Chciałem tylko, żeby gdzieś przekroczyć granicę, wszystko jedno którą, bo ważny dla mnie był nie cel, nie kres, nie meta, ale sam niemal mistyczny i transcendentny akt przekroczenia granicy.
(Ryszard KAPUŚCIŃSKI, „Podróże z Herodotem”)
Miał swoje seksistowskie piosenki Lennon, miał i McCartney. Tak o tych utworach sądzimy dziś i żaden dekret żadnego prezydenta żadnego kraju tego nie zmieni.
Piosenkę „Another Girl” Paul napisał na początku lutego 1965 roku w czasie urlopu w Tunezji, który spędzał oczywiście z Jane Asher. W willi należącej do rządu Jej Królewskiej Mości miał wyłożoną tunezyjskimi mozaikami łazienkę o świetnej akustyce, co, jak wiem doskonale również z własnych doświadczeń, natychmiast prowokuje do jej wypróbowywania. No i z tych prób powstała piosenka, w której Paul zupełnie bez metafor śpiewa, że ma nową dziewczynę, bo zawsze bierze to, co lepsze. Ba, adresuje tę informacje bezpośrednio do byłej już dziewczyny. Po latach stwierdził, że to była tylko taka zabawa, bez podtekstów i bez związku z rzeczywistością. Co prawda, to prawda – Paul i Jane tworzyli najbardziej ekscytującą parę swoich czasów jeszcze przez trzy lata. A może Paul odreagowywał w ten sposób swoją frustrację rockowego macho, któremu Jane potrafiła się postawić.
Już inną mam Dziewczynę mam Dziewczynę mam
Ty chcesz, żebym ciągle mówił, że nikt tylko ty Lecz, cóż, tak się składa, że jest ktoś nowy od dziś Nie jestem głupi, nie chcę brać, co mi nie w smak
Już inną mam Dziewczynę mam Dziewczynę mam
Jest słodsza od wszystkich dziewczyn, a trochę znam ich Nikt w świecie nie umie tego, co daje wciąż mi Więc mówię ci to, żebyś dziś wstrzymała się
Już inną mam Dziewczynę mam Dziewczynę mam Będzie kochać mnie po kres Na dobre, złe przyjacielem moim jest
Nie mówię, że szczęścia wcale nie dałaś mi ty Lecz, cóż, tak się składa, że jest ktoś nowy od dziś Nie jestem głupi, nie chcę brać, co mi nie w smak
Już inną mam Dziewczynę mam Dziewczynę mam Będzie kochać mnie po kres Na dobre, złe przyjacielem moim jest
Nie mówię, że szczęścia wcale nie dałaś mi ty Lecz, cóż, tak się składa, że jest ktoś nowy od dziś Nie jestem głupi, nie chcę brać, co mi nie w smak
Już inną mam Dziewczynę mam Dziewczynę mam Dziewczynę mam Olsztyn, 7-8.02.2025
W repertuarze koncertowym Paula zadebiutowała dopiero w 2015 roku.
Nazywał się Jacek Jeleń, urodził się w połowie drogi między Suwałkami a Augustowem i napisał tekst piosenki, którą zaśpiewali Beatlesi.
Utwór „Ain't She Sweet” to klasyczna produkcja z Tin Pan Alley, czyli zawodowe piosenki pisane przez zawodowców dla zawodowców. Muzykę skomponował Milton Ager a słowa napisał Jack Yellen, czyli Jacek Jeleń urodzony w rodzinie żydowskiej (ojciec Abram, matka Bessie) w 1892 roku w Raczkach. Z rosyjskiego zaboru do Ameryki przybył z rodziną w 1897 roku. A potem – dobre studia, dziennikarstwo, pisanie piosenek. „Ain't She Sweet” powstała w 1927 roku i została przebojem na długie lata. Beatlesi, którzy na początku kariery, a zwłaszcza podczas wielogodzinnych występów w Hamburgu, grali „wszystko”, mieli w repertuarze również nierockandrollowe kawałki. Ten znali jednak chyba z wersji, którą w 1956 roku nagrał Gene Vincent. Był jednym z utworów, który zarejestrowali 22 czerwca 1961 roku podczas swojej pierwszej profesjonalnej sesji nagraniowej, jeszcze z Bestem za perkusją. Mieli ewidentnie słabość do tego utworu, bo bawili się nim także w czasie sesji do „Abbey Road” (to nagranie jest z 24 lipca 1969 roku):
I dwadzieścia pięć lat później, gdy było ich już tylko trzech (23 czerwca 1994 roku):
A ja zrobiłem to tak:
Och, słodka jest Spójrz, jak ulicą idzie gdzieś Tak więc spytam cię dziś w sekrecie, czyż nie Słodka jest?
