poniedziałek, 11 listopada 2013

Żal gitarę ściska

Najbardziej żałujemy czegoś, czego nie zrobiliśmy. Jest taka teoria. Podłączając się pod nią, ogłaszam żal z tego powodu, że nie pojechałem zeszłego lata na koncert Paula Rodgersa do Doliny Charlotty.

Żal tym większy, że właśnie przetłumaczyłem „All Right Now”, piosenkę Free pochodzącą z płyty „Fire and Water” (1970). Otwieram erę elektryczności w moim domowym studiu nagraniowym:


Stała tam, jakby dziś
Uśmiech jej po oczach mnie bił
Rzekłem „Hej, jak tam ci?”
Może dziś, może swoje usta odda mi
Rzekłem „Hej, zdradź imię swe, kotku?”
Może łączy nas niejedna rzecz
Nie czekaj więc, nie wahaj się
Czas ruszać, nim nie ruszą tutaj cen

Wszystko gra, kotku, już wszystko gra
Wszystko gra, kotku, już wszystko gra

Daj mi mówić tak

Do domu ją wziąłem więc
Każdy ruch jej twarzy miałem przed
Rzekła „Cóż ode mnie chcesz, kotku?
Sądzisz może, że zawstydzisz mnie?”
Rzekłem „Stop, nie pędź tak
Miłość musi trochę trwać”
Rzekła „Chcesz, Panie broń,
Znów mnie wkręcić w miłość jakąś grą”

Wszystko gra, kotku, już wszystko gra
Wszystko gra, kotku, już wszystko gra
Olsztyn, 10-11.11.2013


W piosence też poniekąd chodzi o to, żeby może czasem odpuścić...

A „All Right Now” już kiedyś i tak słyszałem na koncercie. W 1995 roku olsztyński zespół Quartz Alarm zagrał to w Kortowie podczas koncertu Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.


Kącik Tomasza Beksińskiego. Mnie też podoba się głos Paula R.


Kącik Piotra Kaczkowskiego, słodka anegdotka zapodana w audycji MiniMax po północy 13.12.2007.


Horacy Tłumacy - na Facebooku
Horacy Tłumacy - na YT
Horacy Tłumacy - lista przetłumaczonych piosenek

niedziela, 10 listopada 2013

Nie jedźcie tą drogą

Gdyby Chris Rea mniej flirtował z popem, mógłby być białym bluesmanem tej miary, co Eric Clapton. Ale każdy ma swoją drogę i niekoniecznie musi to być droga do piekła.



Moje wczorajszo-dzisiejsze tłumaczenie „The Road to Hell (part 2)” (plus poprawki zrobione 22.12.2025, w dniu śmierci artysty):


A więc stoję tuż nad rzeką
Lecz nie płynie woda nią
To kipią trucizny wszelkie
Jakie tu są

Pod uliczną lampą jestem
Znam radości światło, lecz
W strachu kuli się
Na dole, gdzie cienie

A wypaczony lęk przed gwałtem
Każdej twarzy gasi śmiech
Zdrowy rozsądek dzwoni, w trąby dmie
To żadna technologiczna przerwa
O nie, droga do piekła to jest

Wszystkie drogi zapchał kredyt
I nie zrobisz nic z tym tu
To tylko jakieś świstki
Fruną od ciebie już
O, świecie, spójrz, przyjrzyj się znów
Co się stanie
Dobrze odrób lekcję tę, piątki miej

Ta droga nie pchnie nikogo w górę
O nie, droga to jest
Droga to jest
Droga do piekła to jest
Olsztyn, 9-10.11.2013 + 22.12.2025

Piosenka ma oczywiście dwie części. W pierwszej Rea pokazuje swe bardziej archetypiczne oblicze.

Horacy Tłumacy - na Facebooku
Horacy Tłumacy - na YT
Horacy Tłumacy - lista przetłumaczonych piosenek

niedziela, 3 listopada 2013

Moi premierzy

Drugim polskim premierem, którego zobaczyłem na żywo, był Edward Osóbka-Morawski (1944-1947). Drugim, ale chronologicznie pierwszym.

W październiku lub listopadzie 1988 roku, miałem wówczas dużo wolnego czasu, byłem na spotkaniu z nim w olsztyńskim Empiku. Ten przedwojenny działacz Polskiej Partii Socjalistycznej został, co by nie mówić, pierwszym komunistycznym premierem Polski (jeszcze nie PRL, bo formalnie istniała RP). Krótko, ale po kolei w trzech rządach. Gdy prawdziwi komuniści umocnili się na swych pozycjach, nie było już miejsca dla PPS-owca. Ustąpił w 1947 roku, nie wziął udziału w zjeździe zjednoczeniowym PZPR, gdy komunistyczna Polska Partia Robotnicza wchłonęła PPS. Jak zapewniał na olsztyńskim spotkaniu, nie był pupilem Stalina, który miał o nim powiedzieć „Aszybka-Morawski”.
Wojciecha Jaruzelskiego (1981-1985) widziałem trzykrotnie, ale już nie jako premiera. Za każdym razem w innej roli. 21 lipca 1988 roku na Polach Grunwaldu jako przewodniczący Rady Państwa był gościem apelu kończącego Zlot ZHP 1988. Leżymy pokotem w lipcowym upale czekając na przybycie głowy państwa.


