sobota, 29 listopada 2025

Pan się nie boi jeść w Hanoi

Czy w Hanoi mi smakowało? Zacznijmy od tego, że spodziewałem się potraw robiących kubkom smakowym jesień średniowiecza. Niestety (na szczęście?) nie było aż tak ostro, jak w Indiach czy w Tajlandii. Kuchnia Wietnamu jest bardzo zregionalizowana, może muszę pojechać do Sajgonu?


Kilka godzin po przylocie zaczęliśmy od prostej klasyki, czyli kanapek w lokalu The Banhmi By Kun tuż obok naszego hotelu.
bánh mì tôm sốt phô mai
kanapka z krewetkami i serem
79 tys. dongów
ocena 3/10

bánh mì bò phô mai
kanapka z wołowiną i serem
70 tys. dongów
ocena 4/10

Nad jeziorem Hoàn Kiếm zasiadamy w Lake View Side Restaurant.
phô cuốn
smażona wołowina z miętą i kolendrą, sałatą i kiełkami, zawinięte w miękkie płaty makaronu ryżowego, a do tego mieszanka sosu rybnego, octu, cukru, czosnku i chili
125 tys. dongów
ocena 5/10

bánh xèo gần chrupki
naleśnik z kurczakiem, który szefowa pokroiła nożyczkami (!), a następnie poinstruowała mnie, że powinienem te kawałki dekorować sałatą i ziołami, następnie zawijać w papier ryżowy i przed konsumpcją maczać w miseczce
135 tys. dongów
ocena 5/10

bún chả nem
makaron ryżowy z grillowaną wieprzowiną, kotlecikami i sajgonkami
175 tys. dongów
ocena 5/10

Pora na pierwszą kawę na słodko, zasiadamy do niej przy ul. Mã Mây.
cà phê trứng
kawa jajeczna, czyli z koglem-moglem
50 tys. dongów
ocena 9/10

Najlepsze jakościowo, najsmaczniejsze rzeczy jedliśmy w Dương's Restaurant (nieprzypadkowo mają dwie rekomendacje Michelina). Byliśmy tam kilka razy. Podczas pierwszej wizyty postanowiliśmy sprawdzić ich przekrojowo i zamówiliśmy dwa czteroczęściowe zestawy – tradycyjny nr 1 i tradycyjny nr 2, różniące się tylko w pozycji „danie główne”.
Przystawka:
nem 2 kiểu phục vụ với chấm chua ngọt
sajgonki na dwa sposoby (mięsny i z krewetką) z sosem słodko-kwaśnym
ocena 8/10

Zupa:
phở bò đặc biệt
phở z wołowiną, czyli tutejsza klasyka klasyk
ocena 10/10


Danie główne:
bún chả
makaron ryżowy z grillowanymi kotlecikami z wieprzowiny, podawanymi na łodygach trawy cytrynowej, plus oczywiście sos rybny
ocena 9/10

dla mnie - chả cá lã vọng
grillowany sum (w postaci pasztecików, czyli po prostu mielonych kotletów rybnych smażonych w głębokim tłuszczu), sos krewetkowy, makaron ryżowy, cebula
ocena 7/10

Deser:
bánh mousse socola phục vụ với kem que
ciastko z musem czekoladowym podawane z lodami
ocena 6/10

Zestaw 1 (ten z daniem głównym mięsnym) – 420 tys. dongów.
Zestaw 2 (ten z daniem głównym rybnym) – 450 tys. dongów.

