czwartek, 13 września 2007

Idealne miejsce na emeryturę

Jedyne 1300 km od Olsztyna, tuż przy samej granicy rumuńskiej leży spokojne węgierskie miasteczko Gyula (czyt. djulo). Idealne miejsce do odpoczynku po fascynującym, ale czasami męczącym pobycie w Rumunii lub na emeryturę :)


Skąd nazwa miasta? Węgierscy wodzowie z IX i X wieku używali nazwy gyula (był to tzw. książę-wódz, czyli świecki przywódca, drugi w hierarchii władzy po kündü czyli księciu sakralnym).


Niektórzy Madziarzy przeszli do historii pod imieniem Gyula, np. Gyula Starszy z X wieku (dziadek Stefana I Świętego, pierwszego króla Węgier) oraz Gyula Młodszy (wujek Stefana I, z którym popadł w konflikt i musiał w 1008 roku schronić się w Polsce).


XV-wieczny zamek, którego oryginalność polega na tym, że stanął na równinie, a nie, jak przystało na warownię, na jakimś wzgórzu. Umówmy się, że na Wielkiej Nizinie Węgierskiej trudno o góry.


W pobliżu zamku jest kąpielisko termalne z 20 basenami. Człowiek chętnie wybrałby jakąś regenerującą solankę czy borowinę, ale poddaje się, gdy ma kupić bilet w języku węgierskim. Przy kasie są jeszcze napisy po niemiecku, ale jak ktoś nie wyszedł poza „Hande hoch!”, to boi się, że trafi do basenu, po którym wyrosną mu piersi i to na plecach. Na pocieszenie dostaliśmy ulotkę po... rumuńsku. Równie pożyteczna :)


Największe wrażenie w mieście robią dziesiątki fontann, które zdobią je zarówno w dzień, jak i w nocy.


W Gyula urodził się Ferenc Erkel, twórca muzyki do węgierskiego hymnu narodowego.


W rozwoju miasta przeszkodziły wojny z Turkami prowadzone do XVII wieku. W XVIII wieku miastem zaczęli rządzić Harruckernowie, którzy sprowadzili tu osadników m.in. z Rumunii i Niemiec. Stąd w dzisiejszym Gyula takie dzielnice jak Romanvaros czy Nemetvaros oraz kościoły katolickie i cerkwie.


Tani nocleg w Gyula? Wystarczy rozejrzeć się za tabliczką „Zimmer Frei” albo „Szoba kiado”. Nasza Węgierka miała z 80 lat, ale rządziła niepodzielnie w swoim domu. Komunikacja w języku rosyjskim, a szczytowe osiągnięcie leksykalne naszej gospodyni to „adin sjewodnja” czyli „jeden dzień”.