czwartek, 29 kwietnia 2010

Szajna razy dwa

W Olsztynie wystąpi Grotowski! – powiedziałem podekscytowany do Pani Marii, chyba w 1995 roku. – Jak to „wystąpi”, jak to „Grotowski”? – zdziwiła się Pani Maria. No tak, ja mówiłem o Olku Grotowskim, wspólnie z Małgorzatą Zwierzchowską wykonawcy piosenek do tekstów Andrzeja Waligórskiego. A Pani Maria oczywiście pomyślała o Jerzym Grotowskim, twórcy awangardowego teatru.


Ze dwadzieścia lat wcześniej podobnie było z Szajną. Jeden kolega na podwórku ekscytował się Andrzejem Szajną, chyba najlepszym naszym ówczesnym gimnastykiem (trzykrotny uczestnik igrzysk w latach 70.). Inny, ciut starszy, ale nadal ledwie 13-latek wymądrzał się, że zna twórczość zupełnie innego Szajny. Józefa, awangardowego plastyka.


„Zna twórczość” to za dużo powiedziane, ale tym 13-latkiem byłem ja, pod wrażeniem etiudy filmowej zatytułowanej chyba „Hamlet”, w której Szajna malował grubą linią postać, by na końcu nadać jej numer obozowy (artysta był więźniem obozów koncentracyjnych). Takie rzeczy można było wówczas oglądać w publicznej telewizji (pewnie dlatego, że innej nie było).


Na twórczość Szajny trafiłem w Rzeszowie, jego rodzinnym mieście.


W 2001 roku na pl. Cichociemnych odsłonił tu swoją rzeźbę „Przejście 2001”. Odsłonił w swoim stylu – opakował dzieło w papier, który podpalił.