sobota, 24 września 2011

Czy Lucyna to dziewczyna?

Być może Pedro Almodóvar kończy dziś 60 lat. A być może jutro skończy 62 lata. Facet, który robi tak pokręcone filmy nie może mieć banalnego życiorysu. Obejrzałem z połowę jego dzieł, a pięć ostatnich w kinie w momencie pojawienia się na ekranach. I tak sobie egzystujemy z żoną od premiery Almodóvara do premiery Woody’ego Allena, od Allena do Marka Koterskiego. Rytmu w tym nie ma żadnego, bo o ile Almodóvara jest z grubsza w sam raz, to Allena lekko za dużo (ale wybaczamy), a Koterskiego zdecydowanie za mało (ale też wybaczamy).
Poprzedni film Almodóvara troszkę mnie rozczarował, ale to było rozczarowanie mniej więcej tego typu, jak gdyby AC/DC nagrali płytę z poezją śpiewaną. Więc teraz wystarczy wyobrazić sobie, że AC/DC nagrali album death metalowy. I to jest właśnie „Skóra, w której żyję”, czyli najnowszy film Almodóvara, którego główne wątki akcji toczą się w latach 2006-2012 (!).
W Toledo, gdzie rozgrywa się akcja filmu „Skóra, w której żyję”, nie byłem, podobnie jak w Oviedo. Ale przejeżdżałem tuż obok w 2009 roku w drodze z Madrytu do Granady.


Pomyśleć, ja tam sobie wygodnie rozparty w wypożyczonym klimatyzowanym fordzie, a parę kilometrów obok Vincent alias Vera ćwiczy z coraz większym kalibrem (szczegółów nie będę przecież zdradzał).