Po takim obiedzie pora na wiadomą kawę. Zasiadamy do niej w Boulevard Coffee, na rogu naszej ulicy.
cà phê trứng
kawa jajeczna, czyli z koglem-moglem
50 tys. dongów
ocena 10/10
Oddajmy głos smakoszce:


Następnego dnia wracamy do Dương's Restaurant. Tym razem skromniej. Oprócz klasycznego phở i naleśnika zawijanego w papier, dwie nowe rzeczy:

nộm xoài xanh với hải sản
sałatka z mango i owocami morza
150 tys. dongów
ocena 7/10

phở chay
wegetariańskie phở
130 tys. dongów
ocena 8/10

Przypadkiem (musieliśmy godzinę czekać na otwarcie pagody, a zupełnie nie było gdzie się podziać w cokolwiek nieprzyjemnej okolicy) trafiamy na… pizzę. Lokal nazywa się Pizza Parma.
pizza diavola
220 tys. dongów
ocena 7/10

Wpadamy wypróbować phở do innego lokalu. Jego nazwa mówi wszystko: Phở Bò, Bún Chả & Nem.
phở bò
phở z wołowiną
110 tys. dogów
ocena 8/10

bún chả
kotleciki wieprzowe, sałata, zioła, makaron ryżowy i trochę wywaru na dnie
100 tys. dongów
ocena 8/10

Kolację na statku omawiam oddzielnie. Po powrocie z zatoki Hạ Long idziemy do jeszcze innego lokalu z kulinarnymi klasykami. Jeszcze nie jest to może uliczne jedzenie, ale w Bún Chả Cội jesteśmy jedną nogą na ulicy.
bún chả hạnh phúc
kotleciki wieprzowe, sałata, zioła, makaron ryżowy i trochę więcej niż gdzie indziej wywaru na dnie
105 tys. dongów
ocena 7/10

phở bò
phở z wołowiną
105 tys. dongów
ocena 7/10

Tuż obok jest Cafe Giang, czyli lokal serwujący od 1946 r. kawę z jajkiem. Miejsce obowiązkowe. Choć nauczyliśmy się już unikać takich przereklamowanych miejsc, to zrobiliśmy wyjątek.


phê trứng
kawa jajeczna, czyli z koglem-moglem
50 tys. dongów
ocena 9/10

Trzecia wizyta w Dương's Restaurant. Dwie znane rzeczy (bánh xèo gần, czyli naleśnik oraz phở bò đặc biệt, czyli zupa zup) i dwie rzeczy spoza mainstreamu:
gà cuốn nâm bô lô
roladki z kurczaka z nadzieniem grzybowym
180 tys. dongów
ocena 5/10

thăn nội bò úc midfield
australijska wołowina tenderloin midfield
550 tys. dongów
ocena 8/10

Pora na kolejną wietnamską klasykę, czyli kawę z solą. Zamawiamy ją w 80plus Coffee Roastery.
ngá coffe
kawa, skondensowane mleko, solona pianka mleczna
50 tys. dongów
ocena 10/10

Na kolejny obiad zaglądamy do Hanoi Oriana Restaurant, czyli do konkurencji naszego hotelu. Z ciekawości, na ósme piętro.
nem lụi
grillowane szaszłyki z mielonej wieprzowiny, owinięte na łodygach trawy cytrynowej
129 tys. dongów
ocena 6/10

deep fried noodle
129 tys. dongów
ocena 6/10

W The Sipping Bar nad jeziorem Bay Mẫu spróbowaliśmy jeszcze czegoś innego…
matcha latte
kawa latte z matchą
65 tys. dongów
ocena 1/10


Pora na najtańszą przyjemność. Nabywaliśmy ją kilkakrotnie w King Roti Hàng Gai, za pierwszym razem dziwiąc się, czemu do ulicznego okienka ustawia się taka kolejka… A potem spożywaliśmy na ławeczce (jak się człowiek dopchał) nad jeziorem Hoàn Kiếm z widokiem na most Thê Húc.
roti
20 tys. dongów
ocena 9/10
Nazwa może być nieco myląca dla kogoś, kto, jak ja, był w Indiach. Więc w tym przypadku nie mylmy roti z ćapati. Tu mamy do czynienia ze słodką bułką – nie wiem, na czym wyrosłą, ale nie na drożdżach, z wierzchu nieco chrupką i smakującą na tym wierzchu niczym górna warstwa crème brûlée, z nadzieniem do wyboru – czekoladowym, waniliowym, matchą, słonym karmelem itp.

