sobota, 14 września 2013

Bośniackie palce lizać

Pierwsze starcie z kuchnią bośniacką w restauracji w okolicach Żegulja, gdzieś w górach na pograniczu Republiki Serbskiej (nie mylić z państwem Serbia) i Federacji Bośni i Hercegowiny (nie mylić z państwem Bośnia i Hercegowina). Cennik wiele obiecuje.


Z tego cennika na stół wjechała koźlęcina gotowana...


... oraz koźlęcina pieczona. Nie wiadomo, co straszniejsze. Koźlęcina przykładowo wygląda jak porąbana szablą osmańską.


Mniej ekstremalne przeżycia w Mostarze. Zupa pomidorowa w restauracji pod Starym Mostem.


Druga zupa pod mostem, czyli ćorba. Tylko z czego ta ćorba?


Na deser pod mostem baklava.


Do baklawy, ciągle pod mostem, bosanska kahva, znana też jako turska kahva.


W Sarajewie podstawa to usiąść na Baśćarśiji.


Na Baśćarśiji podstawa to znaleźć slastićarnę, czyli cukiernię.


W slastićarnej podstawa to zjeść coś słodkiego.


Na drugą nóżkę.


Nie samym słodkim żyje człowiek. Na Baśćarśiji co krok buregdżinica.


Albo ćevabdżinica.


A w buregdżinicach – bureki.


A w ćevabdżinicach – ćevapćići. Z surową cebulką.


Ewentualnie pljeskavice z kajmakiem.


Smacznego. Prijatno! Uživajte!