sobota, 8 września 2007

Tam po drugiej stronie też są ludzie

Stojąc nad granicą bułgarsko-turecką w Rezowie (gmina Carewo) wygłosiłem w duecie z małżonką dwie filozoficzne refleksje wywołane faktem, że nie możemy tej granicy przekroczyć. Nie dość, że nie mieliśmy paszportów, to i tak w tym miejscu nie było przejścia granicznego.


Refleksja pierwsza: Tam po drugiej stronie też są ludzie....


Refleksja druga: Odwieczna ludzka tęsknota za poznaniem, co tam... (w domyśle: jest po drugiej stronie).


Każdy ma swoją drogę na Ostrołękę... To już refleksja późniejsza.


Rezowo to najdalej na południe wysunięta miejscowości na bułgarskim wybrzeżu Morza Czarnego. Od czterech lat kończy się tu Unia Europejska. Wcześniej kończyła się „tylko” Bułgaria, więc można powiedzieć, że dokonał się jakiś postęp (wersja dla euroentuzjastów) lub nastąpił upadek (wersja dla eurosceptyków).


Podstawową atrakcją wsi jest właśnie owa nieprzekraczalna granica. Można sobie popatrzeć na Turcję i dość.


Ale jest też siła czegoś w rodzaju zakazanego owocu. Wjazd do wsi jest kontrolowany przez straż graniczną. Sprawdzają dokumenty i, o ile pamiętam, proszą, żeby nie fotografować. Polak tylko czeka na taki zakaz! Żeby go złamać...


Restrykcje być może wynikają z tego, że całkiem niedawno, na początku lat 90. o ujście Rezowskiej Reki, będącej naturalną granicą bułgarsko-turecką, toczył się spór terytorialny między obydwoma państwami. W traktacie z 6 maja 1992 roku strony zechciały łaskawie się dogadać i jakoś tam sobie podzieliły kilka kilometrów kwadratowych strategicznego piachu.


Za bułgarskiej komuny (no dobra, to już trzeba tłumaczyć – w latach 1944-1989, gdy Bułgarią rządzili komuniści z nadania radzieckiego) leżąca w strefie granicznej wieś skazana była na wyludnianie. Obecnie mieszka w niech na stałe mniej niż 100 osób. Jedynie latem ożywa.


Nad zatoką stoi wybudowana w 2000 roku cerkiew św. Jana Chrzciciela.


Ostatnia cerkiew na wybrzeżu. Dalej już tylko meczety...