Pora się coś napić, na przykład nad jeziorem Hồ Tây. Zamówienie w lokaliku Mỏm Coffee & Tea + fajna miejscówka w siłce na świeżym (no, bez przesady) powietrzu.
trà xoài chanh leo
herbata mrożona z mango i marakują
45 tys. dongów
ocena 9/10

Z ciekawości poszliśmy jeszcze do Hanoi Corner Restaurant, by spróbować czegoś innego.
mực chiên bơ phuc vu kèm salad và khoai chiên
kalmary smażone na maśle podawane z sałatką i frytkami
169 tys. dongów
ocena 6/10

củ sen kẹp thịt chiên với mỡ hành
smażony korzeń lotosu z sosem mięsno-cebulowym
149 tys. dongów
ocena 6/10

bò xào sả ớt
smażona wołowina z trawą cytrynową i chili
169 tys. dongów
ocena 6/10

cơm rang tôm hoặc bò dưa phô mai
smażony ryż z krewetkami z ananasem i serem
189 tys. dongów
ocena 6/10


Finiszujemy w Dương's Restaurant, gdzie po prostu było najsmaczniej.
nem chiên Hà Nội
smażone sajgonki z Hanoi
120 tys. dongów
ocena 8/10

bún chả Hà Nội
makaron ryżowy z grillowanymi kotlecikami z wieprzowiny, podawanymi na łodygach trawy cytrynowej
190 tys. dongów
ocena 9/10

Jeśli chodzi o higienę, to od razu wyjaśniam, że obyło się bez żadnych incydentów. Nie staraliśmy się jeść na siłę „jak lokalsi”, więc może dopiero w takim miejscu zmierzylibyśmy się z tutejszą florą (a widzieliśmy jeszcze bardziej proletariackie).

Takie obrazki widziałem w Indiach, Nepalu, Egipcie, Bośni – wietnamskie nie robią więc na mnie wrażenia. Co ciekawe, przy tym mięsie nic nie latało, mimo temperatury około 25 stopni.

I spójrzmy jeszcze na to, czyli vatowski rachunek. Dostałem je dosłownie wszędzie – w dużej restauracji i małej budce. Zestawiam to sobie w głowie z zeszłoroczną wizytą w Grecji, gdzie w połowie restauracji dawali kwitek pisany ręcznie na jakimś blankieciku (podobne wspomnienia mam z Hiszpanii czy Włoch). Ciekawe…


I jak jesteśmy przy tych rachunkach grozy, to ceny dzielimy przez 7000.

PS
Przypomniało mi się, że w marcu na Majorce mieliśmy azjatycką rozbiegówkę – w tamtejszej restauracji Made In China podali nam rollito vietnamita. Czyli nem.

Vietnam War Music

Kto w młodości nie był przeciwko wojnie w Wietnamie, ten na starość będzie świnią… Po latach mam bardziej złożony stosunek do tego, że Biali wysyłali Czarnych, by walczyli z Żółtymi o ziemię, którą zabrali Czerwonym.

(plakat wzywający na wiec do Central Parku w 1967 r., jaki zobaczyłem kilka dni temu w Wietnamskim Muzeum Kobiet w Hanoi)

Byłem za młody, by to przeżywać na żywo. Starsi o dekadę zapewne załapali się na płynący z amerykańskiej popkultury prowietnamski pacyfizm, który paradoksalnie i podstępnie rymował się z oficjalną propagandą peerelu. Starsi o dwie dekady śpiewali piosenki, jak szczeciński zespół Następcy Tronów, który w 1966 roku nagrał protest song „Płacz wietnamskich dzieci” (grupa w swoim czasie tyleż kultowa, co niszowa, której karierę zakończył Marzec ’68, bo członkowie byli pochodzenia żydowskiego).


Mi pozostało czytać „Świat Młodych”, gdzie rzucony na odcinek propagandy młodzieżowej towarzysz Jerzy Majka objaśniał młodym świat (artykuł na drugiej stronie 21.01.1975 r., mniej więcej wtedy zacząłem zaglądać do tej gazety).

