wtorek, 13 września 2011

Kiełbasiana globalizacja

Człowiek wiecznie nienażarty. Po wiosennej konsumpcji w Krakowie słynnych kiełbasek z niebieskiej nyski musiałem późnym latem skosztować wursta w dawnej stolicy CK Monarchii. Z punktu widzenia Wiednia nasz piękny Kraków był w CK i jest dziś, żeby tak nikogo nie urazić i móc jeszcze kiedyś pojechać pod Wawel, mniej zasobnym krewnym. Niech nam ten blichtr nie przesłania jednak faktu, że kiełbaski krakowskie w niczym nie ustępują kiełbaskom austriackim, a pod pewnymi względami nawet je przewyższają.
O ile w niebieskiej nysce można dostać kiełbaskę lub nie dostać kiełbaski, to w Wiedniu wybór jest trochę większy. Ze wszystkich tych Wurstów i Bratwurstów w głowie pozostał mi głównie Currybratwurst. Wiedeńska kiełbaska curry nieco mnie zdziwiła, bo Franciszek Józef nie kolonizował Indii. Ale tylko nieco. W końcu globalizacja...

Kiełbaski z widokiem na austriacki parlament przy ul. Burgring:


Budka z takimi samymi kiełbaskami przy ul. Hanuschgasse niedaleko Wiener Staatsoper, czyli Opery Wiedeńskiej:


Ciągle z kolejką:


Wiedeńska kiełbaska posypana obficie curry z widokiem na Operę Wiedeńską nie ma wyjścia. Musi smakować:


Chyba widać?