w której rozpoznaję Miśka.
Następnego dnia przysłali mi na biwak z wizytacją generała Floriana Siwickiego. Ministra obrony narodowej! Musiałem zameldować „biwak na zajęciach” itp. Czy to przypadek, że jesienią stanąłem do poboru?
Nie o Florianie jednak na pewno rozmawiamy z Gałązem i Bartkiem.
Jest i film. Ktoś nakręcił nieudźwiękowioną ósemką. Chyba się nie załapałem.
Kącik prasowy. Po pierwsze informacja w majowym „Na Tropie”, na którą czekałem z wypiekami na twarzy od jesieni.
I relacje we wrześniowym numerze „Na Tropie”. Adama Czetwertyńskiego, samego red. naczelnego:
Jacka Sońty:
Tajemniczej Kaśki:
Druha Janusza Wojtyczy (wówczas wykładowcy na Wyższej Szkole Pedagogicznej w Krakowie – obecnie Akademii Pedagogicznej - gdzie nawet dwa lata później trafiłem):
Oraz Krzysztofa Stanka (dziś uznanego amerykańskiego profesora astronomii, a wtedy skromnego wędrownika z jakże mi drogiego Sandomierza):
No i relacje cywilne w „Gazecie Olsztyńskiej” (niezawodny duet Gienek Rudzki i druh Henryk Leśniewski). W połowie zbiórki, czyli 28 sierpnia 1985:
I dzień po jej zakończeniu, czyli 30 sierpnia:
I jeszcze krótka relacja w „Świecie Młodych” z 3 października 1985: