sobota, 17 grudnia 2016

Pociąg do Pink Floydów

Kończy się mój kolejny rok pod znakiem Pink Floydów. Wrocławski koncert Davida Gilmoura, cztery, a właściwie sześć, koncertów Spare Bricks, kilkanaście tłumaczeń utworów z „The Wall”. Ba, w czasie swoich dwóch tegorocznych występów sięgnąłem po floydowskie kawałki, biorąc nawet przez chwilę do ręki bas.



Jednym z pierwszych tegorocznych koncertów, jaki oglądałem, był w kwietniu łomżyński spektakl Spare Bricks. Ostatni akcent koncertowy w 2016 roku też należał Spare Bricks, tym razem dziś w Gdańsku.


Dobre wieści były już kilka tygodni temu – wszystkie bilety się sprzedały! I to mimo tego, że Gdańsk odwiedzały ostatnio regularnie inne zespoły grające utwory Pink Floyd. Czyli zapotrzebowanie jest i na to zapotrzebowanie Agnieszka, Jacek, Paweł, Tomek i Michał z przyjemnością odpowiadają. I to jak!


Gdański koncert został zaanonsowany na tyle wcześnie, że, po naniesieniu go w swoim kalendarzu, mogłem przygotować się solidnie do wyjazdu, włącznie z przemyśleniem środka transportu. Do Olsztyna Pendolino niestety nie dojeżdża, ale do Iławy, która ma to szczęście być na jednym z głównych kolejowych szlaków, nie jest przecież tak daleko. W moich czasach poborowych krążyły opowieści o chłopakach, którzy pierwszy raz w życiu pociągiem jechali do wojska. Natomiast ja pierwszy raz wyruszyłem dziś Pendolino, właśnie na gdański koncert Spare Bricks.


Nasza prywatna logistyka się sprawdziła i już po około trzech godzinach od wyjścia z domu byliśmy świadkami kończącej się próby w Filharmonii Bałtyckiej. Zespół wspierany przez fachowców od dźwięku i światła jak zawsze pochylał się nad każdym szczegółem.


W związku z tym, że nie byliśmy na gdańskiej starówce dziewięć lat, nie odmówiliśmy sobie przyjemności sprawdzenia, co słychać po drugiej stronie Motławy (filharmonia leży na wyspie Ołowianka). W tym celu skorzystaliśmy z promu o nazwie, a jakże, „Motława”. Przyjemność przepłynięcia kilkudziesięciu metrów kosztuje 1,5 zł.


I już po chwili mogliśmy maszerować ulicą Mariacką, która tak bardzo kojarzy mi się z odcinkiem „Hotel Excelsior” słynnego serialu, że oczami wyobraźni zobaczyłem na niej Hansa Klossa.


Gdańsk, jak cała Polska, przygotowany już na święta.


Uwaga, audycja zawiera lokowanie produktu... Gdzie, jak nie w Hard Rock Cafe, najlepiej czekać na koncert?


Zwłaszcza że oprócz udanych hamburgerów serwują tam naprawdę dobrą muzykę. I to nawet taką a propos...


Uwaga, audycja zawiera lokowanie produktu... Z Hotelu Królewskiego, w którym się zatrzymaliśmy, do Filharmonii Bałtyckiej jest dosłownie kilkanaście metrów. Przyjemne pokoje, nasz z widokiem na Motławę.


Przyjemny jest też wygląd sali koncertowej w filharmonii, powstałej zresztą w wyniku przebudowy dziewiętnastowiecznej elektrowni, o czym pamiętajmy słuchając „Dogs” (jaki to ma związek, fanom Pink Floydów nie trzeba tłumaczyć).


Koncert rozpoczął się z kilkunastominutowym opóźnieniem, bo wprawdzie wszystkie bilety były wyprzedane, ale ciągle sporo miejsc pozostawało pustych. Najwyraźniej na wyspę trudno się dostać, nawet jeśli prowadzą na nią mosty.


„Shine on You Crazy Diamond, Parts I-V”
Lubię ten moment, gdy zaczynają… Gdy przygasają światła, a kojące quasimuzyczne tło przechodzi w dźwiękowy collage, który z kolei przechodzi w pierwsze chwile muzyczne. I wprawdzie wolałem, gdy na początku było „One of These Days”, ale posłucham rady Zdzisława Beksińskiego (właśnie czytam książkę „Beksińscy. Portret podwójny” Magdaleny Grzebałkowskiej) i nie będę się wpieprzał artystom w ich decyzje :)


„Comfortably Numb”
Scenografia i choreografia tym razem nieco inna (muzycy są otoczeni z trzech stron, ściany nie da się postawić). Paweł nie wyskoczy zza muru ani nie pojawi się nad nim. Ale Najlepszą Solówkę Świata (no, może nie według Brzozowicza) zagra tak samo ciekawie, choć nieco inaczej.


„Rattle That Lock”
Inżynier Mamoń ma swoje teorie, natomiast prawdziwi fani dostają dreszczy nie tylko słuchając starych piosenek, ale przeżywają również nowe. Ja dreszczy nie mam, ale przeżywam :)


„Echoes”
Agnieszka już co najmniej dwa razy zaśpiewała ten utwór po polsku, ale umówmy się, że to na specjalne okazje...


Utwór ilustrują jak zawsze klimatyczne zdjęcia Leszka Paradowskiego.


„Time” # „Breathe” (reprise)
Pierwszy z tych utworów w mojej polskiej wersji Agnieszka również zaszczyciła swoim wykonaniem, choć półoficjalnym, w hotelowym pokoju kilka miesięcy temu.


„The Great Gig in the Sky”
Utwór niby bez słów, ale przecież odbieralibyśmy go zupełnie inaczej, gdy nie te kilka zdań wstępu... Było dla mnie prawdziwym zaszczytem, gdy Agnieszka poprosiła, bym zaproponował jej swoją polską wersję tego wstępu. A dzisiejsze wykonanie? Słuchając Agnieszki umierałem razem z nią. I mam wrażenie, że cała sala...


„Money”
W części granej na 4/4 zespół tak przyspiesza, jakby chciał wydać wszystkie pieniądze przed końcem utworu. A potem przechodząc do części 7/4 tak zwalnia, jakby nagle odkrył, że ma debet na karcie :)


„Wish You Were Here”
Pierwsze spontaniczne brawo tego wieczoru na rozpoczęcie piosenki.


„Dogs”
Męczę się z tłumaczeniem tego tekstu od ponad roku. Może zmiana pracy mi pomoże? A może wręcz przeciwnie...


„Another Brick in the Wall Part II”


Na scenie chór z Młodzieżowego Domu Kultury w Gdyni przygotowany przez Ewę Szwajlik. No i gość specjalny z Gdańska, czyli mały Staś, wnuczek Darka. Debiut zniósł z profesjonalną godnością.


„Hey You”
Jak wiadomo, każdy ma swoje pięć minut sławy. Moje powtarzają się od dwóch lat na każdym koncercie Spare Bricks...


„Run Like Hell”


Wstęp do tego utworu, który napisałem rok temu na ostródzki koncert, wydaje się jakoś niebezpiecznie coraz bardziej aktualny...


„Coming Back to Life”
No dobra, w przyszłym roku to przetłumaczę...


„High Hopes”
To może i to też przetłumaczę? Chociaż najpełniej wyraziłem się chyba we wstępie...


„Brain Damage” # „Eclipse”
Słowa o szaleństwie też budzą określone skojarzenia... No i ten końcowy dreszcz, gdy Jacek obwieszcza, że nie ma ciemnej strony Księżyca...


Końcowy ukłon do zasłużonych frenetycznych oklasków.


„Another Brick in the Wall Part II” (bis)
Bis może być tylko jeden (chociaż przydałoby się jeszcze z pięć...). Ale ktoś podstępnie włączył światło...