Swoją drogą ciekawe, po której stronie stała wówczas rzeczywista sympatia polskiego społeczeństwa – czy przeważała oczywista niechęć do każdej wojny jako takiej, czy może dominował pierwiastek antykomunistyczny? Pewną przesłaną może być ten utwór. To jest polski anonimowy (?) tekst, prawdopodobnie z połowy lat 70. XX wieku do utworu instrumentalnego „Popcorn” (kompozytor Gershon Kingsley), popularnego od 1972 r. w wersji Hot Butter. W nim sympatia jest po stronie Wietnamu. Z okazji wizyty w Hanoi nagrałem przed wyjazdem swoją wersję, którą po powrocie wsparłem kilkoma adekwatnymi zdjęciami z Wietnamu (z muzeów).


Odkąd zacząłem słuchać muzyki, czyli od drugiej połowy lat 70., dorastałem w kulcie amerykańskiej i angielskiej muzyki dojrzewającej mentalnie w blasku protestów przeciwko wojnie wietnamskiej. Czasami trudno powiedzieć, że jakiś utwór odnosi się konkretnie do tego konfliktu. Wiele piosenek zawiera po prostu pacyfistyczne przesłanie, a że powstały w okresie, gdy o Wietnamie mówili wszyscy, skojarzenia są automatyczne.
W efekcie lista utworów wciąganych na przeróżne listy typu „Vietnam War Music” jest ogromna, przeważnie bez sensu. Z mojej listy tłumaczeń wybieram te, które albo naprawdę nawiązują do wojny wietnamskiej, albo chociaż przeleciały się na Mekongiem:

„Child in Time” – Deep Purple
Ian Gillan twierdzi, że to jednak o Zimnej Wojnie. I fakt, z perspektywy angielskiej napięcie Wschód-Zachód było koszulą bliższą ciału.


„Eve of Destruction” – Barry McGuire
Wojna wietnamska to jeden z kilku wątków tej piosenki, dość dyskretny.


„Fortunate Son” – Creedence Clearwater Revival
Piosenka napisana w samym szczycie zaangażowania USA w wojnę – w 1969 r. w Wietnamie było ponad pół miliona amerykańskich żołnierzy, oczywiście bez senatorskich synów… Wysłuchałem na żywo w autorskim wykonaniu, medal dla mnie!


„Give Peace a Chance” – John Lennon
W piosence nie ma odniesień do Wietnamu, ale w 1969 r. nie można było napisać piosenki o pokoju (i nagrać jej w hotelowym pokoju w Montrealu, pod nosem Ameryki, do której nie mogłeś wjechać), która nie skojarzyłaby się z tą wojną. Szybko zresztą została wykorzystana na wiecach. Mądrzę się o tym utworze w radiu:


„Happy Xmas (War Is Over)” – John Lennon
W 1971 r. temat był równie gorący, a Lennowie prowadzili kampanię przeciwko wojnie. Przeciw tej również.


„I-Feel-Like-I'm-Fixin'-to-Die Rag” – Country Joe and the Fish
Klasyka, która przeszła do historii również dzięki wykonaniu na festiwalu w Woodstock.


„Woodstock” – Joni Mitchell
Skoro już o Woodstock mowa, to cały festiwal odbywał się w cieniu wojny wietnamskiej. A właściwie próbował wyjść z tego cienia.


„Ruby, Don't Take Your Love to Town” – Kenny Rogers and The First Edition
W tekście mowa o szalonej wojnie w Azji, ale autor twierdzi, że chodziło mu o II wojnę światową (Amerykanie prowadzili ją również, a może nawet przede wszystkim, w Azji).


„Welterusten meneer de president” – Boudewijn de Groot
Czyli „Śpij, panie prezydencie”, najbardziej znany utwór de Groota (ale ja przetłumaczyłem co innego).


