piątek, 16 września 2011

CK urlop (12)

Te kamieniołomy wisiały nad nami od kilku dni. W końcu trafiliśmy do Fertőrákos, gdzie przez tysiąc lat wydobywano budulec na węgierskie i austriackie zamki, kościoły. Wygląda to trochę jak Wilczy Szaniec w Gierłoży, ale to nie jest beton.


Na szczycie kamieniołomu, który działał w latach 1002-1948, stoi od dwóch lat wyrazisty pomnik, zupełnie niezwiązany z wydobywaniem kamienia. Upamiętnia tzw. Páneurópai piknik, czyli manifestację na granicy węgiersko-austriackiej 19 sierpnia 1989 roku, kiedy podróżowali tędy obywatele NRD. Podróżowali, czyli uciekali z NRD przez Węgry i Austrię do RFN. Kilka miesięcy później wszystko się zmieniło po upadku Muru Berlińskiego.


Pomnik ma kształt drutu kolczastego, jaki setkami kilometrów ciągnął się wzdłuż Żelaznej Kurtyny. Ale to tylko dodatek do prawdziwego pomnika Páneurópai piknik. Kilka kilometrów dalej, na samej granicy węgiersko-austriackiej, w miejscu gdzie 21 lat temu odbył się Paneuropejski piknik, stoi kilkuhektarowy memoriał. No i kto przezwyciężył podział Europy? Okazuje się, że nie Lech Wałęsa, ale Niemcy, Węgrzy i Austriacy. Możemy się zżymać na to, że pomijają naszą rolę, ale skoro nie zadbaliśmy o marketing, to takie są skutki...