Nie unikajmy trudnych tematów... Poczytałem sobie już pokoncertowe recenzje i opinie. Mam co najmniej dwie refleksje na temat tych wynurzeń.


Po pierwsze – jeśli komuś nie podobają się wykonania Spare Bricks, czyli jak rozumiem szaleje za oryginałami, to z pewnością jest takim muzycznym smakoszem, że potrafi składnie i kulturalnie powiedzieć co i dlaczego jest skopane. Niestety, nie idzie to w parze... Odnoszę zresztą wrażenie, że połowa z tych kilku (i na szczęście nielicznych) krytycznych opinii została sformułowana przez osoby, które na koncercie nie były. Cóż, nie zgadzać się z koncepcją istnienia cover bandów to tak, jak gdyby obruszać się, że ktoś dziś gra Chopina czy Bacha. W końcu nikt lepiej od kompozytora nie zagra...


Refleksja druga – coś mi ten dychotomiczny podział opinii przypomina, coś bardzo aktualnego... Cholera, czy wszystko musi mi się kojarzyć z polityką?


Na koniec jeszcze raz dzisiejsi bohaterowie.


Agnieszka „Posągowa” Szpargała.


Jacek „Brodaty” Aumüller.


Paweł „Improwizujący w Granicach Rozsądku” Wrocławski.


Tomasz „Nieomylny w Granicach Rozsądku” Gadzina.


Michał „Skupiony” Słupski.


Dariusz „Kierownik” Naworski.


Chór z Młodzieżowego Domu Kultury w Gdyni przygotowany przez Ewę Szwajlik.


Wierni fani z różnych pojezierzy z całej Polski.


Licznie zgromadzona trójmiejska publiczność, fotografowana przez Leszka Paradowskiego.


No i oczywiście pozostająca jak zawsze w cieniu ekipa od światła i dźwięku.


Dzięki, do zobaczenia wiosną w tych wszystkich miejscach na Warmii i Mazurach, w których chcecie zagrać, ale wstydzicie się powiedzieć :)

sobota, 10 grudnia 2016

Tutaj Mariola chce coś zmalować

W kultowym dla starszego o jedno oczko pokolenia olsztyńskim Domu Środowisk Twórczych przy ul. Mickiewicza 2 byłem może z raz czy dwa razy, oczywiście jakieś ćwierć wieku temu, gdy jeszcze istniał resztkami sił. Potem odwiedzałem to miejsce wielokrotnie, połączony związkiem emocjonalno-kredytowym z funkcjonującym tam bankiem. Signum temporis...

Pozostałością po DŚT są ulokowane na najwyższym piętrze pracownie. Wchodzi się wstydliwie klatką od tyłu. Około 1993 roku zapozowałem tam nawet jakiemuś olsztyńskiemu plastykowi (uwaga, model nie musi być piękny, podobno wręcz przeciwnie, ale nie kontynuowałem tej ścieżki kariery). Dziś kilkoro olsztyńskich artystów otwierało tam swoje atelier.


Wśród nich Mariola Żylińska-Jestadt, której portret Czesława Niemena wisi w naszym mieszkaniu od trzech tygodni. W rewanżu dziś piosenka na inaugurację pracowni.


Tutaj Mariola chce coś zmalować
Azaliż sztukę współczesną?
Tutaj Mariola stoi gotowa
Z odważną kreską!

Pędzel, sztaluga już w kącie mruga
Czyja technika jest lepsza?
Już terpentyna szaleć zaczyna
W głowie namiesza!

Czy laserunki będą błyszczały?
Kto puści farbę w de eś te?
Najlepszy lokal, wypisz wymaluj,
W całym mieście!

Rubens, Matejko też mieli ciężko
Nim zadźwięczały błękity
Rzuć się z olejem lub rzuć się z kredką
Wstąp do elity!

