niedziela, 4 czerwca 1989

Cisza survivalowa

Co robić w czasie ciszy wyborczej? Najlepiej udać się na survival.

Popularność sztuki przetrwania rosła w harcerstwie w szybkim tempie. Parę miesięcy wcześniej byłem nawet na warsztatach survivalowych w „Perkozie”, ale nie złapałem bakcyla. Bakcyla złapał za to Kowal i on stał za tą imprezą.
Zaczęliśmy od Łupstycha, skąd dotarliśmy pieszo do Rentyn, gdzie penetrowaliśmy nierekreacyjnie tamtejsze jezioro Giłwa. Następnie z różnymi survivalowymi przygodami dotarliśmy do wież obronnych w Tomarynach, na które zasadniczo mówimy „bunkry w Biesalu” (bo najbliższa stacja kolejowa jest w Biesalu). O one stoją przecież w Tomarynach, po obu stronach torów, nad Pasłęką.

Nocleg w bunkrach wygląda na przeżycie survivalowe, ale umówmy się, że survival zaczyna się trzeciego dnia poza domem. A myśmy rano wrócili do miasta, w którym, jak w całej Polsce, komuna dostawała po mordzie przy urnie wyborczej.

Aneks po latach, czyli wspominamy bunkry podczas zlotu 40-lecia drużyny 17.10.2025:


3-4.06.1989
impreza survivalowa 2 OSH
Rentyny-wieże obronne w Tomarynach

Właściwy człowiek w niewłaściwym miejscu

W pierwszych wolnych (niech będzie – częściowo wolnych) wyborach postawiliśmy na niewłaściwego konia.



Z tym, że ani postawiliśmy (bo tylko pomagaliśmy z dobrego serca), ani na niewłaściwego (bo był przecież właściwy), ani nie na konia (bo to druh Szawłowski).
W okręgu 67 było do zdobycia pięć mandatów, w tym po jednym dla PZPR, ZSL i SD oraz dwa prawdziwie wolne dla kandydatów bezpartyjnych. Druh Paweł Szawłowski, drużynowy pierwszej olsztyńskiej drużyny po II wojnie światowej, zasłużony instruktor harcerski, członek komendy chorągwi (dodajmy, że od 1957 roku, czyli w czasach gdy czuć było jeszcze październikową odwilż), architekt (projektant „Perkoza”) wystartował po mandat bezpartyjny nr 259. Zdobył 10 412 głosów, czyli 6,38 proc. Cudów nie było, po ten mandat sięgnął Zenon Złakowski (91 487 głosów, 56,04 proc.), członek drużyny Lecha. Tak musiało być.

4.06.1989
wybory parlamentarne
Olsztyn

niedziela, 28 maja 1989

W krzakach nad Baudą

Skąd pomysł na biwak w krzakach nad rzeką Baudą koło Baranówki niedaleko Fromborka? Z żalu.

Z żalu za tym, że w tego roku, w przeciwieństwie do poprzedniego, nie jechaliśmy na Harcerską Akademię Wiedzy. HAW ’89 miał się odbyć właśnie w bazie w Baranówce. A my mieliśmy inne plany na Harcerską Akcję Letnią, choćby dlatego, że HAW ’88 odniósł skutek i mieliśmy już nowy własny szczep harcerski, który planował dwa obozy na zbliżające się wakacje.
Kronika kręgu podaje błędną datę biwaku...


Gdy dowiedzieliśmy się, że uczestnicy planowanego obozu Harcerskiej Akademii Wiedzy spotykają się na biwaku przedobozowym w Baranówce, postanowiliśmy urządzić sobie w pobliżu tajny biwak, który może wykona jakieś podchody lub inne harce.

Teren był mi bardzo dobrze znany, byłem na tej bazie już na obozach w 1984, 1985 i 1988 roku. Jako znawca terenu zarządziłem, że ulokujemy się po drugiej stronie nieodległej rzeki Bauda, skąd wyprawimy się na biwak HAW-u. Przybyliśmy tam dwa dni wcześniej, by zrobić rozpoznanie i zaplanować wydarzenia.

Wiodący ustrój spowodował, że w maju 1989 roku znajdywaliśmy się na samym dnie gospodarczym. Kupić coś w sklepie do jedzenia było trudniej, niż złapać H7 na gitarze. Tym trudniej, że drugiego dnia biwaku sklepy były zamknięte z powodu Bożego Ciała. W efekcie cały pięciodniowy biwak w sześcioosobowym gronie przeżyliśmy na kilogramie mąki, kilku konserwach rybnych, dużym bochenku (nie napiszę, że chleba, bo bochenki są z natury rzeczy chlebowe) i jakiejś gomółce (nie napiszę, że sera, bo gomółki są z natury rzeczy serowe). Aha, i jeszcze pokrzywy rwaliśmy.

24-28.05.1989
biwak 2 KS „Szarpie”
Baranówka