Och, piękna tak Spójrz na nią dobrze raz lub dwa Tak więc spytam cię dziś w sekrecie, czyż nie Piękna tak?
Rzuć okiem znów Jaka sylwetka O, Boże mój Czyż nie jest świetna?
Och, słuchaj mnie Nie sądzisz, że jest super wręcz? Tak więc spytam cię dziś w sekrecie, czyż nie Słodka jest?
Och, słodka jest Spójrz, jak ulicą idzie gdzieś Tak więc spytam cię dziś w sekrecie, czyż nie Słodka jest?
Och, piękna tak Spójrz na nią dobrze raz lub dwa Tak więc spytam cię dziś w sekrecie, czyż nie Piękna tak?
Rzuć okiem znów Jaka sylwetka O, Boże mój Czyż nie jest świetna?
Och, słuchaj mnie Nie sądzisz, że jest super wręcz? Tak więc spytam cię dziś w sekrecie, czyż nie Słodka jest?
Och, słodka jest Spójrz, jak ulicą idzie gdzieś Tak więc spytam cię dziś w sekrecie, czyż nie Słodka jest? Tak więc spytam cię dziś w sekrecie, czyż nie Słodka jest? Olsztyn, 6-7.02.2025
Czy radio więcej zawdzięcza muzykom czy to muzycy powinni być w pierwszej kolejności wdzięczni radiu? Równie dobrze można zastanawiać się nad pierwszeństwem kury i jajka.
Jeśli odpowiedzią miałby być wolny rynek, to górą są twórcy – to radio płaci za emitowanie piosenek, a nie muzycy za zaistnienie na antenie (choć znane są odwrotne korupcyjne przypadki…). Dodajmy, że płaci się autorom a nie wykonawcom, dlatego więcej na radiu zarobił powiedzmy Neil Diamond, który napisał wiele hitów dla siebie i innych, że przytoczę choćby „I'm a Believer”, niż Joe Cocker, który przyłożył się do bogactwa Lennona i McCartneya swoją wersją „With a Little Help from My Friends”, a sam sobie mało co napisał. Czy dziwi więc ta mnogość piosenek o radiu? To dobry biznes nagrać piosenkę z radiem w tytule lub refrenie. Powiedzmy Queen. Powiedzmy Budka Suflera. Ba, powiedzmy Locomotiv GT… Piosenkę „A rádió” tej węgierskiej supergrupy (na którą złożyli się byli członkowie ówczesnych nadbalatońskich potęg: Omega, Hungária i Metro) usilnie chcieliśmy rok temu zagrać z Pawłem w jego, chociaż prowadzonej okolicznościowo przeze mnie, audycji Szafa z Muzyką. Tak się bowiem składało, że tego dnia był Światowy Dzień Radia. Przewaliliśmy czas, zagadując się niemiłosiernie na antenie i nie weszło. Dziś, ponad tydzień przed terminem, oddaję do użytku to okolicznościowe tłumaczenie (i to jest oczywiście mój drugi przekład z języka Sándora Petőfiego, bo pierwszy wiadomo).
Gra nam radio wciąż, gra nam radio wciąż
Mówili na to wciąż broadcasting i to był ciężki szmal Gdy cały w nerwach pierwszy spiker przed mikrofonem siadł Jego aksamitny głos poleciał w siną dal Z tej dali słuchacz zameldował: Test zdany, wszystko gra!