Z filmami jest sprawa dużo jaśniejsza. Łatwo wskazać filmy o wojnie lub przeciw wojnie wietnamskiej - tak po prostu, a fabuły dziejące się w latach 60. i 70. trudno sobie wyobrazić bez piosenek z epoki. W efekcie jest mnóstwo piosenek, które zaczynają się kojarzyć z Wietnamem…

„Czas apokalipsy” – Francis Ford Coppola
Nie oszukujmy się, poszedłem (a w zasadzie pojechałem) do kina w Sandomierzu w 1981 r. głównie po to, by zobaczyć otwierającą scenę z napalmem i „The End” The Doors. Ale były przecież też inne momenty muzyczne:
„(I Can't Get No) Satisfaction” – The Rolling Stones
Scena na łodzi. Facet z radia mówi „Good morning Vietnam” (ale to nie ten film…) i puszcza „powiew przeszłości”, czyli piosenkę sprzed czterech lat (akcja filmu dzieje się w 1969 r.).


„Susie Q” – Flash Cadillac
Przywiezione przez jakiegoś alfonsa dziewczyny tańczą przed setkami napalonych żołnierzy. To nie mogło skończyć się dobrze… Ciekawe, dlaczego użyto wersji zespołu Flash Cadillac, a nie CCR.


Ba, jest filmie scena, gdy grany przez Dennisa Hoppera fotoreporter cytuje w rozmowie z kapitanem Willardem (Martin Sheen) fragment „Pieśni miłosnej J. Alfreda Prufrocka” T.S. Eliota. Kilka dni temu słuchałem, jak pewien Wietnamczyk recytował inny fragment tego wiersza:


„Łowca jeleni” – Michael Cimino
Film w oczywisty sposób dotyczy wojny wietnamskiej. W jednej ze scen pokazujących sielankowe życie chłopaków przed wpadnięciem w piekło wojny, wykorzystano piosenkę „Can't Take My Eyes Off You”. Frankie Valli absolutnie nie śpiewa tu o żadnej wojnie, ale piosenka przez umieszczenie w tak mocnym filmie trafiła do wietnamskiego uniwersum. Kilka dni temu usłyszałem ją w Hanoi w wykonaniu zespołu TTT Band.


„Pluton” – Oliver Stone
W scenie palenia trawki wykorzystano, a jakże, utwór „White Rabbit” Jefferson Airplane. Piosenka nie jest „wietnamska”, ale w taki sposób już jest… Co ciekawe, gra tu Charlie Sheen, podczas gdy jego ojciec w „Czasie apokalipsy”.


„Full Metal Jacket” – Stanley Kubrick
W otwierającej film scenie golenia na glacę rekrutów słyszymy „Hello Vietnam”, którą śpiewa Johnnie Wright. To nie jest piosenka antywojenna. To jest pieśń patriotów jadących z radością na wojnę. Przetłumaczyłem, ale nie nagrałem.
W filmie pojawia się też „Paint It Black” The Rolling Stones. Nic tam o wojnie nie ma, ale użycie w filmie wystarczyło, by wciągnąć ją do kategorii „Vietnam War Music”.


„Urodzony 4 lipca” – Oliver Stone
Gdy Ron Kovic (bohater fikcyjny i rzeczywisty zarazem) przechodzi rehabilitację w szpitalu, słychać „American Pie” Dona McLeana. Cóż, po pierwsze rzecz dzieje się w 1968 r., a piosenka pochodzi dopiero z 1971 r. No i dotyczy wydarzeń z 1959 r., co akurat nie jest problemem, bo kto powiedział, że w szpitalu dla wojennych weteranów muszą puszczać piosenki o wojnie wietnamskiej?


„Forrest Gump” – Robert Zemeckis
Zacznę od takiego smaczku, że kilka dni temu oglądaliśmy ten film w wietnamskiej telewizji (dźwięk oryginalny, napisy wietnamskie). Niestety, w momencie, gdy Forrest wynosił kolegów spod ostrzału, musieliśmy wyjść, bo spieszyliśmy się na koncert.