Więc choć pomaluj nasz świat pomału
Na kolor zupełnie nowy
To jest Mariola, malarz zuchwały
Niepokojowy!
Olsztyn, 8-9.12.2016



Ja napisałem, ja zagrałem bluesa, Bożena zaśpiewała.


Z okna pracowni, jeśli by się mocno wychylić i spojrzeć w prawo, widać dwie przecznice dalej po drugiej stronie tej samej ulicy moją nową firmę. Może kiedyś sobie pomachamy...


Horacy Pisaty - na YT
Horacy Pisaty - lista moich piosenek

Uwalą cię, gdy Nobla będziesz brał

To tłumaczenie z okazji dzisiejszego (nie)odebrania przez Boba Dylana literackiego Nobla. 99,99 poetów z pocałowaniem ręki ruszyłoby do Sztokholmu, by przyjąć medal, odebrać czek i pławić się w sławie. Dylan medalami i dyplomami mógłby wytapetować sobie wszystkie swoje hacjendy, na koncie ma ćwierć miliarda dolarów, a sława przejadła się mu już pół wieku temu... W obliczu tych okoliczności stawienie się przed Karolem XVI Gustawem jawi się zapewne panu Zimmermanowi jako sto czterdziesta trzecia zwrotka w przydługiej balladzie.



„Rainy Day Women #12 & 35”, jak na standardy dylanowskie, jest piosenką krótką, ot raptem pięć zwrotek. Tradycyjnie można by powiedzieć, że nie wiadomo, o co cho..., ale nie przesadzajmy. Każdy, kto kiedyś próbował wybić się ponad przeciętność, zrozumie tę piosenkę w lot. No, chyba że go ukamienują, uwalą czy jak tam chcecie rozumieć wyrażenie „get stoned”.

Więc, uwalą cię, gdy chcesz być dobry już
Uwalą cię i wmówią, że to mus
Uwalą cię, gdy wrócić chcesz pod dom
I uwalą cię, gdy chcesz być tam sam wciąż
Lecz nie czuj się samotnie zbytnio wciąż
Każdy musi walnąć coś

Więc, uwalą cię, gdy będziesz drogą iść
Uwalą cię, gdy chcesz na swoim być
Uwalą cię za na podłodze krok
Uwalą cię, gdy ruszysz już ku drzwiom
Lecz nie czuj się samotnie zbytnio wciąż
Każdy musi walnąć coś

Uwalą cię, gdy będziesz jeść śniadanie
Uwalą cię, gdy jesteś zdolnym draniem
Uwalą cię, gdy chcesz pobrykać wspak
Uwalą cię i dadzą setkę rad
Hej, lecz nie czuj się samotnie zbytnio wciąż
Każdy musi walnąć coś

Cóż, uwalą cię i mówią, że to kres
I uwalą cię i znów tu zjawią się
Uwalą cię, gdy będziesz autem gnał
Uwalą cię, gdy na gitarze grasz
Tak, lecz nie czuj się samotnie zbytnio wciąż
Każdy musi walnąć coś

Więc, uwalą cię, gdy sam wędrujesz wciąż
Uwalą cię, gdy wracasz pod swój dom
Uwalą cię i mówią: „Śmiały jest!”
Uwalą cię, gdy w grobie legniesz wnet
Lecz nie czuj się samotnie zbytnio wciąż
Każdy musi walnąć coś
Olsztyn, 9-10.12.2016



Dylanowi, jak wiadomo, wolno wszystko, więc ten poeta może na przykład swe teksty mruczeć pod nosem, a nawet... skracać, jak w tej wersji z 1994 roku, gdy mamy do czynienia z niemalże utworem instrumentalnym.


W kąciku „Na przełaj” wspominam sobie tłumaczenie Jerzego Menela, które poznałem w tym zacnym tygodniku w połowie lat 80.:

Horacy Tłumacy - na Facebooku
Horacy Tłumacy - na YT
Horacy Tłumacy - lista przetłumaczonych piosenek