Jako prezydenta PRL widziałem go 11 listopada 1989 roku przy Grobie Nieznanego Żołnierza w Warszawie (ale nie uprzedzajmy wypadków). Natomiast gdy 15 lipca 1990 roku odwiedził Zlot Grunwaldzki, był już prezydentem RP. Po harcerskim miasteczku zlotowym oprowadza Dh Zeus, nieżyjący już słynny nauczyciel historii z LO II, za prezydentem skromnie Gosia Arendt, wówczas komendantka Warmińsko-Mazurskiej Chorągwi ZHP im. Grunwaldu.


Na Mieczysława Rakowskiego (1988-1989) trafiłem zupełnie przypadkowo 29 lipca 2006 roku w Praniu, chwilę przed koncertem Mirosława Czyżykiewicza, Stanisławy Celińskiej i Teresy Budzisz-Krzyżanowskiej. Nie poznał mnie, ale ja jego owszem... To było gdzieś pod ta tablicą.


Tadeusza Mazowieckiego (1989-1991) dane mi zobaczyć tylko raz, 11 listopada 1989 roku, a więc gdy był urzędującym premierem. Pierwsze po wojnie obchody rocznicy odzyskania niepodległości w wolnej Polsce, Grób Nieznanego Żołnierza na placu Zwycięstwa (jeszcze nosił chyba tę nazwę). Zrobiło na mnie wrażenie, że pochodzący z dwóch różnych środowisk politycznych prezydent i premier stoją tak jak gdyby nigdy nic obok siebie. Wrażenie, dodajmy, pozytywne.


Jednym z gości Światowego Zlotu Harcerstwa Polskiego „Zegrze ‘95” był Józef Oleksy (1995-1996). Ale to zdjęcie zrobiłem na Stadionie Dziesięciolecia w Warszawie, gdzie odbył się jeden z festynów zlotowych. Harcerska publiczność nie miała dla premiera Oleksego litości i gdy został zaanonsowany przez mikrofon, zaczęła skandować „Niech zaśpiewa!”. Premier miał litość dla nas i nie zaśpiewał.


Włodzimierz Cimoszewicz (1996-1997) to jeden z tych trzech polityków, których widziałem zanim jeszcze zostali premierami (myślę, że ta lista jeszcze się kiedyś powiększy...). Jesienią 1990 roku trwała prezydencka kampania wyborcza, w której jednym z sześciu kandydatów był właśnie Cimoszewicz, kandydat Socjaldemokracji Rzeczypospolitej Polskiej. Olsztyńskie spotkanie z kandydatem odbywało się w auli Wyższej Szkoły Pedagogicznej przy ul. Głowackiego, wywalczonej strajkiem w spadku po nieboszczce PZPR. Można więc powiedzieć, że czuł się jak u siebie. Najmocniejsze pytanie z sali? Po co kandyduje, skoro wiadomo, że nie ma szans. Nie pamiętam odpowiedzi, ale dziś można powiedzieć, że było to poświęcenie, które się opłacało. Już trzy lata później postkomuniści doszli do władzy, a po kolejnych trzech latach Cimoszewicz został premierem.
Kiedy pierwszy raz widziałem Leszka Millera (2001-2004) nie pamiętam, ale było to na pewno w SHS „Perkoz”. Chyba to był 1985 rok, gdy Miller był kierownikiem Wydziału ds. Młodzieży, Kultury Fizycznej i Turystyki w Komitecie Centralnym PZPR. Potem chyba na przemyskim PZHS-ie w 1989 roku, gdy był już członkiem Biura Politycznego Komitetu Centralnego PZPR (ale może to już sobie wyobrażam tylko, luki w pamięci).
W sierpniu 2010 roku w Krakowie odbywał się Jubileuszowy Zlot Stulecia Harcerstwa. Jednym z gości mszy świętej na Wawelu był Marek Belka (2004-2005), wówczas już prezes Narodowego Banku Polskiego. Nie trafił mi w obiektyw.


Gdy pierwszy raz widziałem Donalda Tuska (2007-2019, że tak powróżę), trudno było oczekiwać, by liberał zrobił taką karierę. Był maj 1993 roku, jego ówczesna partia, Kongres Liberalno-Demokratyczny współtworzyła wprawdzie koalicję rządową, ale liberalizm już wówczas był w politycznym słowniku inwektywą. Spotkanie odbywało się w budynku Wyższej Szkoły Pedagogicznej przy ul. Szrajbera. Tusk siedział na katedrze, a z boku podium kucał jedenastoletni Michał.