„Fortunate Son” – Creedence Clearwater Revival
(w tej scenie Forrest i Buba przylatują do bazy)


„California Dreamin'” – The Mamas & The Papas
(Forrest pisze listy do Jenny z mokrego Wietnamu, przy czym zauważmy, że pochodzi z Alabamy, zresztą w filmie są dwie oczywiste piosenki Lynyrd Skynyrd)


„Break on Through (To the Other Side)” – The Doors
(Forrest w szpitalu wojskowym, po incydencie na froncie, odkrywa w sobie powołanie do ping ponga)


„Mrs. Robinson” – Simon And Garfunkel
(scena, w której prezydent Lyndon B. Johnson odznacza Forresta Medalem Honoru, czyli ciągle jesteśmy w klimacie wojny wietnamskiej)


„San Francisco (Be Sure to Wear Flowers in Your Hair)” – Scott McKenzie
(i jeszcze jedna scena luźno związana z Wietnamem – Forrest w mundurze wojskowym żegna się z Jenny jadącą z hippisami do San Francisco)


Girlandy komunizmu

Wszystkiego może w socjalistycznym Wietnamie zabraknąć, ale nie czerwonych chorągiewek z flagą Socjalistycznej Republiki Wietnamu oraz symbolem Komunistycznej Partii Wietnamu. W Hanoi zawisły chyba z okazji lokalnego zjazdu partii.


Propagandowe kiście zwieszają się z domów, świątyń, przez ulice, urzędów. Chociaż te ostatnie jakby oszczędniej, co może wskazywać, że girlandy są elementem ludycznym, a poważnemu miejscu przystoi po prostu dumna flaga. Przykład z Cytadeli Cesarskiej, gdzie linka z flagami się urwała i nikomu to nie przeszkadza, nikt się nie rzuca ratować godności partii i socjalizmu (to w tle to nie toi-toi, tylko wejście do bunkra).

Plac przed ulicą Đinh Liệt.

Cała ulica Đinh Liệt pokryta opiekuńczym dywanem.

Ul. Ấu Triệu – zaplecze katedry świętego Józefa.

Ul. Lương Ngọc Quyến.

Ul. Phất Lộc.

Brama świątyni Phủ Tây Hồ.

Zaplecze handlowe przy tejże świątyni, gdzie można kupić m.in. produkty do podarowania bóstwom.

I druga uliczka przy tej świątyni – ul. Ngõ 50 Đặng Thai Mai.

Ul. Tạ Hiện, czyli imprezowy szczyt szczytów w Hanoi.

Hanoi Train Street.

Hoả Lò, czyli więzienie Hanoi Hilton.

Pagoda na Jednej Kolumnie, czyli sacrum i profanum w jednym kadrze.

Na ul. Phan Đình Phùng promocja XVIII Zjazdu Partii w okręgu Hanoi, który odbył się 15-17 października 2025 roku (550 delegatów reprezentujących pół miliona członków partii w Hanoi). Może to z okazji tego zjazdu te chorągiewki?

To samo wydarzenie odnotowane na ul. Lý Thái Tổ, a w tle Bank Państwowy Wietnamu.

Przechodząc praktycznie każdego dnia przez ul. Lê Thái Tổ widzieliśmy ten napis:
Niech żyje Socjalistyczna Republika Wietnamu. Niech żyje chwalebny wietnamski komunizm.
(ale nie daliśmy się zindoktrynować)

Stojąc pod przystrojoną w czerwone flagi halą targową Chợ Đồng Xuân można sobie postawić pytanie – ile kapitalizmu jest w stanie przyjąć komunizm, by pozostać komunizmem?

Aneks do tej refleksji pojawia się pod pomnikiem Lenina. Młodzi ludzie przyczepili sobie do prawej nogi wodza rewolucji linkę i grają w bardzo popularny w Wietnamie đá cầu, czyli badminton nożny. Kiedyś dostaliby za to kulkę w łeb...