piątek, 9 grudnia 2022

Przetłumacz to sam

Do Casablanki nie zdecydowaliśmy się pojechać (wystarczy mi najlepsza olsztyńska restauracja o tej nazwie), całe Maroko przyjmując w dawkach gargantuicznych w Marrakeszu. W zastępstwie tłumaczenie pewnej piosenki, która na zawsze będzie kojarzyć się z tym miastem.



Miejscem pracy twórczej przypadkowo stała się restauracja o zachęcającej nazwie Dar Marjana.

Gdzieś pomiędzy specjałami kuchni marokańskiej powstała taka oto polska wersja:

Pamiętać musisz to
Przy ustach usta są
Westchnienie ciągle trwa
To najważniejszych rzeczy znak
Choć mija czas

Gdy dwoje kłóci się
To brzmi jak „kocham cię”
I tego trzymaj się
Cokolwiek przyszłość zechce dać
Choć mija czas

Wyznania pod księżycem nie znudzą nigdy się
Miłość, zazdrość i nienawiść też
Kobieta mężczyzny, mężczyzna kobiety chce
I tak to ciągle jest

Tak toczą walkę stale
O miłość i o chwałę
Bierz wszystko albo trać
Tak świat kochanków wita zawsze
Choć mija czas

Marrakesz (Dar Marjana), 9.12.2022

Niezbędna faktologia:
- piosenkę napisał Herman Hupfeld na potrzeby musicalu „Everybody's Welcome” wystawionego w 1931 roku, gdzie śpiewała ją Frances Williams,
- na płycie w 1931 roku pierwszy zarejestrował ją Rudy Vallée,


- w kultowej scenie filmu „Casablanca” zaśpiewał ją Dooley Wilson, znaczy się Sam,
- a potem już wszyscy to śpiewali…

Na wszelki wypadek spieszę wyjaśnić, że dwie piosenki z Marrakeszem w tle już przetłumaczyłem:
- „Marrakesh Express” Crosby, Stills & Nash,
- „On the Road to Marrakesh” The Beatles (formalnie rzecz biorąc).

Horacy Tłumacy - na Facebooku
Horacy Tłumacy - na YT
Horacy Tłumacy - lista przetłumaczonych piosenek

środa, 7 grudnia 2022

Pop melizmatyczny

Wiele sobie po tym miejscu obiecywałem. Nie to, żebym się zawiódł, ale na danie drugiej szansy nie miałem czasu/ochoty (niepotrzebne skreślić).

Skądinąd Cafe Clock to ciekawe miejsce, na samym końcu dzielnicy Kasbah w Marrakeszu. Pokazy muzyków ludowych, tradycyjne opowiadanie historii, grupa żeńska, warsztaty gotowania i kaligrafii, jam session. No i właśnie na jam session się wybrałem. Młodzi Marokańczycy z gitarami grali różne kawałki, które znam ze słyszenia, ale na współczesnym popie, to ja się nie znam. Na popie niewspółczesnym bardziej, rozpoznałem „Sway” z korzeniami w latach 50., którą śpiewali m.in. Dean Martin, Frank Sinatra, a w Polsce Ludmiła Jakubczak (latynoskie rytmy były ewidentnie forpocztą rock and rolla nad Wisłą).


Bez trudu i z pewnym zdziwienio-rozbawieniem rozpoznałem „Seven Nation Army”, które przeszło po dwóch minutach w coś zupełnie innego, czego już nie zrozumiałem.


Reasumując – ciekawe doświadczenie muzyczne, ale wybrałem nie do końca właściwy wieczór.

niedziela, 4 grudnia 2022

Wolny rynek muzyki

W zasadzie nie wiem, o co chodzi. Powiedziałbym, że to mantra, ale to nie ten system aksjologiczny.


Plac Dżami al-Fana w dzień i Plac Dżami al-Fana nocą to dwa różne place. Pomijam kwestie spożywcze (późnym popołudniem rozstawiają się od podstaw stoiska z jedzeniem, regularne polowe restauracje). W interesującej mnie równie mocno sferze muzycznej też następuje gwałtowna zmiana (za dnia widziałem tylko jednego niemal klasycznego streetera). Po zmierzchu w kilkunastu niezależnych kręgach zasiada od kilku do kilkudziesięciu ludzi. Od jednej do kilku osób to muzycy, reszta to słuchacze. Audytorium czasem robi za chór, czasem rytmicznie klaszcze. I tak wiele godzin. Wrażenie jest takie, że grają bez przerwy, bo zawsze kilka ekip rżnie od ucha do ucha. Można by rzec, że to cały plac jest jednym wielkim żywym instrumentem. Poniższy film pokazuje tylko przedsionek placu, na który zaraz wejdziemy. Usadowił się tam jeden facet i bębni godzinami.


Proszę bardzo, oto sytuacja muzyczna w samym środku placu. Kosztowało mnie to 20 dirhamów, czyli jakieś 9 zł. Niby grają dla siebie, ale czujne oko zaraz wypatrzy turystę. Swoją drogą – póki na placu będzie więcej lokalsów niż turystów (a nocne proporcje to spokojnie 1:100), to komercjalizacja nie grozi.


Jak się okazuje, mamy tu do czynienia z wolnym rynkiem. Wokół tego muzyka nie zgromadził się taki tłum, jak u konkurencji. Mniejsza rodzina?

Marrakesz to milionowe miasto. Nie wszyscy zmieszczą się na placu. Pod Meczetem Księgarzy dzieje się to samo, choć na mniejszą skalę.