czwartek, 6 września 2012

W zgodzie z własnym demonem

Jeśli chodzi o grób Jima Morrisona na paryskim cmentarzu Père-Lachaise, to, ogólnie mówiąc, szału nie ma.


Grób jest skromny, ale to akurat nic dziwnego na tej nekropolii. Pochówki znanych osób często zaskakują tu minimalizmem. Bardziej okazały grób nie miałby zresztą większego sensu, stale narażony na przejawy entuzjazmu wielbicieli.


Otoczenie barierkami zbyt wiele nie pomaga.


W ciągu ponad czterdziestu lat grób kilka razy się zmieniał. Najsłynniejsza wersja mogiły, utrwalona w popkulturze, istniała w latach 1981-1988. Grób wieńczyło wówczas popiersie Morrisona wykonane przez chorwackiego rzeźbiarza Mladena Mikulina. Rzeźba była nieustająco malowana, dewastowana, aż w końcu została skradziona.


Obecnie głównym elementem pochówku jest tablica umieszczona na początku lat 90. przez ojca Morrisona. Grecki napis KΑΤΑ ΤΟΝ ΔΑΙΜΟΝΑ ΕΑΥΤΟΥ znaczy mniej więcej, że Morrison żył w zgodzie z własnym demonem.


Można powiedzieć, że ten rok stał dla mnie pod znakiem Doorsów. Na finał była wrześniowa wizyta na Père-Lachaise.


A wcześniej dwa polskie koncerty: w Ostrołęce i w Dolinie Charlotty. Przy okazji przygotowań do tych koncertów kilka tłumaczeń:
- Riders On The Storm
- Take It As It Comes
- Break On Through (To The Other Side).

Grób Morrisona wcale nie jest najbardziej zdewastowanym miejscem na Père-Lachaise. Wiele innych grobowców nosi ślady miłości fanów. Na przykład Oskar Wilde jest cały wycałowany. Dosłownie. Ale to zupełnie inna historia.