Samochód do przewozu mebli na Gyáli út stał wciąż I tak ruszyło pierwsze studio, dwudziesty trzeci rok Za całkiem znośny program uchodził w czasach tych Adiutant János Marcal, co śpiewał głosem swym
Gra nam radio wciąż, gra nam radio wciąż Gra nam radio wciąż, gra nam radio wciąż
To mogło być w dwudziestym czwartym, gdy z radia poszło to Transmisja po raz pierwszy, a to był koncert w zoo Wytwórnie płyt tę konkurencję przeklinały, gdy Błękitna Rapsodia grała, lecz był z tego żaden zysk
Mieszkańcy nieodlegli usłyszeli świetny dźwięk Nadajnik Czepel w dwudziestym piątym przywitał grzecznie z nimi się Do góry w stronę nieba wzbił się anten dziwny kształt A sprytny student kryształkowe radio zrobił sobie sam
Gra nam radio wciąż, gra nam radio wciąż Gra nam radio wciąż, gra nam radio wciąż
W pionierskich czasach każdy spiker dobrze wiedział, że: „Żadnej improwizacji, masz czytać na głos tekst!” I chociaż Elzę oraz Lilię znał w życiu mało kto To każdy słuchacz wiedział, że ich głosy słodkie są
Szukały dzieci pana w skrzynce, co pewno się tam skrył Polerowały babcie lakier, aż w słońcu pięknie lśnił Listonosz brał podatek, jeśli radia słuchać chcesz Płaciłeś mu tyle samo za wieści dobre albo złe
Gra nam radio wciąż, gra nam radio wciąż Gra nam radio wciąż, gra nam radio wciąż
- o stałej porze - na szczycie listy - są trzy minuty po - - piąta liczba to sześćdziesiąt trzy - na deszcz będzie szło - - przepraszamy, burza przyszła skądś - - front przechodzi - umiarkowane zbiory - zamknięty akwen jest - - na zachodzie minus dwadzieścia stopni i spadnie chyba deszcz - - jeśli to ci się nie podoba, wyłączyć możesz mnie -
Gra nam radio wciąż, gra nam radio wciąż Gra nam radio wciąż, gra nam radio wciąż
Dziś słuchasz tego już w stereo i to wspaniałe jest Że w tym samym czasie z dwóch stron leci nieco inny dźwięk I piękne brzmienie jest, kiedy orkiestra wielka gra Gdy w środku siądziesz i wsłuchasz się, to pełny obraz masz
Czasami to rozprasza nas, a czasem maszyn głos Chowamy do kieszeni to, lecz patrz uważnie w krąg Gdy dobra jest pogoda, każdy program świetnie brzmi A w tym programie piosenkę starą zagramy także ci
Gra nam radio wciąż, gra nam radio wciąż Gra nam radio wciąż, gra nam radio wciąż
Drodzy słuchacze! Nadawaliśmy dla was z programu Locomotiv GT! Olsztyn, 4-5.02.2025
Wszystko w tej piosence zgadza się z historią węgierskiego radia. Pierwsze studio radiowe zostało uruchomione w 1923 roku w ciężarówce przeprowadzkowej postawionej przy ulicy Gyáli obok placówki o nazwie Eksperymentalna Stacja Pocztowa, założonej już w 1891 roku. Czasy były pionierskie i program siermiężny – wchodził do radia facet i śpiewał piosenkę. Ale rozwój był szybki – już w 1924 roku przeprowadzono pierwszą transmisję z koncertu, który odbył się w zoo. Wykonywali najnowszy przebój, czyli „Błękitną rapsodię” George’a Gershwina, która w Nowym Jorku zabrzmiała w lutym tamtego roku.
A z tego wynika od razu wątek finansowy – świeżo powstałe wytwórnie płytowe (mniejsza o to, czy to były jeszcze fonografy i patefony, czy już gramofony) patrzyły na radio z nienawiścią, bo sądziły, że odbierają im zarobek. Jeszcze nie wiedziały, ile zarobią, również dzięki stacjom radiowym, przez cały XX wiek. Mamy też kwestię abonamentu, który zbierali listonosze (coś nam to przypomina?). Wspomniany w piosence nadajnik faktycznie stanął w budapesztańskiej dzielnicy Czepel. No i rządziły wtedy radia kryształkowe. Przywołane w tekście spikerki Lili Filotás oraz Elza Skoff to postacie jak najbardziej historyczne. Filotás robiła karierę w węgierskim radiu już w latach 30., a Skoff usłyszeli słuchacze w pierwszej audycji po wojnie, gdy powiedziała, że „węgierskie radio jest znowu węgierskie”. Czasy współczesne piosence, czyli rok 1977, to powszechny zachwyt nad stereofonią (sam pamiętam to przeżycie, gdy w radiu zapalało się zielone światełko potwierdzające, że stereo zaskoczyło!) oraz nad postępującą miniaturyzacją, która sprawiła, że radio można było wsadzić sobie do kieszeni. Prawie wszystko można to zobaczyć w tym programie telewizyjnym z 1979 roku. Wymowna gestykulacja, pantomima wręcz, pozwala zrozumieć piosenkę nawet bez znajomości języków ugrofińskich.
Kącik „Razem”, w którym 24 października 1982 roku podziwiałem taki oto plakat:
Tę wzmiankę w „Świecie Młodych” z 20 maja 1978 roku, wówczas mojej podstawowej gazecie, też studiowałem: