wtorek, 10 lipca 2018

Mur a sprawa polska

Szczerze mówiąc, nie wiem od czego zacząć. Może od roku 1980, gdy wspólnie z Mariuszem, nieżyjącym już kolegą z podstawówki, pochylaliśmy się nad wyciętym z jakiejś kolorowej gazety małym zdjęciem zespołu Pink Floyd. Tamtego zdjęcia już nie mam, ale mam młodsze o jakieś 2-3 lata, które właśnie wygrzebałem z poprzeprawdzkowego pawlacza.


Zdjęcie to była podstawa, muzyki znać nie musieliśmy. Do tego stopnia byliśmy ignorantami, że daliśmy sobie przez krótką chwilę wmówić, że „Pretty Little Angel Eyes” to skoczne nagranie Pink Floydów. Na szczęście w wieku 12-13 lat dojrzewa się szybko i w miesiąc zrozumieliśmy, że naszą muzyczną edukację musimy rozpocząć od nowa. Pomógł Program III Polskiego Radia z niezawodnym Piotrem Kaczkowskim. Pomogli starsi koledzy, jak zawsze chętni, gdy trzeba uświadomić młodego człowieka w tej czy innej sferze. Pomógł tygodnik „Razem”, zamieszczający nie tylko plakaty, ale i fachowe teksty (bronią się nawet po prawie 40 latach, przed chwilą sprawdzałem). Pomógł miesięcznik „Non Stop”, jedno z dwóch (!) istniejących wówczas pism poświęconych muzyce rozrywkowej. To wtedy zacząłem wstawać o szóstej rano, by biec do kiosku i ustawiać się pierwszy w kolejce po świeżo przywiezione w zawsze zbyt małej liczbie czasopisma. O, do tego kiosku, który został uwieczniony na filmie z 1978 roku:


Pomogła Telewizja Polska prezentująca zapowiadany przez Wojciecha Manna serial dokumentalny poświęcony historii muzyki rozrywkowej pod wszystko mówiącym tytułem „All You Need Is Love” (mniejsza o to, że dokument był lekko nieświeży, bo na przełomie 1980 i 1981 roku oglądaliśmy końcowy odcinek przewidujący, że przyszłością rocka jest twórczość Mike’a Oldfielda, czyli coś, co wydarzyło się 7-8 lat wcześniej i okazało się nieprawdą, bo za chwilę cały ten symfoniczny rock został zakwestionowany przez punk).


No i pomógł fakt, że Roger Waters wydał właśnie (uwaga, ironia) swoją płytę „The Wall”, którą nagrał z towarzyszeniem dwóch pozostałych członków zespołu Pink Floyd oraz jednego członka wyrzuconego. Z tej płyty poznałem wówczas oczywiście „Another Brick In The Wall (part II)” (tańczyło się nawet na dyskotekach), a chwilę później „Hey You”. Z „Another Brick In The Wall (part II)” mam surrealistyczne wspomnienie, w którym maszeruję dziarsko do szkoły, mijam Wytwórnię Sprzętu Komunikacyjnego Polskie Zakłady Lotnicze Gorzyce pod Sandomierzem (obecnie Federal-Mogul) i słyszę z zakładowych głośników witających poranną zmianę floydowski hymn zbuntowanej młodzieży.


Czy David Gilmour wie, że jego solówkę słychać było od Łęgu po Trześniówkę?


Rok później przeprowadziliśmy się z Podkarpacia na Warmię. W Reszlu, wyposażony w małe pierdzące radyjko, zapoznawałem się z tym wszystkim, co muzyka rockowa miała najlepsze. Na Liście Przebojów Programu Trzeciego było jednocześnie sporo dobrej muzyki, jednocześnie sporo kału i jednocześnie trochę nie wiadomo czego. W tej mieszance pojawił się Pink Floyd z „When the Tigers Broke Free” (6 tygodni na liście od 18.09.1982), ale „The Final Cut” mnie nie pociągało. Jakże mogło pociągać, skoro dopiero przyswajałem „The Wall”. Tak dalece przyswajałem, że około 1983 roku napisałem kilkustronicowy poemat inspirowany tym albumem. A konkretnie tytułami utworów z niego, bo treść pozostawała dla mnie zagadką.
Do tajemnicy treści udało mi się przybliżyć w drugiej połowie lat 80. XX wieku. Po pierwsze obejrzałem w końcu film „The Wall” (to było w Szkole Harcerstwa Starszego „Perkoz”, awangardowej chociażby z powodu posiadania magnetowidu). Po drugie ktoś mi to w końcu przystępnie wytłumaczył.
Potem był rok 1990. Lipiec. Konkretnie druga połowa lipca. Dokładnie 21 lipca 1990 roku. Chodząc nocą po Olsztynie (wracając ze wspólnego oglądania i rejestrowania na hufcowym magnetowidzie transmitowanego na żywo przez polską telewizję koncertu Rogera Watersa, który wystawiał na placu Poczdamskim w Berlinie widowisko „The Wall”) natknąłem się na zdezorientowanych skautów z RFN, którzy przyjechali właśnie pociągiem, nie mieli złotówek, a ich zachodnich marek nie chciał nikt przyjąć w hotelu (do dziś zachodzę w głowę, czy ja dobrze zrozumiałem, co do mnie mówili z tymi markami…).


Ulitowałem się nad Pfadfinder und Pfadfinderinnen i dałem polowy nocleg w naszym hoteliku pod namiotami, a następnego dnia niemieccy skauci nocowali już za darmo w naszej harcówce. Kolejnego dnia przyjaźń polsko-niemiecka kwitła w najlepsze, zaprosiłem skautów do domu na polskie śniadanie i z dumą prezentowałem im nagranie sprzed dwóch dni. Fritz, ich szef, jakoś nie podzielał mojego entuzjazmu, że Roger Waters dał w Berlinie koncert „The Wall” z okazji zburzenia kilka miesięcy wcześniej Muru Berlińskiego… Może mu się to zjednoczenie Niemiec nie podobało? Może się czegoś bał? Chętnie bym z nim o tym dziś porozmawiał, ale nie udało się utrzymać kontaktu przez te prawie 30 lat. Koncert (porywający, choć z żenującymi fragmentami zarówno pod względem wpadek inscenizacyjnych, jak i wykonawczych) widziałem tylko w telewizji, ale na ten plac trafiłem 10 lat później.


Minęły 22 lata od koncertu i od spotkań ze skautami z RFN. W 2012 roku przetłumaczyłem pierwszą piosenkę z „The Wall”. Było to oczywiście (?) „Another Brick In The Wall (part II)”. W następnym roku zmierzyłem się z „Mother”, a w kolejnym z „Hey You”. Z tym że „Hey You” powstawało już w zupełnie innych okolicznościach. Było to kilka dni po pierwszym kontakcie z zespołem Spare Bricks, który na koncercie w Mrągowie urzekł mnie swoimi wersjami klasycznych Floydowskich utworów. Kilka dni potem poznałem się z ich menedżerem, a kilka tygodni później rozmawiałem we Wrocławiu z Jackiem, basistą zespołu, próbując go przekonać do śpiewania moich polskich wersji dzieł Floydów. Jacek był dość sceptyczny, ale nie poddałem się i zespół zdecydował się na wykonywanie po polsku „Hey You”. Najpierw jednak musiałem odbyć długą i miłą rozmowę z Agnieszką, wokalistką zespołu, z którą poszliśmy w paru miejscach na kompromis. W efekcie 8 listopada 2014 roku miałem przyjemność zapowiedzieć pierwsze polskie wykonanie „Hey You”, co miało miejsce w Kętrzynie, 300 metrów od miejsca, w którym prof. Zenobia Grochowska wyjaśniała mi na lekcjach języka polskiego „co poeta chciał powiedzieć”.


„Hey You” zespół gra od tej pory na wszystkich koncertach. Dwa lata później zrobiliśmy wspólnie poważny krok w kierunku ściany. Na festiwalu Floydowska Strona Ostródy w 2016 roku wykonywaliśmy po polsku wspólnie z publicznością „Another Brick In The Wall (part II)”, a wieczorem oglądaliśmy film „The Wall” z moim tłumaczeniem przybliżającym się coraz bardziej do wersji śpiewanej.


Aż przyszedł grudzień 2017 roku i zadzwonił Paweł, gitarzysta zespołu, że robimy całe „The Wall” po polsku. No to robiliśmy! Robiliśmy, czyli pisaliśmy dziesiątki maili, ja dopieszczałem kolejne utwory, w końcu w marcu spotkaliśmy się we Wrocławiu, gdzie ustaliliśmy końcowe wersje tekstów.


Ustalaliśmy m.in. „Mother”. W drodze powrotnej dopadła mnie rzeczywistość…


Wrocławskie spotkanie dało nam prawie końcowe wersje. Bo jednak wątpliwości, zwłaszcza w kontekście wykonawczym, zostały. Ostatnie wyjaśnialiśmy sobie jeszcze przed dzisiejszym premierowym koncertem.


Tłumaczenia są moje i podpisuję się pod nimi obiema rękami, ale nie mogę nie wspomnieć, że niektóre wersy powstały w głowie Pawła, Jacka, Agnieszki, Adama. Pawła w znacznej mierze jest na przykład „The Trial”, który przygotował ten utwór na bazie mojego wstępnego tłumaczenia do filmu, po czym znów skierował w moje ręce.


Nie będę się rozwodził nad warsztatem tłumacza piosenek, bo po pierwsze to nudne szczegóły techniczno-muzyczno-lingwistyczne, a po drugie nie jestem pewien czy mam prawo nazywać się tłumaczem… Może raczej dostarczycielem polskich tekstów obcojęzycznych piosenek?


Zespół Spare Bricks od niedzieli siedział na zgrupowaniu kondycyjnym w Mrągowie i okolicach (ja niedzielę spędzałem z nieco inną grupą). Wczoraj odbyła się próba, po której mieliśmy liczne uwagi, a najwięcej oczywiście Darek. Tak dużo, że aż usiadł.


Dziś premiera. Ale zanim premiera – obowiązki promocyjne. Trochę zdjęć Leszka w sali mrągowskiego Centrum Kultury i Turystyki.


Przy okazji też sobie strzeliłem to i owo swoim siedem razy tańszym Canonem:


Trochę zdjęć na łące u Darka.


Z minimalistyczną scenografią i choreografią pod czujnym i fachowym okiem Leszka.


Łąka zniosła wszystko z godnością.


Zwłaszcza że, pamiętajmy, dobry menedżer ma zawsze pod ręką taczkę i nie zawaha się jej użyć.


Koncert… Jak się czułem? Jak na porodówce. Oczywiście „The Wall po polsku” ma wielu ojców, ale jako autor tłumaczenia czułem się szczególnie gotowy do przyjęcia tego dziecka. W końcu przecież:
Mama kocha dziecko
I tatuś kocha też



Czymże byłaby muzyka Pink Floyd bez słów? Dołożyliśmy ich trochę do wizualizacji.


Koncerty Spare Bricks, podobnie jak występy Pink Floyd, to solidna oprawa sceniczna. Tym razem wrocławska grupa postawiła na minimalizm, by uwypuklić przekaz słowny (czuję się wbity w dumę, że moje tłumaczenia nabierają przez to aż takiego znaczenia).


Część animacji wyszła spod ręki Jacka.


No dobra, ale po co się tu w zasadzie zebraliśmy? By zburzyć mur!


Kto stoi za tym efektem specjalnym w postaci rozwalenia misternie ustawionej ściany? A kogo nie ma na scenie?


Całego koncertu Wam nie pokażemy, zapraszamy na oficjalną premierę 2 listopada do Filharmonii Bałtyckiej w Gdańsku. „Hey You” po polsku już znacie, „Another Brick In The Wall (part II)” też już można było usłyszeć po polsku, więc może dla zachęty fragment otwierający dzisiejszy koncert:


Dziś w zespole zadebiutowało udanie dwóch nowych członów. Nowym klawiszowcem jest Arkadiusz Spanier.


Zespół zyskał też drugiego gitarzystę i trzeciego wokalistę w jednej osobie, czyli Adama Jęczmyka.


Reszta ekipy bez zmian, czyli Agnieszka na wokalu. Tym razem bez saksofonu, ale za to z megafonem użytym w odpowiednim momencie…


Paweł Wrocławski na gitarach.


Jacek Aumüller na gitarze basowej i dwunastostrunowej oraz na wokalu. Na trąbce póki co nieoficjalnie, już po koncercie…


Michał Słupski na perkusji.


Nie zapominamy o Darku Naworskim, menedżerze, który już szykuje swego następcę:


Oraz chłopakach panujących nad dźwiękiem i światłami, jak zawsze pozostających w cieniu.


Horacy Tłumacy - na Facebooku
Horacy Tłumacy - na YT
Horacy Tłumacy - lista przetłumaczonych piosenek