piątek, 7 września 2007

Straszne słowo na „s”

Normalnie jestem mądrala i na każdy temat mam swoje zdanie (kilka osób z przyjemnością potwierdzi). W tej jednak sprawie nie potrafię wyrobić sobie opinii. Chodzi mi o swastykę.
Straszne słowo, połowa z czytających już się pewnie najeżyła... Może ktoś się zaślinił z podniecenia, ale nie rozmawiajmy o dewiantach.
Wszyscy pewnie wiedzą, że swastyka jest symbolem solarnym dużo starszym od hitleryzmu. Używana była w różnej formie w wielu kulturach świata, na wszystkich kontynentach poza Australią, od wielu tysięcy lat. Najbardziej zasiedziała jest w kulturze indyjskiej, gdzie jest m.in. symbolem dżinizmu. W sanskrycie svastika znaczy „przynoszący szczęście”.
Na swastykę w Indiach natknąłem się już pierwszego dnia pobytu, właśnie w świątyni dżinińskiej w Delhi:


Także w Europie swastyka występowała w wielu krajach aż do II wojny światowej. Również u Słowian, również w Polsce. Taką niehitlerowską swastykę udało mi się zobaczyć w 2007 roku w bułgarskim Nesebyrze nad Morzem Czarnym. Przyozdabia Cerkiew Chrystusa Pantokratora z XIII-XIV wieku.


No i co teraz? W Indiach używają symbolu swastyki i nadal będą używać. Nie ma tam pewnie z tym żadnego problemu, bo hitlerowcy nie postawili nogi nad Gangesem.

Ale co nad Dunajem, co nad Wisłą? Nie wiem...